languageJęzyk

4. Samodzielne zajmowanie stanowiska

Autor: Aeliana Thorne29 mar 2026

~ KATALEYA ~

– Nie, dziękuję, niczego nie chcę… – Zamieram, zdając sobie sprawę, kto właśnie zadał mi to pytanie. Ten głęboki baryton przyprawia mnie o dreszcze na kręgosłupie, a ja nie potrafię powstrzymać się od wpatrywania w tę idealnie wyrzeźbioną szczękę, podczas gdy on spogląda przed siebie.

Bogini…

Wygląda jeszcze bardziej oszałamiająco przystojnie niż na zdjęciu, a moje serce bije tysiąc razy na minutę, gdy chłonę widok jego opalonej skóry, szorstkiego zarostu i ostrego nosa.

On tu jest… obok mnie.

Te wszystkie lata czekania i tęsknoty za nim właśnie dobiegły końca… on jest tuż obok, na wyciągnięcie ręki.

Brakuje słów, by wytłumaczyć ten moment, o którym marzyłam od lat. Czas zdaje się stawać w miejscu i jesteśmy tylko we dwoje.

Zniknęła dudniąca muzyka klubu, krzyki i zamieszanie otaczających nas ludzi…

Wpatruję się w niego, gdy on pochłania swojego drinka.

Jesteśmy tylko we dwoje…

W momencie, gdy szklanka z hukiem uderza o blat, zostaję z powrotem wrzucona w teraźniejszość.

Powiedz coś!

Ale moje usta nie chcą współpracować. Przebywanie tak blisko niego pozbawiło mnie mowy i jedyne, co chcę teraz robić, to podziwiać go.

Urósł. No cóż, oczywiście, że urósł! Nie jest już chłopcem. Bogini!

Zbierając się na odwagę, otwieram usta, by przemówić. – Czy ty-

– To miejsce naprawdę wypełnia się śmieciami. – Nagłym cięciem wchodzi mi w słowo, a jego głos jest równie ostry jak mroźny, zimowy chłód; gwałtownie wstaje, a emanujący z niego gniew jest silny i współgra z jego potężną aurą.

Wzdrygam się, gwałtownie wciągając powietrze, a on patrzy na mnie z góry oczami płonącymi roztopionym, płynnym złotem. Nie musi tego ogłaszać ani okazywać. To jasne, jak wielką mocą dysponuje stojący przede mną mężczyzna.

– Żałosne.

Jego słowa tną mnie niczym nóż, który ktoś przekręca w moich wnętrznościach, i nawet kiedy on się odwraca i odchodzi, emanując mocą i dominacją, mam wrażenie, jakby zostawił ten nóż wbity w moim gardle. Wyobrażałam sobie tysiące scenariuszy, tysiące sposobów, w jakie mogłoby przebiec nasze pierwsze spotkanie, ale tego sobie nie wyobrażałam.

Zatrzymuje się, gdy zagradza mu drogę jedna z tancerek, ubrana jedynie w wysadzane klejnotami osłonki na sutki i stringi, po czym kładzie mu dłoń na klatce piersiowej. Nagle czuję się tak, jakby ktoś uderzył mnie w brzuch. Dławię się, ale nie potrafię odwrócić wzroku, pomimo nasilającego się bólu w klatce piersiowej. Moje usta drżą, gdy on chwyta ją za tyłek, ściskając go.

Odwracam wzrok. Nigdy nie sądziłam, że to może być tak bolesne…

Łzy mnie oślepiają, a w chwili, w której mrugam, spływają mi po policzkach. Biorę drżący wdech, gdy ktoś podaje mi drinka, spuszczam głowę, mamrocząc „dziękuję”, po czym wypijam go duszkiem.

Nie żeby to miało pomóc w agonii, w jakiej się znajduję. Moje dłonie drżą, a ja czuję się znowu jak ta sześcioletnia dziewczynka, na którą on krzyczy.

Bogini… Przykładam dłoń do piersi, czując, jak moje serce bije w nieznośny sposób.

Nie potrafiłam nawet przemówić… nie mogłam mu nawet powiedzieć, dlaczego tu jestem. Zsuwając się ze stołka barowego, nagle robi mi się słabo.

Muszę zapłacić...

Chcąc jak najszybciej stamtąd wyjść, sięgam po torebkę, która wisi na moim ramieniu.

– Ile płacę za drinka? – pytam.

– Zapłacone – słyszę odległą odpowiedź barmana.

– Dzię- dziękuję – szepczę, zanim odwracam się i odchodzę w pośpiechu; dźwięk muzyki dudni mi w uszach, obraz mi się chwieje, a jedyne, o czym potrafię myśleć, to nienawiść w jego oczach.

Żałosne.

Czy tak właśnie wypadłam?

Dlaczego? Co takiego w ogóle powiedziałam, że go to rozzłościło?

Gwałtownie się zatrzymuję, zataczając się w miejscu, i chwytam za stół, o mało nie uderzając głową o podłogę; moje serce wali wściekle.

Uspokój się, Kat…

Oddycham miarowo, ale moja głowa wydaje się ciężka, a kiedy otwieram oczy, widzę podwójnie.

Marszcząc brwi w skupieniu, schodzę po schodach. Czy ktoś wrzucił mi coś do drinka?

Ledwo robię kolejne dwa kroki, kiedy mam wrażenie, że za chwilę upadnę, i zamykam oczy.

Jak mogłam być tak nieostrożna? Obiecałam mamie i tacie, że będę ostrożna.

Łapię się za czoło. Muszę dać znać Valentinie, a potem ukryć się gdzieś i poczekać na jej przybycie. Nie mogę ryzykować przebywania tu w pojedynkę.

Rozglądając się wokół, próbuję zorientować się w moim zamazanym otoczeniu.

Pulsowanie w mojej głowie narasta, a ja z sykiem wciągam powietrze. Kto to zrobił? Czy oni mnie śledzą?

Nagle uderza mnie fala niepokoju i oślepiona zaczynam biec, gdy pochłania mnie paląca potrzeba znalezienia kryjówki. Zaraz wydarzy się coś złego!

– Tam jest! – warczy ktoś.

Moje serce dudni, gdy biegnę szybciej, próbując się przemienić, ale to, co mi podali, nie pozwala mi na to. Jak mogłam być tak głupia, by wpaść w tę pułapkę?

Smutek mojej wilczycy wydaje się owijać wokół mnie, niemal jakby chciała mnie pocieszyć, a ja chwytam się tych emocji, by znaleźć w nich ukojenie. Wiem, że nasze wilki są naszą częścią, ale często mam wrażenie, że to odrębny byt we mnie; byt, który jest częścią mnie, a jednocześnie jest potężny nawet wtedy, gdy ja sama jestem niepewna. Zawsze tam jest, czuwa nade mną, gotowa wkroczyć, gdy tylko będę jej potrzebować.

Może i jestem trochę dziwna, ale dobrze mi z tym.

Dźwięk moich obcasów i ciężkich kroków za moimi plecami rozbrzmiewa w powietrzu, dzwoniąc mi w uszach jako przypomnienie, że mnie doganiają.

Jest ich co najmniej czterech- nie… jest ich więcej...

Skręcam za róg, grzebiąc w torebce i próbując wyciągnąć telefon, ale moja koordynacja jest zachwiana i potykam się o coś, wzdychając spazmatycznie, gdy upadam na ziemię, mocno uderzając się w kolano.

Powinnam była być w stanie tego uniknąć… ale kręci mi się w głowie tylko bardziej i bardziej.

Zawartość mojej torebki rozsypuje się po ziemi, a ja obmacuję kamienne podłoże, próbując znaleźć swój telefon. Właśnie wtedy, gdy czuję go pod opuszkami palców i mam zamiar go złapać, słyszę kroki tuż za mną.

Zrywam się na nogi, próbując utrzymać równowagę. Moja głowa pulsuje i nagła fala gorąca przepływa przeze mnie akurat w momencie, w którym znów rzucam się do ucieczki.

„Valentina?!”

Jestem poza zasięgiem? Czy to ten narkotyk tak na mnie działa?

„Valentina!”

Nagle ktoś chwyta mnie za ramię i szarpie, obracając mnie. Marszczę brwi, unosząc dłoń i z całą siłą uderzam go wierzchem dłoni w twarz. On warczy, zataczając się do tyłu. Kolejny mężczyzna rzuca się na mnie, powalając mnie na ziemię, ale moje pazury wysuwają się i rozcinają mu ramię, gdy zrzucam go z siebie kopnięciem.

– Jak śmiesz mnie dotykać! – rzucam na niego po hiszpańsku, dbając o to, by mój głos brzmiał tak wrogo, jak to tylko możliwe. To nietrudne, gdy wiesz, że jego intencje nie są dobre.

– Och, mamy tutaj pyskatą sztukę – odpowiada ze śmiechem. Nie widzę jego twarzy, ale wiem, że na mnie patrzy. Cofam się o krok, czując słabość w kolanach.

Czuję zapach krwi, a przez moje ciało przebiega dreszcz strachu, gdy zastanawiam się, jak bardzo go zraniłam.

Niedługo zabraknie mi sił…

Czy chcę użyć tutaj swoich mocy?

Jeśli będę musiała, to tak zrobię.

Biorę głęboki wdech, kiedy mój wzrok się ściemnia i prawie upadam, ale czyjeś ramię oplata mnie w talii.

Przetrwanie.

Jest we mnie wypalone niczym sam oddech, którego potrzebuję, by przeżyć, a w ciągu ostatniego roku ta wola stała się jeszcze głębsza.

Kiedy niebezpieczeństwo czai się na każdym rogu, musimy być gotowi na wszystko.

Bez względu na wszystko.

Moje ciało może odmawiać mi posłuszeństwa, ale to nie wystarczy, by mnie powalić. Nic mnie nie powali.

Ale wiem też, że nie będę w stanie pokonać ich wszystkich, nie w moim obecnym stanie. Jest tu kilku całkiem silnymi aurami.

– Chodź tu! Pomóż mi, canton de cabrón! – warczy mężczyzna, który mnie trzyma, a zapach alkoholu w jego oddechu jest bardzo silny. Z rozmachem uderzam pięścią w górę, trafiając go prosto w nos.

Leci w tył, a siła mojego uderzenia powala go na ziemię.

Zamykam oczy, cofając się i próbując przypomnieć sobie rozkład terenu, gdy wchodziłam do klubu. Szłam w tym kierunku, prawda?

Otwieram oczy, skupiając się na niewyraźnym zarysie latarni ulicznej. Idealnie!

Podchodząc chwiejnym krokiem, zapieram się stopami i obejmuję ją ramionami.

– I gdzie tu teraz uciec, mała? – drwi jeden z mężczyzn.

Ucieknę… ale najpierw… muszę powiadomić Valentinę, gdzie jestem.

Nagle otaczają mnie kołem, a ja łapię za chłodny metal latarni.

– Kurwa…

– Dlaczego jeszcze nie padła? Jesteś pewien, że wypiła wszystko?!

– Tak!

Moje oczy błyskają. – Przykro mi, ale zmusiliście mnie do tego – szepczę, wspomagając się swoimi mocami i z jękiem wyrywam latarnię z ziemi.

Wydaję z siebie okrzyk koncentracji, kręcąc się wokół własnej osi i niezdarnie wymachując latarnią, gdy zataczam się pod jej ciężarem. Coraz trudniej jest mi się ruszać… Krzywię się za każdym razem, gdy z kimś się zderza.

– Wybacz mi, Bogini… Auć, to musiało boleć. Rety. Ups! Auć! Przepraszam!

Oni krzyczą, a głośne chrupnięcia lub głuche uderzenia przy każdym moim trafieniu mówią mi, że wciąż mam w sobie wystarczająco dużo siły, by wyrządzić trochę szkód.

Potykam się, kiedy latarnia uderza o ziemię i omal się o nią nie wywracam. Jestem zbyt słaba, by biec, ale przynajmniej większość z nich leży. Widzę jednak, że jeden albo dwóch się rusza.

Ukryj się.

Gapię się w niebo, wiedząc, że Valentina będzie mnie obserwować z jakiegoś miejsca w pobliżu. Powiedziałam jej, że będę w klubie, więc musi być blisko. Mam nadzieję, że to zobaczy… Unoszę dłoń, wypuszczając w niebo strumień różowego ognia. Rozdziela się on i opada w dół jak świecące płatki kwiatu wiśni.

Wołanie o pomoc.

Zataczając się, odchodzę i uderzam w coś metalowego. Kosz na śmieci? Nie jestem pewna, ale gdy tylko szybko chowam się za nim, gotowa przykucnąć i pozostać w ukryciu, słyszę pisk opon i podjeżdżający samochód.

Valentina?

Popełniam błąd, wychodząc ponownie, żeby sprawdzić, a oślepiające światła reflektorów rażą mnie w oczy. Zasłaniam je w chwili, gdy drzwi samochodu się otwierają, a we mnie uderza ten odurzający zapach, który czułam nie tak dawno; lasu deszczowego, letnich nocy i odrobiny węgla drzewnego… jest orzeźwiający, a zarazem tak uzależniający.

Enrique…

– Co tu się właśnie wydarzyło? – jego głos brzmi na wściekły, a moje ciało każe mi uciekać, ale moje baterie już się wyczerpały…

Słyszę jęk jednego z mężczyzn. – Alfo…

Ale on ich ignoruje, a ja słyszę jego zbliżające się kroki, z których każdy głośno we mnie rezonuje.

Moje oczy błyskają, kiedy moja wilczyca wysuwa się na pierwszy plan, pragnąc powiedzieć Enrique, że to oni nie są tu niewinni, ale zanim udaje mi się wypowiedzieć choćby słowo, zrogowaciała dłoń chwyta mnie za podbródek. Moje serce bije mocno, gdy czuję przebiegające przeze mnie mrowienie, i nie mogę zaprzeczyć, że jestem boleśnie świadoma jego dotyku.

Mimo że wiem, że mnie nie lubi, w głębi duszy wierzę, że nie zrobi mi krzywdy.

– To ty to zrobiłaś? – pyta po angielsku. Wcześniej mówił po hiszpańsku.

Och, on brzmi tak seksownie!

– Ja…

Silna fala gorąca przebiega przeze mnie, a moje ciało zaczyna się dziwnie czuć, ale zanim zdążę cokolwiek dodać, moje oczy zamykają się z trzepotem rzęs, gdyż ciemność nagle wciąga mnie głęboko w swoje objęcia, a ja czuję, że nogi odmawiają mi posłuszeństwa… Silne ramię obejmuje mnie w talii, utrzymując z łatwością, i jego zapach wypełnia mój nos, zanim wszystko staje się pustką.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 4: 4. Samodzielne zajmowanie stanowiska - Ocalenie mrocznego Alfa: Pocałunek ciemności | StoriesNook