languageJęzyk

Rozdział 2

Autor: Penelope Astley22 kwi 2026

(Z perspektywy Sebastiana)

Ze smutkiem patrzę, jak trumna jest wynoszona ze świątyni na miejsce pochówku.

Jest chłodny październikowy dzień, a szare niebo i mżący deszcz potęgują ogólną ponurą atmosferę.

Nie mogę przestać podziwiać, jak szybko wataha zdołała wszystko przygotować na pogrzeb Gwendolyn.

W naszym świecie wszystkie pogrzeby odbywają się szybko, ale przez to, w jakim tempie muszą zostać zorganizowane, dekoracje i lista gości zazwyczaj pozostawiają wiele do życzenia. Fakt, że zdołano przygotować tak wiele pięknych kompozycji kwiatowych na jej cześć i że tak wielu ludzi mogło zjawić się tu, by uczcić jej życie, w tym wiele wilków z innych watah, jest świadectwem tego, jak bardzo Gwendolyn była kochana.

Gdyby nie to, że okazja jest tak potworna, opisałbym tę kolorystykę jako piękną. Z drugiej strony, jesień zawsze była jedną z moich ulubionych pór roku.

Mam mglistą świadomość, że dzisiaj w kalendarzu mieliśmy jeszcze jakąś inną uroczystość, ale szczerze mówiąc, nie potrafię sobie przypomnieć, co to było. Przy dużej wadasze — Wataha Obsydianowej Grani liczy ponad 10 000 członków — mamy wiele uroczystości. Oczekuje się ode mnie, jako przyszłego alfy, że będę uczestniczył w jak największej ich liczbie, ale nikt nie wymaga, bym pamiętał o nich wszystkich... nawet jeśli w danej chwili próbuję udawać. O ile nie przypomni mi o tym jakiś Omega lub moja niesamowita dziewczyna, przez większość czasu nie potrafię nawet zapamiętać dat urodzin własnego ojca i matki.

Moja niesamowita dziewczyna. Wzdycham, ocierając łzę z oka. Już nigdy nie będzie jej u mojego boku, by przypominać mi o urodzinach.

Niestety, dziś nie będzie udawania, że wiem, czego dotyczy ceremonia. Gwendolyn Vance była miłością mojego życia, moją przyszłą przeznaczoną partnerką i luną.

Wciąż nie mogę uwierzyć, że jej nie ma. Nigdy nawet nie zdążyliśmy w pełni doświadczyć więzi partnerskiej, włączając w to iskrzenie i wspaniały seks, który podobno się z nią wiąże. Gdyby pożyła zaledwie trzy miesiące dłużej, nasze wilki potwierdziłyby się nawzajem jako partnerzy, a Gwendolyn mogłaby oficjalnie zająć należne jej miejsce w moim łóżku i w moim życiu.

Zamiast witać jej seksowne ciało w moim łóżku, dzisiaj się z nią żegnam. Żegnam się również z wszystkimi naszymi wspólnymi planami i marzeniami na przyszłość. Nie potrafię powstrzymać złości i rozżalenia z tego powodu. To nie tak miało wyglądać.

Gdy obserwuję mijający mnie kondukt żałobny — mój ojciec, matka i ja, wraz z rodziną bety, musimy stać przy wejściu, podczas gdy goście przechodzą ze świątyni na cmentarz — dostrzegam młodszą siostrę Gwendolyn, Serafinę. Stoi obok swojej matki. Wygląda jednocześnie na smutną i niewinną, co sprawia, że gniew w moim ciele narasta jeszcze bardziej. Ten mały bachor jest powodem, dla którego Gwendolyn nie żyje.

***RETROSPEKCJA Z ZESZŁEJ NOCY***

Gwendolyn i ja tulimy się na kanapie w salonie domu watahy, oglądając film. Trzymam dłoń na jej udzie i już mam ją pocałować, kiedy rozprasza ją wiadomość tekstowa. Gwendolyn nie pozwala mi spojrzeć na ekran, co mnie irytuje, ale szybko wyjaśnia, że Serafina zgubiła się w lesie po tym, jak wymknęła się na spotkanie z chłopakiem.

Siostra Gwendolyn ma 13 czy 14 lat. Ma cały ten nastoletni trądzik i nastawienie, które towarzyszą tak młodemu wiekowi. W przeciwieństwie do Gwendolyn — która ma piękne blond włosy i piwne oczy — Serafina ma rudo-brązowe włosy i jasne, zielone oczy. Albo przynajmniej tak mi się wydaje, że są jaskrawozielone; zazwyczaj ukrywa je za dużymi, czarnymi okularami.

Gwendolyn wstaje i mówi mi, że Serafina napisała do niej z błaganiem, by po nią przyszła. Irytuje mnie to przerwanie, ale proponuję, że pójdę z Gwendolyn odebrać małego bachora. Gwendolyn mówi, że Serafina będzie załamana, jeśli ktokolwiek inny dowie się o jej małej eskapadzie. Gwendolyn zapewnia mnie, że wszystko będzie dobrze, a potem daje mi szybkiego buziaka w usta.

Mój wilk i ja mamy złe przeczucia, gdy Gwendolyn wychodzi, ale Gwendolyn owinęła nas sobie wokół palca. Dla mnie i mojego wilka jest niemal niemożliwością nie zgodzić się z nią w czymkolwiek. Pauzujemy film i postanawiamy trochę popracować w biurze mojego taty, czekając na powrót Gwendolyn. I tak jestem nocnym markiem, więc czekanie mi nie przeszkadza.

Niestety, około godziny po wyjściu Gwendolyn, otrzymuję pilną wiadomość telepatyczną od naszych wojowników. Zgłaszają, że Mały Bachor był widziany, jak wybiega z lasu z krzykiem, wołając o pomoc. Zanim zdążą powiedzieć coś więcej, przemieniam się w wilka i puszczam się biegiem.

Podążam za zapachem Gwendolyn głęboko w las... dopóki nie docieram na małą polanę, która jest pokryta krwią Gwendolyn. Jej podarte, zakrwawione ubrania są porozrzucane dookoła, wszędzie walają się też wyrwane kępki jej włosów.

To najgorszy, najbardziej makabryczny widok, jaki kiedykolwiek widziałem. Wszędzie unosi się zapach wyrzutków, więc jest dość oczywiste, co się stało. Dupki nawet nie zadały sobie trudu, by zostawić jej ciało.

***KONIEC RETROSPEKCJI***

Łzy grożą kolejną kaskadą, gdy myślę o wczorajszej nocy. Od kiedy znalazłem to, co zostało z Gwendolyn, nie spałem ani nie jadłem, i mam problem z utrzymaniem emocji na wodzy.

Teraz, kiedy mój wzrok spoczął na Serafinie, gniew skierowany na nią staje się mile widzianym odwróceniem uwagi. Bardzo trudno mi oderwać od niej wzrok. Prawda jest taka, że zawsze byłem jej jakoś dziwnie ciekaw, ale dzisiaj... dzisiaj jedyne, czego pragnę, to wyładować na kimś swoją złość, a ona wydaje się równie dobrym celem, jak każdy inny. Jej głupie nastoletnie zachowanie kosztowało mnie partnerkę! I kosztowało tę watahę jej przyszłą lunę!

Mój wilk, Silas, błaga mnie, bym się uspokoił. To ciekawe zjawisko, kiedy wilcza strona próbuje uspokoić tę ludzką. Chociaż jestem tak wzburzony, zły i pełen emocji, bardzo kusi mnie, by go zignorować i od razu zacząć uczyć Małego Bachora rozumu. Zdecydowałem się jednak posłuchać rady Silasa, kiedy przypomniał mi, że Gwendolyn zasługuje na to, by jej pogrzeb był w pełni poświęcony jej, a nie jakiemuś jęczącemu, nastoletniemu bachorowi.

Nie oznacza to jednak, że pozwolę Serafinie uciec przed konsekwencjami tego, co zrobiła, ale postanawiam poczekać z zemstą na bardziej odpowiedni moment.

Znów skupiam uwagę na trumnie Gwendolyn, którą wypełniliśmy jej zakrwawionymi ubraniami, włosami i wszystkim, co udało się znaleźć na miejscu, a na czym znajdowała się jej krew. Trumna została przyniesiona na środek amfiteatru. Rodziny alfy i bety zajmują miejsca w pierwszym rzędzie, a mój ojciec i kapłan watahy stają przy trumnie, by rozpocząć ceremonię.

Ceremonia obejmuje mnóstwo modlitw, rytuałów i przemówień. Przeciętna ceremonia trwa 2-3 godziny, ale w przypadku Gwendolyn potrwa raczej bliżej 4-5 godzin, biorąc pod uwagę jej status w stadzie i to, jak bardzo była ukochana.

Podczas ceremonii ciągle próbuję odwrócić swoją uwagę, rozglądając się po osobach w moim otoczeniu. Nie chcę zostać uznany za słabego, zwijając się w pozycję embrionalną i zawodząc jak dziecko, nawet jeśli jest to jedyna rzecz, na którą mam teraz ochotę.

Moje serce pęka, gdy patrzę na siedzących obok mnie w pierwszym rzędzie rodziców Gwendolyn, trzymających się za ręce i płaczących. Widok ojca Gwendolyn — silnego, potężnego wilka Beta — który się załamuje, to coś, co widywałem niezwykle rzadko. Ból w jego oczach wręcz rozdziera serce.

Zauważam także brata Gwendolyn, Nathaniela, który kurczowo trzyma się swojej partnerki, Juliette. Oboje również płaczą. Nathaniel to mój najlepszy przyjaciel, znam go, odkąd byliśmy maleńkimi szczeniakami, ale dosłownie nigdy w życiu nie widziałem, jak płacze.

Zauważam, że nigdzie nie ma suchych oczu. Nawet mój ojciec ma kilka zabłąkanych łez spływających po policzkach, chociaż jestem pewien, że zabiłby każdego, kto by na to zwrócił uwagę. Jest dumnym człowiekiem, tak samo jak ja.

W miarę jak niebo coraz bardziej ciemnieje, zauważam, że Mały Bachor zaczyna zachowywać się tak, jakby kręciła się niespokojnie w fotelu. Widzę, że matka Gwendolyn zaczyna się irytować i słusznie. Czy ten jeden raz Mały Bachor nie mógłby pomyśleć o czymś innym niż ona sama? Poważnie. To jedna uroczystość. Tylko jedna. Dla starszej siostry, która zginęła, próbując jej pomóc. Jak Mały Bachor śmie nie trzymać nerwów na wodzy?

Zanim się orientuję, księżyc jest już wysoko na niebie, a kapłan odmawia ostatnie modlitwy. Dokładnie w tym momencie Mały Bachor szepcze coś swojej matce do ucha. Jej matka odwraca się i rzuca jej mordercze spojrzenie, co sprawia, że Mały Bachor opuszcza głowę.

Następnie patrzę, jak Mały Bachor wstaje i odchodzi. Wygląda, jakby cierpiała z bólu i mam nadzieję, że tak właśnie jest. Jak ona śmie wychodzić z pogrzebu własnej siostry! Zwłaszcza w środku ostatnich modlitw! Kusi mnie, by pójść za nią i powiedzieć jej, co o niej myślę, ale Gwendolyn znaczy dla mnie więcej niż to.

Przypominam sobie po raz kolejny, że wkrótce zemszczę się na Serafinie, znanej też jako Mały Bachor. Na tę jedną noc muszę pozostać skupiony na miłości mojego życia.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 2: Rozdział 2 - Od Wyrzutka do Wybranej Luny: Odrzucenie Alfy Sebastiana | StoriesNook