Z perspektywy trzecioosobowej
Deszcz spowił góry niczym żałobny całun.
"Myślisz" – mruknęła Celestine, a jej wargi wygięły się w uśmiechu – "że ukradłam twój dom?"
Jej głos był gładki, jedwabisty, z tych, które skrywają w sobie kolce. "Ale on od początku był mój. Po prostu odzyskałam to, co z prawa urodzenia powinno należeć do mnie."
Wilk Aysel poruszył się pod jej skórą, a w jej srebrnych oczach






