Spacerujemy alejkami, które pomagałam sadzić, mijając księżycowe kwiaty, wciąż kwitnące mimo wszystko. Zatrzymuje się, by dotknąć jednego, badając jego srebrzyste płatki.
"Te kwiaty" - mówi ostrożnie - "nie są rodzime dla naszych terytoriów. Rosną dziko w północnych górach, gdzie niegdyś żyły stare uzdrowicielskie watahy."
Coś porusza się w mojej pamięci - głos kobiety śpiewającej o świetle księży






