Perspektywa Theresy
Ben niewiele powiedział, ale po wyrazie jego oczu wiedziałam, że ma plan. Miałam nadzieję, że nie był on złośliwy. Często obawiałam się jego pomysłów. Ponieważ byłam zbyt wyczerpana psychicznie i emocjonalnie, poszłam za nim, gdy prowadził mnie w stronę biura Tiffany.
– Gdzie ty do cholery idziesz? – powiedziałam, a mój umysł wirował od frustracji, gdy zatrzymałam się w miejscu






