languageJęzyk

Rozdział 1: Zapach zdrady

Autor: Juliette4 kwi 2026

Z perspektywy Amelii

Błoto na placu treningowym było lodowate, przesiąkało przez cienkie podeszwy moich zniszczonych butów, ale to było niczym w porównaniu z lodem, który nagle skrystalizował się w moich żyłach.

Przez osiemnaście lat przetrwałam w watasze Karmazynowego Półksiężyca jako duch. Osierocona omega, utrzymywana przy życiu tylko po to, by szorować marmurowe podłogi, po których stąpał Alfa Brandon Thorne, i by przynosić migdałowe latte, którego każdego świtu domagała się jego złośliwa narzeczona, Margaret. Znosiłam policzki, głodzenie i przyprawiający o mdłości, słodki zapach kwiatowych perfum Margaret, który nieustannie dusił wszystkich w domu watahy. Znosiłam to wszystko z jednego, jedynego powodu: moich osiemnastych urodzin. Dnia, w którym Księżycowa Bogini wreszcie objawi mojego przeznaczonego, mój bilet ucieczki z tego piekła.

I tak się stało. Właśnie tutaj. Właśnie teraz.

Ale to nie było wybawienie. To był wyrok śmierci.

Zapach ciemnej sosny, wilgotnej ziemi i ciężkiego piżma uderzył w moje zmysły z gwałtownością fizycznego ciosu. Mój uśpiony wilk, Sophia, gorączkowo drapał granice mojego umysłu, wyjąc jedno, desperackie słowo: *Przeznaczony.*

Zaparło mi dech w piersiach, a moje burzowoszare oczy błyskawicznie powędrowały ku środkowi ringu treningowego. Tam właśnie stał. Alfa Brandon. Był odwrócony do mnie swoimi szerokimi, lśniącymi od potu plecami, a jego mięśnie napinały się niczym grube stalowe liny, gdy z łatwością rozbrajał swojego Betę. Był wspaniały, niczym bóg wśród wilków. Jednak odurzające przyciąganie więzi przeznaczenia zostało natychmiast zatrute przerażającą rzeczywistością tego, kim on był.

Jakby wyczuwając nagłą, sejsmiczną zmianę w powietrzu, Brandon znieruchomiał. Upuścił drewniany miecz treningowy, odwracając się powoli. Nasze spojrzenia skrzyżowały się pośrodku zatłoczonego dziedzińca.

Przez ułamek sekundy to dostrzegłam — pierwotny błysk bursztynowego rozpoznania, rozszerzenie jego źrenic. Więź uderzyła w niego równie mocno. Głupi, lekkomyślny żar nadziei zapłonął w mojej piersi. *On wie. On to czuje.* Moje stopy poruszyły się same, stawiając desperacki krok naprzód.

Ale wtedy bursztynowy ogień w jego oczach został gwałtownie ugaszony, zastąpiony lodowatym, przerażającym obrzydzeniem.

"Brandon, kochanie!"

Piskliwy głos Margaret rozciął ciężkie napięcie niczym rzeźnicki nóż. Nawet nie zauważyłam, kiedy nadeszła, dopóki jej ostre ramię nie uderzyło celowo w mój obojczyk, przez co potknęłam się i upadłam do tyłu w błoto. Nie zaszczyciła mnie nawet spojrzeniem. Wślizgnęła się bezpośrednio w przestrzeń osobistą Brandona, zaborczo owijając swoje wymanikiurowane dłonie wokół jego grubego karku.

Czekałam na kolanach w błocie, z wstrzymanym oddechem, czekając, aż mój przeznaczony ją odepchnie. Czekając, aż uzna mnie za swoją.

Zamiast tego szczęka Brandona się zacisnęła. Spojrzał bezpośrednio ponad ramieniem Margaret, a jego oczy wwiercały się w moje z cichym, zabójczym ostrzeżeniem. *Nic nie mów. Jesteś nikim.* A potem, z celową, bolesną powolnością, pochylił głowę i uwięził wargi Margaret w głębokim, miażdżącym pocałunku na oczach całej wiwatującej watahy.

Zerwanie więzi przeznaczenia nie było metaforą. Czułam się tak, jakby ząbkowany nóż myśliwski został wbity bezpośrednio pod moje żebra, gwałtownie się przekręcając i wycinając moje bijące serce. Sophia wrzasnęła — mrożący krew w żyłach, bolesny dźwięk czystej zdrady, który odbił się echem tylko w moim umyśle. Zacisnęłam brudną dłoń na ustach, by stłumić własny szloch, czując smak ziemi i żelaza.

Cofnęłam się pospiesznie, a moje widzenie zaczęło się zwężać. Nie był moim wybawcą. Bogini nie podarowała mi ucieczki; wydała mnie bezpośrednio mojemu katowi. Musiałam uciekać. Ale kiedy odwróciłam się, by zbiec w cienie domu watahy, zderzyłam się wprost z twardą, nieubłaganą klatką piersiową Rebeki, głównej pokojówki.

"Cóż", zadrwiła, a jej palce boleśnie wkręciły się w strzępiący się kołnierzyk mojej koszuli, podczas gdy jej oczy błysnęły złośliwym zrozumieniem. "Wygląda na to, że mała przybłęda wreszcie zrozumiała, że nie pasuje do pańskiego stołu."

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 1: Rozdział 1: Zapach zdrady - Odrzucony Omega: Sprzedany Przeklętemu Królowi | StoriesNook