languageJęzyk

Rozdział 8

Autor: Penelope Astley22 kwi 2026

(Perspektywa Seraphiny)

Reszta drogi do domu watahy minęła w upiornej ciszy.

Po tym, jak ojciec i ja dotarliśmy do domu watahy, ojciec szybko wysiadł z pojazdu i ruszył do swojego biura, zostawiając mnie samą. Nieśmiało i ostrożnie weszłam do apartamentu Bety, czując jednak ulgę na widok faktu, że moja matka jest już w łóżku. Postanowiłam od razu pójść do swojego pokoju i również spróbować zasnąć.

Niestety, całą noc rzucałam się w łóżku i przewracałam z boku na bok. Wyraz twarzy mojego ojca podczas rozmowy ze strażnikami wciąż mnie prześladował. A kiedy już zasypiałam, dręczyły mnie koszmary. Co dziwne, Nyx również wydawała się niespokojna, ale poza krótkimi życzeniami z okazji urodzin, gdy wybiła północ, nie odezwała się ani słowem.

Myślę, że głównym powodem, który wywoływał moje koszmary i nie dawał mi spać, był ból serca na myśl o moim ojcu. Wiedziałam, że chcę mu pomóc w jego bólu i przynieść ulgę w cierpieniu, ale nie miałam pojęcia, co mogłabym zrobić lub powiedzieć, aby cokolwiek naprawić. Minęło już sześć lat. Jeśli czas nie zaleczył jego serca, cóż mogłam poradzić? Prawda jest taka, że nie jestem Gwendolyn i nigdy nią nie będę. Jedyną rzeczą, jaką kiedykolwiek potrafiłam zrobić dla mojego ojca, to starać się nie wchodzić mu w drogę.

Przynajmniej dla mojej matki mogę służyć jako dosłowny worek treningowy, by pomóc jej wyładować żal. A dla innych członków watahy mogę służyć jako worek treningowy zarówno dosłownie, jak i w przenośni. Ale dla mojego ojca jestem nikim: mój ojciec mnie zaniedbywał i ignorował znęcanie się nade mną przez innych, ale nigdy sam bezpośrednio nie brał w tym udziału.

Może to jest jeden z powodów, dla których jego ból rani mnie bardziej niż ból wszystkich innych. Jest najmniej potworny wśród moich obecnych oprawców i czasami mogę okłamywać samą siebie, że tak naprawdę nie wie lub nie popiera tego, jak bardzo cierpię.

Wiem, że to pewnie wydaje się dziwne, iż w ogóle współczuję komuś, kto w większości przypadków ma mnie w głębokim poważaniu. Proszę jednak zrozumieć, że dla zachowania własnych zmysłów, postanowiłam pamiętać i trzymać się dobrych chwil z mojego dzieciństwa.

Oczywiście istnieje też fakt, że... bez względu na to, co mój ojciec obecnie do mnie czuje... zawsze byłam — i pewnie zawsze będę — córeczką tatusia. To po prostu część tego, kim jestem.

Odkąd nosiłam pieluchy, patrzyłam na ojca z podziwem i uważałam go za swojego superbohatera. Zanim Gwendolyn zmarła, nigdy nie dostrzegłam w nim choćby uncji słabości. Był moją siłą i moją opoką. Zawsze miałam w sobie głębokie pragnienie, by był ze mnie dumnym. Zawsze to do niego biegłam jako pierwszego, kiedy dostałam dobrą ocenę ze sprawdzianu albo kiedy narysowałam obrazek, który — jak sądziłam — mógłby mu się spodobać.

I... zanim Gwendolyn zmarła... zawsze był pierwszym, który ocierał moje łzy, gdy zrobiłam sobie krzywdę, lub który dodawał mi otuchy swoimi pochwałami, kiedy miałam doła. Chociaż wiedziałam, że to Gwendolyn była jego ulubienicą... chociaż wiedziałam, że osiągnięcia Gwendolyn zawsze będą wspanialsze i że on zawsze będzie z niej bardziej dumny... te małe rzeczy miały dla mnie znaczenie. Żyłam dla tych momentów.

Westchnienie.

Do 5:30 rano porzuciłam już wszelką nadzieję na sen. Pierwsze uroczystości upamiętniające Gwendolyn zaplanowano dopiero na 11:00, więc wiedziałam, że mam jeszcze trochę czasu. Chcąc go wykorzystać i zarazem uniknąć spotkania z matką, wzięłam szybki prysznic, spakowałam mały plecak i wyszłam z domu.

Zgodnie z przewidywaniami, nogi same poniosły mnie nad wodospad, przed którym przemieniłam się sześć lat temu. Przychodziłam tu przynajmniej dwa razy w roku, odkąd Gwendolyn zmarła, zazwyczaj w jej urodziny i rocznicę śmierci. Wodospad przynosi mi dziwne poczucie ukojenia. Choć jest tu tak pięknie, nie znam nikogo innego, kto by tu przychodził. Może właśnie dlatego tak bardzo lubię to miejsce.

Znalazłam płaski kamień i usiadłam. Następnie wyjęłam z plecaka notatnik w linie i długopis.

Pewnie zabrzmi to dziwnie, ale nie zawsze mam pewność, czy Bogini Księżyca mnie słyszy, kiedy modlę się do niej w myślach. Dlatego około siedmiu lat temu zaczęłam spisywać moje modlitwy na papierze. Kiedy kończę pisać, zaklejam je, całuję papier, a potem palę modlitwę z cichym życzeniem, by Bogini Księżyca zwróciła na mnie uwagę. Nie wiem, czy modlitwa w ten sposób cokolwiek zmienia, ale sprawia, że czuję się lepiej.

Ocierając z oczu kilka łez, zaczęłam pisać.

Droga Bogini Księżyca,

Oto jestem, znowu z powrotem w watasze. Dziś mija sześć lat, odkąd Gwendolyn zmarła. Wiem, że przez te wszystkie lata prosiłam Cię o wiele, a Ty zazwyczaj wysłuchiwałaś mych próśb... chociaż nie zawsze w sposób, jakiego bym oczekiwała.

Sebastian i większość watahy wciąż wierzą, że to przeze mnie Gwendolyn nie żyje. Przez lata marzyłam o tym, by wszyscy dowiedzieli się prawdy o tym, co wydarzyło się tamtej nocy... ale nigdy nie ośmieliłam się poprosić Cię, byś pomogła mi uczynić z tego rzeczywistość.

Właściwie to nigdy nawet nie rozmawiałam z Tobą o tym, co zaszło tamtej nocy.

Podejrzewam, że wiesz, dlaczego unikałam tego tematu.

Prawda jest taka, że byłam tchórzem. Wciąż powtarzałam sobie w kółko, że Sebastian rozgłaszał bezpodstawne plotki i że nie zrobiłam nic złego.

Nie chciałam stawić czoła możliwości, że może, tylko może, wszyscy mają rację i śmierć Gwendolyn była moją winą. Dziś jednak jestem gotowa zmierzyć się z prawdą.

Nigdy nie powinnam była modlić się, byś powstrzymała Gwendolyn przed dalszym ranieniem mnie. Teraz zdaję sobie z tego sprawę.

Proszę, wiedz, że nigdy bym Cię nie prosiła o powstrzymanie jej, gdybym wiedziała, że będzie to oznaczało koniec jej życia. Po prostu znosiłabym to dalej. Proszę, jeśli jest u Twego boku, powiedz jej, że mi przykro.

Akceptuję fakt, że to, co mnie spotkało od momentu jej śmierci, było formą kary za moje czyny, i w pełni to rozumiem. Problem polega jednak na tym, że nie jestem jedyną osobą, która ponosi karę.

Nie wiem, ile jeszcze razy zdołam patrzeć, jak mój ojciec wybucha płaczem z powodu tak dojmującej tęsknoty za Gwendolyn. Mój ojciec nie zrobił nic, by na to zasłużyć.

Może nie byłam największą fanką Gwendolyn i może wydaje mi się, że ta wataha przez połowę czasu jest kompletnie pozbawiona rozumu, ale nie można zaprzeczyć, że Gwendolyn była kochana i ceniona.

Jeśli istnieje jakikolwiek sposób, by cofnąć czas, błagam Cię, zignoruj moją tamtą modlitwę... albo przynajmniej weź mnie zamiast niej.

Jeśli to niemożliwe, błagam Cię o przyjęcie moich przeprosin za to, co zrobiłam, i o pomoc w przywróceniu spokoju oraz szczęścia tej watasze. Proszę zwłaszcza o to, byś pomogła mojemu ojcu i mojej rodzinie odzyskać spokój. Pomóż watasze pójść naprzód, ku większym i wspanialszym celom. Do diabła, chociaż go nie lubię, proszę Cię nawet o to, byś zesłała Sebastianowi nową przeznaczoną, która obdarzy go miłością i doceni go w sposób, w jaki Gwendolyn nigdy by nie potrafiła.

Nadszedł czas, by wataha ruszyła naprzód... nawet jeśli oznacza to ruszenie naprzód beze mnie.

Jeśli spełnisz te prośby, zrobię absolutnie wszystko, co w mojej mocy, by stać się najlepszą wilczycą, jaką potrafię być. Nyx mówi mi, że jesteśmy wyjątkowe i że czeka nas unikalne przeznaczenie. Jestem gotowa podążać za tym przeznaczeniem, gdziekolwiek zechcesz nas zaprowadzić... ale proszę, nie pozwól już nikomu więcej cierpieć z mojego powodu.

Z miłością,

Seraphina

Gdy tylko zaklejam list, całuję go i przygotowuję się do jego spalenia, Nyx odzywa się do mnie poprzez naszą więź. "Wiesz, że w tym liście brzmisz trochę jak wariatka. Co się stało z tą silną ludzką istotą, z którą mieszkałam przez kilka ostatnich lat, a która wie, że śmierć Gwendolyn to wina Gwendolyn i tylko Gwendolyn?"

Westchnęłam. "Łatwo jest to sobie tłumaczyć, gdy jestem z dala od watahy i nie muszę mierzyć się z konsekwencjami. Znacznie trudniej jest wierzyć, że jestem bez winy, kiedy wszyscy wokół mnie non stop płaczą i są zrozpaczeni. Widziałaś wczoraj mojego tatę. To mnie prawie złamało. On wciąż tak bardzo cierpi".

"To nie czyni tego twoją winą" – protestuje Nyx.

"Nyx, dzień przed śmiercią Gwendolyn błagałam Boginię Księżyca, by powstrzymała ją przed dalszym ranieniem mnie".

"Ona cię nie raniła, Seraphino. Ona cię torturowała. Nie ma nic złego w tym, że modliłaś się, by to ustało".

"Jest, jeśli kosztowało to Gwendolyn życie".

"Seraphino, nie doceniasz zbytnio Bogini Księżyca. Jesteś mądrzejsza i silniejsza niż to. Musisz przestać z tym emocjonalnym słowotokiem i ---"

Nagle Nyx milknie w naszej więzi. Zaczyna krążyć tam i z powrotem w mojej głowie. Nie mam zielonego pojęcia, o co chodzi, dopóki do mojego nosa nie dociera obezwładniający zapach wanilii i ziaren kawy.

"Przeznaczony! Seraphino, nasz przeznaczony tu jest! Przeznaczony, przeznaczony, przeznaczony, przeznaczony, przeznaczony!!!"

Wstaję, otrzepuję popiół z dżinsów i się odwracam. Moje serce zamiera, gdy rozpoznaję wilkołaka stojącego zaledwie około 200 stóp ode mnie.

To musi być żart. To nie może dziać się naprawdę.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 8: Rozdział 8 - Od Wyrzutka do Wybranej Luny: Odrzucenie Alfy Sebastiana | StoriesNook