Rozdział 67
Rhea
Znów mnie łapie i całuje, tym razem mocniej i dłużej. Jego usta napierają na moje, a jego zęby ocierają się o moją dolną wargę, podskubując i gryząc. W moich żyłach pulsuje ukłucie bólu i syczę na niego.
Aron szybko się cofa. „Cii. Nie wydawaj z siebie żadnego dźwięku.” Jego kciuk przesuwa się po moich ustach. To łagodzi nieco pieczenie na moich wargach.
Moje policzki są zaczerwie






