~ ENRIQUE ~
Zapach perfum i alkoholu wypełnia mój nos, kiedy siedzę na kanapie w loży VIP-ów w klubie. Miejscu, do którego wpadam wystarczająco często, by choć trochę oderwać się od własnych myśli, obowiązków i demonów.
Mieszam drinka w szklance, patrząc, jak trzy kobiety ubrane jedynie w stringi i wysadzane klejnotami nakładki na sutki tańczą wokół rur, zmysłowo ocierając się ciałami o siebie nawzajem.
Na chwilę udaje im się przykuć moją uwagę, gdy dwie z nich ocierają się o siebie piersiami, a ich dłonie przesuwają się po gęstych pośladkach tej drugiej. Są krągłe, mają na sobie trochę ciałka, tak jak lubię, ale dzisiejszej nocy to nie wystarczy.
Nawet kiedy spoglądają na mnie, zanim zaczynają się całować, nie udaje im się całkowicie odwrócić mojej uwagi. Przyjemnie się na nie patrzy, ale nie robi to na mnie żadnego wrażenia.
Jedna z nich to moja stała bywalczyni, a dwie pozostałe wybrałem po drodze, wchodząc tu, ale dziś wieczorem nie potrafię przestać myśleć o pracy.
Dwie kobiety siedzą obok mnie, gładząc moją klatkę piersiową i uda, obiecując udaną noc, jeśli tylko im pozwolę.
– Rozluźnij się, poradzimy sobie z tym – mówi mój Beta i zarazem przyjaciel, Jose, wychylając kieliszek alkoholu, a jego wzrok jest skupiony na kobiecie, która tańczy mu na kolanach. Carlos, mój Delta, również tu jest, ale choć nie ma partnerki, odmawia usług kobiet.
Cabrón… Po co w ogóle przychodził?
Nalewają mi kolejną szklankę, podczas gdy ja bez emocji kontynuuję obserwację kobiet przede mną. Moja twarz jest jak zawsze zimna i pozbawiona wyrazu.
– Możemy ci dzisiaj sprawić przyjemność, Alfo. – szepcze zmysłowo jedna z kobiet, która siedzi obok mnie, przesuwając dłonią w górę mojego uda. Wiedzą, by nie przekraczać swoich granic, chyba że sam wydam im na to pozwolenie…
Ignoruję ją, a ona nie odważa się powtórzyć. Wszyscy wiedzą, kim jestem, a szacunek jest tu najważniejszy.
– Masz jakiś plan? – pyta cicho Carlos.
Zaciskam szczękę, zerkając w stronę przeszklonego okna z widokiem na główną salę klubu, starając się zapanować nad wzbierającym we mnie gniewem.
– Jak myślisz? Znajdziemy go i zabijemy tego hijo de puta. To, kurwa, takie proste. – Mój głos jest groźny i niski. – To moje ziemie i każdy, kto chociażby spróbuje sobie do nich rościć prawa, choćby do centymetra, spotka się z bólem i śmiercią.
W moim głosie słychać taką moc i furię, że każda kobieta w pokoju kuli się w sobie. Strach spowija je równie mocno jak ich perfumy.
Nie bez powodu nazywają mnie bezdusznym.
Przechylam głowę, obserwując przez szybę kobietę, która przechadza się po klubie w dole. Jej jasne loki podskakują z każdym jej krokiem, i już mam odwrócić wzrok, gdy ona staje w strefie barowej, a ja zyskuję widok na jej ciało.
Ciało, które posyła falę przyjemności prosto do mojego kutasa.
To jest dopiero kobieta, którą chciałbym mieć pod sobą…
Ma idealne ciało, piersi, którymi można by bawić się na wiele sposobów, a jej tyłek to ten rodzaj, który chcesz pieprzyć od tyłu i patrzeć, jak się trzęsie, kiedy ciągniesz za jej bujne włosy.
Moje oczy błyszczą głodem, który aprobuje nawet mój wilk. Jestem bestią i niewiele kobiet potrafi sobie ze mną poradzić, ale nie obchodzi mnie to.
Kobiety są stworzone dla naszej przyjemności…
– Na co tak patrzysz? – pyta Jose, ale mu nie odpowiadam, a on sam szybko odnajduje to, co przykuło moją uwagę.
– Kurwa, do diabła, no proszę, to jest to, co byś-
– Cabrón, esa es mía. – mówię cicho, a zarazem zaborczo. „Ta jest moja”.
Zgłosiłem tu swoje roszczenia, ale są inni, którzy też ją obserwują, co sprawia, że w moich oczach błyska irytacja.
„Luis, ta kobieta przy barze. Chcę ją.” – łączę się telepatycznie z właścicielem klubu.
„Ach, Alfo… Lo siento, ale to nie jest jedna z moich…” – odpowiada przepraszającym tonem, a jego głos brzmi na przestraszony.
Moje oczy błyskają irytacją, kiedy wstaję. Sam ją sobie wezmę. Żadna kobieta mi nie odmówi…
Wychodzę z pokoju, mijając moich ludzi; tutaj dźwięk muzyki jest o wiele głośniejszy.
Zapach seksu, potu i alkoholu uderza mnie ze zdwojoną siłą, ale odcinam się od niego, torując sobie drogę do baru. Tłum rozstępuje się, doskonale wiedząc, kim jestem, pozwalając mi przejść z łatwością.
To jest kobieta, którą zabieram dziś do domu.
Zajmuję miejsce po jej prawej stronie, podczas gdy podchodzi barman.
– Co podać? – pyta, z szacunkiem spuszczając głowę.
Zerkam na kobietę. Nie jest z mojego Stada, nie jest też stąd… do mojego nosa dociera kuszący zapach kwiatu wiśni, a ja marszczę głęboko brwi.
– Poproszę mojito. A na co ma ochotę ta seksowna dama? – odpowiadam cicho.
Spina się, podnosząc wzrok znad telefonu, przy którym majstrowała, a ja łapię się na tym, że patrzę w parę pięknych, ciemnych oczu, obwiedzionych gęstymi rzęsami. Smukły nos i pełne wargi, które będą wyglądały doskonale owinięte wokół mojego kutasa.
Ma nie tylko ciało, które chcę pieprzyć, ale także dopasowaną do niego twarz.
– Nie, dziękuję, niczego nie chcę… – zawiesza głos. Jej głos przypomina kojącą melodię, ale to jej akcent wywołuje reakcję w każdym włóknie mojej istoty, sprawiając, że wzbiera we mnie gniew; przypomina mi o miejscu, którym z głębi serca gardzę.
Jest, kurwa, Brytyjką.
Jej serce bije gwałtownie, gdy wpatruje się we mnie, a ja czuję, jak moja własna nienawiść i gniew wzbierają we mnie jak fala pływowa, gdy wracają wspomnienia tego podłego miejsca.
Patrzę przed siebie na szklankę, którą właśnie postawił barman, chwytam ją i wypijam na raz, próbując uspokoić odrazę, która grozi mi pochłonięciem.
Część mnie chce po prostu ją chwycić i wyruchać tę myśl prosto z mojej głowy, jednak inna część z każdą sekundą staje się coraz bardziej wściekła.
Przebłyski wspomnień, które pogrzebałem, migoczą mi przed oczami, a ja zaciskam szczękę. Jej piaskowoblond włosy są bolesnym przypomnieniem kogoś, o kim nigdy nie chciałem pamiętać, więc odwracam się, gdy przez mój nadgarstek przeszywa mnie potworny ból. Fantom przeszłości… Ból, który już dawno minął… Wspomnienie, o którym chciałbym zapomnieć…
– Czy ty-
– To miejsce naprawdę wypełnia się śmieciami – mówię ostro, wstając i rzucając jej gniewne spojrzenie z góry. Przez ułamek sekundy mój wzrok wędruje na jej piersi.
Jej oddech więźnie w gardle, a ja zerkam na nią z powrotem. Jej duże, przepiękne oczy są pełne bólu wywołanego moimi słowami, ale mnie to kompletnie nie obchodzi.
– Żałosne – mruczę pod nosem, idąc w stronę wyjścia. „Zmywajmy się stąd” – rozkazuję moim ludziom przez łącze. Mam dość tego miejsca jak na jedną noc.
„Wychodzimy wcześniej?” – pyta Jose. – „Czy ta piękna seksbomba odmówiła?”
„Nie chcę jej.”
„Czyli że droga wolna?” – naciska Jose, co sprawia, że przechodzi przeze mnie fala irytacji.
„Nie, cabrón, przestań się, kurwa, wygłupiać i idziemy” – warczę. Irytacja błyska przeze mnie na samą myśl, że mogłaby go przyjąć. – „Mam ochotę na trochę krwi. Wybierzmy kilku hijos de putas, żeby zająć się nimi dzisiejszej nocy.”
Jestem już prawie przy drzwiach, kiedy Ruby, jedna z tutejszych striptizerek, podchodzi do mnie, trzepocząc w moją stronę swoimi gęstymi, sztucznymi rzęsami.
– Alfo, wyglądasz na spiętego… – szepcze, przesuwając jednym ze swoich ozdobionych klejnotami, czerwonych paznokci w dół mojej klatki piersiowej. – Potrzebujesz, żebym cię obsłużyła?
Nie odpowiadam, tylko sięgam dłonią i przez kilka sekund ściskam jej tyłek, odziany w mikroskopijne czerwone stringi. – Nie dzisiaj – odpowiadam, serwując jej ostrego klapsa, po czym puszczam ją i wychodzę przez drzwi w noc, gotów rozpętać całe swoje nagromadzone piekło na jakichś nieudacznikach.






