Z perspektywy Magnusa
Mogłem zmiażdżyć szkodnika kręcącego się pod jej budynkiem – złamać mu kręgosłup, pozwolić, by jego krew splamiła chodnik, i rozwiązać problem raz na zawsze.
Ale wybierając między zabiciem tego wrzodu na oku a powrotem do domu, by nakarmić moją małą różę, nie wahałem się zbyt długo.
Nawet bestia zna swoje priorytety.
Słyszałem, że martwy „biały księżyc” płonie w pamięci jaśni






