"Jesteś nie tylko dupkiem, ale też gnojkiem... zawsze tak myślałam", Blair bełkotała, a jej język wydawał się zbyt ciężki w ustach. Wiedziała, że nie powinna mówić tego swojemu szefowi, ale nie mogła się powstrzymać.
Roman zaśmiał się cicho, opierając się do tyłu. "Myślę, że powinienem przynieść ci kawę."
"Nie chcem." Blair machnęła lekceważąco ręką, prawie uderzając się w twarz. "Chcę... mężczyzny, który nie jest zdradliwym szczurem." Jej oczy powędrowały po nim i mimo jej najlepszych chęci zauważyła — tak naprawdę zauważyła — jak bardzo był atrakcyjny. "Czy ty... czy kiedykolwiek zdradziłeś swoją byłą żonę?"
Raz spotkała Jessicę. To nie było miłe doświadczenie.
Wyraz twarzy Romana się nie zmienił, ale jego głos złagodniał. "Nie wszyscy mężczyźni zdradzają, Blair."
"T-to dlaczego cię zostawiła?" Jej głowa przechyliła się, jakby próbowała ułożyć elementy układanki.
"Istnieje wiele powodów, dla których małżeństwa się rozpadają", powiedział Roman, przecierając dłonią twarz. "Nie wszystkie z nich mają związek ze zdradą ze strony mężczyzny."
Blair potrzebowała chwili, by to przetworzyć. Potem jej oczy się rozszerzyły. "Zdradziła cię?" szepnęła, jakby to był jakiś wielki sekret. "Była idiotką?"
Jej szef był wspaniały, gęste, ciemne włosy, intensywne oczy, wyraźnie zarysowane kości policzkowe. A jego ciało... cóż, z tego, co widziała, było świetne. Nie żeby to kiedykolwiek ją interesowało. Zawsze była z Danem... Była z Danem.
Roman wyciągnął rękę, delikatnie unosząc jej podbródek dwoma palcami, gdy jej usta się otworzyły. "Dużo pracowałem. Niektórzy powiedzieliby, że sam ją do tego pchnąłem."
Blair zamrugała, wpatrując się w niego, a potem potrząsnęła głową, co wywołało u niej zawroty. "T-to nie wymówka... nie... nie, nie, nie." Opuściła głowę z powrotem na kanapę, głośno wydychając powietrze. "Powinno się wziąć rozwód, zanim... zdrajcy... wszyscy oni..."
Roman przyglądał się jej z rozbawioną miną. "Wiesz, jeszcze nigdy nie widziałem, żebyś była przy mnie tak rozluźniona. Nie wiem, czy to komplement, że najpierw musiałaś się upić."
Blair leniwie uniosła dłoń, po czym zbyła to, co powiedział. "T-to dlatego, że ty... że zazwyczaj taaaak trudno z tobą wytrzymać" mruknęła, ledwo potrafiąc wykrztusić z siebie słowa.
"Nie będę za to przepraszał." Jego usta drgnęły. "Oczekuję tego, co najlepsze. Dlatego ta firma jest dziś w tym, a nie innym miejscu."
Blair wydała z siebie dźwięk, który był w połowie stęknięciem, a w połowie śmiechem. "Chyba tak..." Jej głowa wydawała się ciężka, a myśli leniwe.
Roman pozwolił jej posiedzieć chwilę w ciszy, po czym zapytał: "Co się stało, Blair?"
Odwróciła głowę, by na niego spojrzeć, a jej wzrok był lekko nieobecny. "Byłam idiotką."
"Dlaczego? Bo zaufałaś niewłaściwej osobie?"
Blair wypuściła drżący oddech. "Dan i... ja dorastaliśmy razem, wiesz?"
"Nie, nie wiedziałem."
Skinęła głową. "Ja... zawsze wracałam do domu... cały czas z powrotem do domu, kiedy przeprowadziłam się do miasta dla tej pracy. On... on dostał pracę w Kingston i cieszyłam się z tego. Teraz żałuję, że go tu nie ma." Jej głos zadrżał, ale nie chciała płakać. Nie znowu. Nie przez niego... Dana.
"Więc ślub odwołany?" Roman wskazał na jej nagi palec.
Blair uniosła dłoń, wpatrując się w nią przez sekundę, po czym pozwoliła jej opaść z powrotem na kolana. "Taa. Nawet nie mieliśmy wyznaczonej daty."
"Kto to wstrzymywał?"
Zamrugała. Dlaczego zadawał tyle pytań? Dlaczego był taki... miły? "Ja. Chciał wziąć ślub w zeszłym roku. Nie byłam gotowa."
Oczy Romana lekko się zwęziły. "Dlaczego? Skoro go kochałaś, to dlaczego chciałaś czekać?"
Blair wzruszyła ramionami, choć było to trochę niezdarne. "Jeżeli to, co dzisiaj widziałam, jest jakimś wskaźnikiem..." Urwała, marszcząc brwi. Może... może zawsze wiedziała, że coś jest nie tak. Nie było tam pasji. Nie było ognia. Kochała Dana, ale może nie w taki sposób, w jaki powinna kochać mężczyznę, za którego miała wyjść.
W tej chwili nawet nie była smutna. Po prostu... Blair zastanowiła się przez chwilę nad tym, jak się czuje... zła. Tak, była wściekła.
"Co się stało?" - nalegał Roman, teraz łagodniejszym głosem.
Twarz Blair wykrzywiła się, gdy sobie przypomniała. "Widziałam go", wybełkotała. "U-uprawiającego seks z... ugh." Machnęła ręką, nie mogąc dokończyć zdania.
Szczęka Romana się napięła. "Rozumiem."
Blair wpatrywała się w niego przez dłuższą chwilę, a jej głowa wirowała od myśli, których nie mogła uchwycić. Potem nagle wyciągnęła rękę, chwytając jego krawat między palce.
Roman zamarł.
Blair wpatrywała się w materiał, wodząc po wzorze nieobecnym wzrokiem. Nie wiedziała, dlaczego to zrobiła. Może dlatego, że musiała się dowiedzieć. Musiała poczuć coś innego.
Bez dłuższego namysłu pociągnęła za krawat, zamykając przestrzeń między nimi, i przycisnęła swoje usta do jego ust.
Na ułamek sekundy znieruchomiał. A potem... odpowiedział, a kiedy jego usta przejęły kontrolę nad jej ustami, poczuła... ogień i niszczycielski żar.
Blair sapnęła w jego usta, a szok przeszył ją na wskroś. Jej dłonie powędrowały na jego ramiona, zaciskając się na materiale koszuli, desperacko pragnąc chwycić się czegoś stałego.
To było coś innego. Tak bardzo innego. Nigdy wcześniej nie...
Roman odsunął się, ciężko oddychając, a jego szare oczy pociemniały od czegoś nieodgadnionego. "Blair", mruknął chrapliwym głosem. "Nie powinniśmy—"
Przerwała mu kolejnym pocałunkiem, przysuwając się bliżej, przywierając do niego.
"Proszę", szepnęła drżącym głosem.
Musiała zapomnieć.
I chciała... czuć.






