Z punktu widzenia Aysel
Wilki, w końcu wolne od smrodu alkoholu i strachu, miały chwilę na złapanie oddechu, zanim zdecydowałam, że ich kara jeszcze się nie skończyła.
„Wstawać” – warknęłam. Mój głos miał w sobie ostrość mojego wilka, a nawet w połowie pijane kundle z Ironhowl poderwały się do pionu, jakby ktoś szarpnął je za niewidzialne łańcuchy.
Przez ułamek sekundy wyglądali na odczuwających u






