languageJęzyk

Rozdział trzeci

Autor: Aeliana Moreau 20 mar 2026

Blair zatrzymała taksówkę. Otworzyła drzwi i wsiadła na tylne siedzenie tak szybko, jak to możliwe, z zamiarem opuszczenia tego miejsca tak prędko, jak tylko się da. Miała ochotę się upić. Ale gdyby w ciągu dnia poszła sama do baru, to prosiłaby się o kłopoty. Czuła łzy, które niepowstrzymanie spływały po jej twarzy. Trzymała się w ryzach podczas konfrontacji z Danem i Laurą.

"Dokąd jedziemy?" zapytał kierowca, a jego głos przedarł się przez mgłę w jej umyśle.

Dokąd jedziemy? Dobre pytanie.

Powrót do domu nie wchodził w grę. Sutton i Keira były w pracy, a ona nie chciała siedzieć w ich pustym mieszkaniu, odtwarzając w głowie obraz Dana zaplątanego w pościel jej kuzynki. Potrzebowała drinka. Ale siedzenie samej w barze w środku popołudnia? To pachniało wywieszeniem białej flagi.

Zahaowała się, po czym wyrecytowała adres swojego biura. Przynajmniej tam mogła udawać, że jest produktywna. Może nawet wymyśli, co do cholery zrobić dalej.

Taksówka ruszyła spod krawężnika, a ona wypuściła powietrze, próbując się uspokoić.

Kierowca spojrzał na nią w lusterku wstecznym. "W środkowym schowku są chusteczki, jeśli ich potrzebujesz, skarbie."

Głos kierowcy był łagodny, jakby widział w swoim życiu wystarczająco dużo płaczących na tylnym siedzeniu kobiet, by wiedzieć, kiedy mówić, a kiedy milczeć.

Blair chwyciła garść. "Dziękuję." Powiedziała, po czym wytarła twarz najlepiej, jak potrafiła. Nie nosiła dużo makijażu. Mogła więc równie dobrze odświeżyć całą twarz.

Jej telefon zaczął dzwonić. Dan?

Mimo to wyciągnęła go z torebki, żeby sprawdzić. Jej żołądek ścisnął się, gdy wpatrywała się w ekran, a jego imię świeciło jasno-białymi literami.

Mogła sobie tylko wyobrazić pierwsze słowa, które by wypowiedział.

"To nie tak, jak wygląda, Blair."

"Mogę to wyjaśnić."

"Proszę, po prostu pozwól mi ze sobą porozmawiać."

Kłamstwa. Wymówki. Te same bzdury, które faceci zawsze z siebie wyrzucali, gdy dawali się przyłapać.

Przełączyła telefon na wyciszenie i wsunęła go z powrotem do torby.

Zanim taksówka zatrzymała się przed Kingston Industries, jej makijażu nie dało się już uratować. Sięgnęła do torebki, wyciągnęła zmięty banknot dwudziestodolarowy i wręczyła go kierowcy.

"Bądź szczery", powiedziała, wymuszając uśmiech. "Czy wyglądam na kobietę, która właśnie dowiedziała się, że jej narzeczony pieprzy się z jej kuzynką?"

Kierowca zawahał się, obrzucając ją uważnym spojrzeniem. "Twoje oczy są trochę czerwone, kochanie, ale to ledwie zauważalne." Przerwał. "Będzie z tobą dobrze?"

Ta nieoczekiwana życzliwość prawie ją zrujnowała.

Przełknęła gulę w gardle i skinęła głową. "Ta. Lepiej dowiedzieć się teraz, prawda? To tylko mały wyboj na drodze życia." Nie była pewna, kogo próbowała przekonać... taksówkarza czy samą siebie.

Wysiadła z taksówki, podniosła walizkę na krawężnik i wzięła głęboki oddech. Blair wyciągnęła telefon i zobaczyła, że Dan dzwonił do niej sześć razy i zostawił sześć wiadomości na poczcie głosowej. Niezainteresowana tym, co miał do powiedzenia na swoją obronę, ponownie schowała telefon do torebki.

Blair odwróciła się w stronę górującej konstrukcji ze szkła i stali firmy Kingston Industries. Roman kupił ten budynek pięć lat temu. Osiem najwyższych pięter należało do Kingston, a trzy najniższe wynajmowano mniejszym firmom. Biorąc pod uwagę, jak firma się rozwijała, nie zdziwiłaby się, gdyby ostatecznie przejęli całą resztę.

Weszła do środka, poprawiając torbę na ramieniu.

"Panno Warner, w czymś pomóc?" Blair zamrugała. Maggie, jedna z recepcjonistek, wyszła zza biurka w holu, rzucając Blair pytające spojrzenie.

Maggie podeszła jeszcze bliżej, odbierając od niej walizkę. W tej samej dłoni Blair wciąż trzymała kij. Blair całkowicie zapomniała, że w ogóle ma go w ręce.

Blair weszła do biura wyglądając, jakby miała zaraz popełnić przestępstwo. Cieszyła się jednak, że nadal go miała. Przynajmniej nie będzie musiała po niego wracać później.

Blair odetchnęła z ulgą. "Dziękuję, Maggie. Czy mogę tu wszystko zostawić, podczas gdy pójdę się odświeżyć?" Była zaskoczona, że jej głos brzmiał tak... normalnie.

"Oczywiście, panno Warner." Oczy Maggie ponownie powędrowały w stronę kija.

"Blair, proszę. Ile razy mam ci powtarzać?" Roman wolał zwracać się do wszystkich po imieniu, ale niektórzy pracownicy, zwłaszcza ci nowsi, mieli z tym problem.

Bardziej w przypadku Romana niż w jej.

Maggie uśmiechnęła się, biorąc walizkę, aktówkę i kij bejsbolowy.

Blair przeszła przez foyer do łazienki.

Wewnątrz od razu podeszła do luster. Taksówkarz nie był tylko miły. Naprawdę nie wyglądała aż tak źle. Wyciągnęła z torby chusteczkę do demakijażu i zmyła resztki tuszu do rzęs. Szybkie przypudrowanie twarzy, trochę błyszczyka, odrobina kredki do oczu.

Uszczypnęła się w policzki. Ludzie zawsze mówili, że to dodaje koloru, ale ona nie widziała różnicy.

Jej niebieskie oczy wciąż były lekko zaczerwienione, ale niewiele mogła na to poradzić. Wyciągnęła szczotkę, uwolniła swoje długie, falowane blond włosy z koka i ułożyła je z powrotem. Wystarczająco dobrze.

Wyszła z łazienki, odebrała swoje rzeczy od Maggie i skierowała się do wind. Czekając, próbowała przypomnieć sobie harmonogram Romana. Czy miał tego popołudnia jakieś spotkania?

Wtedy do niej dotarło. Przecież miało go nie być dziś w biurze. Żadne spotkania nie były zaplanowane w jego kalendarzu.

Westchnęła. Jej mózg był usmażony. Ale nakrycie narzeczonego na pieprzeniu się z twoją kuzynką zrobiłoby to z każdym.

Na tę myśl zmarszczyła brwi.

Jak często to robili? Dan był w domu w ciągu dnia pracy. Ona czasami podróżowała służbowo, ale nie aż tak często. Jeśli ich romans trwał od miesięcy, musieli spotykać się w godzinach pracy.

Winda przyjechała. Kobieta, której nie rozpoznała, weszła do niej razem z nią.

Blair posłała jej uprzejmy, napięty uśmiech. Kiedy kobieta wysiadła na drugim piętrze, Blair oparła się plecami o ścianę, wpatrując się w pustkę.

Czy powinna powiedzieć Romanowi o Danie? Zabrzmiałoby to jak zwykła mściwość... donoszenie tylko dlatego, że ją zdradził. Ale okradał również firmę. Nie ma mowy, by zdążył wrócić do domu, uprawiać seks z Laurą i wrócić do biura w czasie przerwy na lunch.

Winda otworzyła się z cichym dźwiękiem. Blair wzięła głęboki wdech, po czym weszła na piętro dla zarządu.

Kara, recepcjonistka na piętrze zarządu, podniosła wzrok. "Hej, Blair. Nie sądziłam, że będziesz dzisiaj w pracy."

Blair uśmiechnęła się. "Nie planowałam, ale pomyślałam, że powinnam zabrać się wcześniej za notatki ze spotkania dla Romana. Jest u siebie?"

Kara pokręciła głową. "Nie, wyszedł jakiś czas temu, każąc mi odbierać wiadomości i mówiąc, że wszystko może poczekać do jutra."

Blair prawie osunęła się z ulgi. Nie będzie musiała jeszcze teraz stawiać mu czoła.

"Dzięki, Kara."

Poszła do swojego biura, zamknęła drzwi i opadła na krzesło.

Blair oparła głowę na biurku. Szlag. Czuła się, jakby kula wyburzeniowa właśnie przepołowiła jej świat na pół.

Jak on mógł? Ale co gorsza, jak mogła Laura?

Dziecinne problemy, które wszyscy mieli jako dzieci, Blair myślała, że z nich wyrośli. Laura zawsze była rozpieszczonym bachorem. Biorącym to, co nie było jej.

Problemem było to, że jej rodzice, ciotka i wujek Blair, rozpieszczali ją i dawali jej wszystko, czego chciała. Ale kiedy dwa lata temu przeprowadzili się do miasta, z Laurą nie było jeszcze tak źle, bo w przeciwnym razie Blair wprowadziłaby się już dawno do swoich sióstr. Nie zrobiła tego, kiedy Sutton wróciła z Europy, ponieważ jej siostra Keira właśnie skończyła uniwersytet i zaczęła nową pracę. Sutton zamieszkała z Keirą. Blair czułaby się winna, zostawiając Laurę samą, by zamieszkać z siostrami. Zresztą, jaki to miało sens? Ona i Dan planowali wynająć własne mieszkanie po ślubie.

Podnosząc głowę, Blair spojrzała na pierścionek na swoim palcu. Pierścionek zaręczynowy, który dał jej Dan.

Nie był duży. Nie chciała dużego. Dopilnuje, żeby do niego wrócił. Mógł go sprzedać. Bo była pewna, że Laura będzie chciała wielkiego, krzykliwego pierścionka. Zawsze wyśmiewała pierścionek Blair.

Zdejmując go, Blair miała zamiar rzucić nim przez cały pokój. Nie, na wypadek, gdyby zaginął. Otwierając górną szufladę biurka, Blair wrzuciła go do środka i zatrzasnęła ją. Potrzebowała drinka. Wstając, Blair weszła do biura Romana, gdzie, jak wiedziała, trzymał butelkę szkockiej. Nie przepadała za mocnymi alkoholami, ale teraz wszystko by się nadało.

Biuro Romana było odzwierciedleniem samego mężczyzny. Wszystko było duże, silne i męskie. "Nie zapominajmy, onieśmielające." – powiedziała Blair do pustego pokoju.

Podchodząc do jego biurka, otworzyła dolną szufladę i wyciągnęła butelkę szkockiej, którą Roman tam trzymał. Biorąc ją, usiadła na jego kanapie Chesterfield obok okna. Otworzyła butelkę i pociągnęła łyk. Prawie go wypluwając. "O ja pierdolę, ale to cholerstwo pali." Blair wiedziała, że to była droga butelka. Ponieważ Roman lubił tylko to, co najlepsze.

Problem polegał na tym, że to była czysta whiskey. Dlaczego on lubił to cholerstwo bez lodu? Tym razem, kiedy przyłożyła butelkę do ust, Blair upewniła się, że pije małymi łykami. Nie, to nie pomogło. Ale nie było tak źle, jak przy pierwszym łyku. Więc wypiła kolejny. Opierając głowę o oparcie kanapy. Przyszła tu pomyśleć. Jaki powinien być jej następny krok?

Podnosząc dłoń, by spojrzeć na tarczę zegarka, Blair zobaczyła, że jest 15:15. Nie mogła jeszcze zadzwonić do Sutton ani Keiry. Jeszcze nie. Niech wrócą z pracy. Blair planowała poprosić Sutton i Keirę o pomoc w zorganizowaniu przewiezienia jej rzeczy z mieszkania. Choć nie chciała wywierać zbytniej presji na swoją starszą siostrę, Sutton. Była w szóstym miesiącu ciąży i nie była to łatwa ciąża.

Mężczyźni. Dlaczego byli dupkami? Najpierw jej szef za bycie tak aroganckim, onieśmielającym, a czasem niegrzecznym. Potem Dan, który od miesięcy zdradzał ją z jej kuzynką Laurą. Jakie to było niskie? A potem jeszcze Luca, ojciec dziecka Sutton. Który zostawił ją na lodzie i w ciąży?

Zadzwoni do sióstr później. Nie teraz.

Następnie zapyta, czy może przekimać u nich, dopóki nie znajdzie sobie jakiegoś miejsca. Ich mieszkanie nie było wystarczająco duże dla trzech dorosłych i dziecka. Kiedy już się urodzi. Ale wspaniale byłoby spędzić trochę czasu z siostrami. Jeść lody i mieszać facetów z błotem.

Chociaż Sutton w ogóle nie mówiła o mężczyźnie, z którym zaszła w ciążę. Był to temat, którego odmawiała omawiania. Nawet wtedy, gdy ich ciotka Viv i wujek Peter domagali się odpowiedzi. Blair ponownie uniosła butelkę do ust. Tylko ona i Keira znały jego imię.

Na biurku Romana zaczął dzwonić telefon. Blair próbowała to zignorować, ale gdy tylko przestał, zaczął dzwonić ponownie. Blair przesunęła się na krawędź kanapy i wstała. Pokój wydawał się nieznacznie przechylać, co sprawiło, że z jej ust wymknęło się krótkie "Ups.".

Po odzyskaniu równowagi podeszła do telefonu i podniosła słuchawkę.

"Halo?" przywitała się do słuchawki. Niezbyt profesjonalnie, pomyślała.

"Romana, poproszę." Blair znała ten głos. To była Claire Robertson. Mała, słodka idiotka Romana. To był najlepszy sposób na opisanie Claire. Miała ten głupi, dziewczęcy głos, który przyprawiał Blair o zgrzytanie zębów.

"Romana tu nie ma." Blair oparła dłoń na biurku Romana, by powstrzymać wirowanie pokoju.

"Gdzie on jest?" zapytała Claire.

"A skąd, do cholery, mam to wiedzieć?" Blair była zaskoczona własną odpowiedzią. Szlag, skąd to się wzięło?

"Jesteś jego sekretarką." Blair usłyszała złość w głosie drugiej kobiety.

"Owszem, ale nie jestem jego opiekunką i z pewnością nie mam szklanej kuli. Zadzwoń lub napisz na jego komórkę." Blair miała już dość tej rozmowy.

"Nie odbiera komórki, nie robi tego od kilku dni." – jęknęła Claire.

Usta Blair nieznacznie się rozchyliły. Och.

To był ruch Romana. Nie kłócił się, nie robił dramatycznych wyjść. Po prostu zaczynał unikać, zanim dokonał czystego cięcia. Jeśli Claire nie miała od niego wieści od kilku dni, to był koniec. Tylko ona jeszcze o tym nie wiedziała.

Zrobiła to przez małego diabełka na swoim ramieniu. Ale Blair nie mogła powstrzymać kolejnych słów. "Cóż, wydarzyła się jedna z dwóch rzeczy. Albo właśnie zostaniesz rzucona, albo on nie żyje. Tak czy inaczej, pojawią się kwiaty."

Blair westchnęła, słysząc zszokowane sapnięcie po drugiej stronie słuchawki; szkocka rozgrzewała jej żyły i rozwiązywała język. "Słuchaj, Claire, bądźmy szczere. On nie jest materiałem na męża. Znajdź sobie kogoś nowego." Nie czekała na odpowiedź, po prostu odłożyła słuchawkę na miejsce.

Opadła z powrotem na kanapę Chesterfield, ponownie unosząc butelkę do ust.

Jej własne problemy wróciły, by ją prześladować. Jak mogła być tak ślepa? Jak mogła nie zauważyć znaków? Nie była idiotką. Ale Dan był sprzedawcą. Sprzedał jej marzenie o długim i szczęśliwym życiu. Po prostu była ślepa na pęknięcia w ich związku.

Co więcej, wyglądało na to, że czegoś brakowało w jej życiu seksualnym. Jeśli to, co widziała między Danem a Laurą, było jakąkolwiek wskazówką, jak ten akt powinien wyglądać. Cieszyła się nim wystarczająco, ale to nie było nic, co sprawiało, że krzyczała tak, jak robiła to Laura. Czy to było po to, by łechtać jego ego? Czy ona powinna była to robić? Rzecz w tym, że nie wiedziała.

Dan był jej jedynym partnerem seksualnym. Powinno być jego obowiązkiem jej nauczyć. Straciła rachubę, jak długo tam siedziała, pijąc i przeklinając całą męską płeć. Naprawdę miała to gdzieś.

Po pewnym czasie Blair westchnęła, ponownie unosząc butelkę... tylko po to, by się zatrzymać, gdy zauważyła przed sobą dwie wysokie, rozmazane sylwetki.

Zaraz. Nie. Nie dwie. Tylko jedną.

Blair zmrużyła oczy. "Cześć."

Spróbowała usiąść i zbliżyła butelkę do ust, ale zanim zdążyła wziąć kolejny łyk, została wyrwana z jej dłoni.

"Hej", zaprotestowała. "To moje. Jeśli chcesz, idź znajdź sobie własną."

Zamrugała, próbując złapać ostrość.

Mężczyzna stojący przed nią... ten trzymający butelkę, wyłonił się wyraźniej.

"Roman?"

"Blair", powiedział głosem nie do odczytania. "Co ty ze sobą zrobiłaś?"

"Cóż", powiedziała, bełkocząc lekko, "Myślę, że to... dość oczywiste. Jak widzisz, upijam się w trupa." Sięgnęła po butelkę. "A teraz oddaj ją, żebym mogła dokończyć robotę."

Roman odsunął się, kładąc butelkę na biurku. "Myślę, że masz już dość."

Blair zmarszczyła brwi. "Wiesz... czasami potrafisz być dupkiem. Nie, przez większość czasu."

"Wierzę, że jutro będziesz tego żałować."

Wtedy, ku jej zaskoczeniu, zamiast na nią wrzeszczeć, usiadł obok niej.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki