Punkt widzenia Aysel
Damon stał przede mną, a jego zapach był ostry od deszczu i żalu.
Zaśmiałam się cicho, a śmiech ten smakował krwią i blaskiem księżyca. – Damon, którego znałam – powiedziałam cicho – nigdy nie pytał, czy coś źle zrozumiałam. On po prostu stał u mego boku, bez podawania powodów.
Mój wzrok powędrował na mały tort w jego dłoni, którego słodki zapach kolidował z burzą na zewnątrz.






