Właśnie wtedy drzwi z hukiem się otwarły.
Do środka wparowała Luna Zara, z twarzą bladą z wściekłości.
– Alaric Vale! – warknęła. – Riley jest zaginiona od tygodni! Jak możesz tu siedzieć i spiskować, jakby nic się nie stało?
Alaric nawet nie drgnął.
– Jeśli ten brudny, mały śmieć chciał odejść, to niech idzie. Nic nie znaczy dla tej watahy.
– Ona jest twoją córką!
– Jest plamą na imieniu Ebonclaw






