POV Magnusa
Słabe światło migotało nade mną, ledwie przecinając cienie. Oparłem się o oparcie krzesła, rozluźniony, pozwalając ciemności otulić mnie jak starego przyjaciela. Moja wysoka sylwetka rzucała długi cień na ubłoconą krwią podłogę, a między moimi palcami leniwie obracało się srebrne ostrze. Jego ostra krawędź błyszczała, ilekroć łapała światło, niczym wilczy kieł lśniący tuż przed ukąszen






