Moje palce przesuwają się po popękanych grzbietach, aż zatrzymują się na jednym oprawionym w wyblakłą, niebieską skórę. Kiedy go wyciągam, w powietrzu wiruje kurz, przez co kicham.
– „Zaginione Watahy Północnych Krain” – czytam na głos. Na okładce widnieje dziwny symbol – półksiężyc owinięty kwitnącą winoroślą.
– Ostrożnie z tym, złotko. – Ten głos sprawia, że obie podskakujemy.
Starsza kobieta ze






