Camden
Eli robi krok w moją stronę — nie z płynną gracją drapieżnika tropiącego zdobycz, ale tak, jakby teraz sama grawitacja przyciągała ją do mnie. Jej palce drgają u jej boków, gdy unosi się z nich dym — skradziona magia Juliusa buzuje pod jej skórą. Nasza więź wibruje nie ciepłem, lecz poszarpanym prądem, który drapie mnie po żebrach do żywego.
Podejdź bliżej, buczy — nakaz, który nie jest ani






