Noah
Nie mogę uwierzyć, że Amy Lovesong, córka mojej macochy, wróciła do Cherry Hills. Nigdy bym nie pomyślał, że ta mała wilkołacza kujonka znajdzie w sobie dość odwagi, by wrócić po tym, jak przejąłem watahę jako nowy Alfa. College zapowiada się zdecydowanie interesująco teraz, gdy jest z powrotem.
Nie wiem dlaczego, ale od zawsze ciągnęło mnie do niej jak ćmę do ognia. Nie ma na to logicznego wytłumaczenia. Amy jest nikim i do tego jest wilkołakiem. Z punktu widzenia Likana w ogóle nie powinna mnie obchodzić, a jednak, gdy zobaczyłem ją dzisiaj, zalała mnie fala zainteresowania.
Stojąc przed bramą posiadłości, wyglądała na tak zagubioną z tymi swoimi wielkimi zielonymi oczami, i muszę przyznać, że jest o wiele ładniejsza niż w przeszłości.
Gdy tak o tym pomyślę, przypominam sobie, że kiedyś nazywałem ją „Brzydką Amy” i „Grubą Amy”. Nie jestem z tego dumny, ale jako młody, idiotyczny nastolatek widziałem w znęcaniu się nad nią jedyny sposób, by się do niej zbliżyć. Kiedyś się we mnie podkochiwała, a ja tak bardzo dbałem o własną popularność, że uległem presji rówieśników i wyśmiewałem się z niej jak wszyscy inni.
Prycham sam do siebie. Nic dziwnego, że Amy wyglądała dziś na tak przerażoną, gdy mnie zobaczyła. A potem mój durny mózg jeszcze pogorszył sprawę, każąc jej trzymać się z daleka. Jestem po prostu totalnym kretynem. Było to może zabawne, ale na pewno niedojrzałe.
Powinienem wiedzieć lepiej, niż dręczyć małą Amy Lovesong, ale skupianie na sobie jej uwagi sprawiało mi frajdę. Żeby była jasność – moje zainteresowanie nią nie jest natury romantycznej. Jako popularny futbolista, spotykam się zazwyczaj z wysokimi, gorącymi i równie popularnymi dziewczynami. Niektórzy nazywają je łowczyniami sportowców. Nie żebym się tym przejmował. To nie moja wina, że jestem dobry w futbolu.
Kiedy wchodzę do kuchni, wciąż spocony po porannym treningu, mój ojciec i jego żona, Serena, siedzą już przy stole i jedzą śniadanie.
Nie zwracam uwagi na ich śmiechy. Zmierzam prosto do lodówki, chwytam puszkę bitej śmietany i zaczynam ją wyciskać prosto z dozownika do ust.
„Chyba sobie żartujesz?” – ryczy mój ojciec. „Kiedy w końcu dorośniesz?!”
Posyłam mu mordercze spojrzenie. „Naprawdę chcesz się ze mną kłócić tak wcześnie rano, staruszku?”
Żyły na jego czole wyglądają, jakby miały eksplodować, a ja muszę tłumić śmiech. Uwielbiam wyprowadzać go z równowagi. Sam sobie na to zasłużył, po tym jak tłukł mnie każdego dnia, zanim jeszcze związał się z Sereną. Założę się, że ona nawet nie wie, że to cholerny oprawca znęcający się nad własnym dzieckiem.
„Czy muszę ci przypominać, że to nie ty jesteś właścicielem tej posiadłości?” – rzuca wyzywająco mój tata. „Może i jesteś Alfą Watahy Jesieni, ale nadal pozostajesz bez partnerki i jesteś sam. A to oznacza, że wciąż nie możesz odziedziczyć pieniędzy dziadka. Zatem nie ty tu rządzisz, więc pamiętaj, gdzie jest twoje miejsce. Nie będę tolerował braku szacunku”.
Jego słowa uderzają we mnie jak fizyczny cios, ale wzruszam na to ramionami, udając, że wcale mnie to nie obchodzi. „Oczywiście” – mruczę pod nosem i wychodzę z kuchni, kierując się do swojego pokoju z czarnymi myślami kłębiącymi się w głowie.
Mój ojciec ma rację. Mam osiemnaście lat i nie posiadam partnerki. Jako Alfa watahy mógłbym po prostu naznaczyć na partnerkę kogoś, bez istnienia prawdziwej więzi przeznaczenia, ale mój wilk wierzy w tradycję i chce odnaleźć tę jedyną, nam przeznaczoną. To dlatego nadal jestem sam.
„Noah?”
Odwracam się ze wzdychaniem, by spojrzeć na tatę. „Tak?”
Waha się, a ja nie mogę nie zauważyć, że nie wygląda już tak imponująco i przerażająco, jak kiedyś. Gdy byłem dzieckiem, bałem się go. Teraz już nie.
„Powinieneś naznaczyć partnerkę” – mówi mi. „Starszyźnie by się to spodobało”.
„Starszyźnie by się to spodobało?” – prycham. „Czy tylko to cię interesuje?”
Jego oczy zwężają się w niebezpieczne szparki, ale udaje mu się nad sobą zapanować. Prawdopodobnie wie, że nie ma już szans na wygranie ze mną sporu przy pomocy siły. Już nie. Jestem teraz od niego większy i nie jestem już wystraszonym małym dzieckiem.
„To ociepliłoby twój wizerunek w oczach starszyzny. Uważają, że jesteś nieodpowiedzialny i lekkomyślny. Posiadanie partnerki, której okazujesz uczucia, mogłoby zmienić ich perspektywę, a przecież nie brakuje ci chętnych samic”.
Przewracam oczami, słuchając tych słów wylewających się z jego ust. Wiem, że ma rację, ale prawda i tak boli. W oczach starszyzny jestem tylko lekkomyślnym szczeniakiem, który wszczyna bójki dla zwrócenia na siebie uwagi. W ten sposób zresztą zostałem Alfą – wkurzając Henrika Douglasa i pokonując go w pojedynku.
„Może” – mruczę, odwracając się z powrotem i ruszając w stronę swojego pokoju. Rozmowa z ojcem zostawiła mnie w stanie frustracji i wzburzenia, a przypomnienie o niezadowoleniu starszyzny tylko dolało oliwy do ognia.
Kątem oka dostrzegam Serenę, patrzącą na mnie ze współczuciem w oczach. Jest miłą kobietą i, szczerze mówiąc, zdecydowanie zbyt dobrą dla mojego ojca.
Wchodząc po schodach, wracam myślami do Amy. Ma te same oczy co jej matka i przypominam sobie, jak wpatrywała się we mnie z czystym przerażeniem. Od razu wraca poczucie winy. To zabawne, że wzmianka o mojej pozycji w watasze wcale nie sprawiła, że zaczęła się do mnie łasić. Większość samic zabiłaby za moją uwagę, ale Amy? Ucieka. Część mnie uważa to za zabawne, podczas gdy dla innej jest to irytujące ponad miarę.
Docierając do pokoju, opadam na łóżko, wpatrując się w sufit i rozmyślając nad tą całą sytuacją. „Co z tobą nie tak?” – karcę sam siebie na głos. „Masz wokół siebie całą watahę świetnych partii, a ty myślisz o dziewczynie, nad którą się kiedyś znęcałeś? Ogarnij się, stary”.
Naciągam na siebie gruby koc, chcąc się trochę przespać przed polowaniem z watahą. Łączenie futbolu z obowiązkami Alfy watahy mnie wykańcza. Mięśnie mnie bolą i nie mija wiele czasu, zanim zapadam w sen.
Ale to, co mnie czeka, nie jest zwykłym snem. Kiedy otwieram oczy, nie jestem w swoim łóżku. Siedzę na kanapie, której nie poznaję, w zupełnie obcym salonie.
„Bądź ze mną szczery, Noah. Nie podoba ci się ten film i dlatego przed chwilą przysnąłeś. Po prostu boisz się do tego przyznać, prawda?”
Mrugam ze zdziwieniem i podążam za głosem. Zabrzmiał tak, jakby dochodził z moich kolan… Patrzę w dół, a moje oczy rozszerzają się szeroko, gdy dostrzegam wpatrującą się we mnie twarz – twarz Amy.
Jest starsza niż dzisiejszego ranka i piękniejsza, niż ją zapamiętałem. Jej twarz nabrała kształtów, widać każdy pieg z osobna, a jej zielone oczy aż lśnią życiem.
Ale to nie to szokuje mnie do głębi – to więź przeznaczenia przeskakująca między nami, która sprawia, że zaczyna mi się kręcić w głowie.
Czy, kurwa, Amy Lovesong jest moją przeznaczoną?!
Rozbawiony uśmieszek błąka się na jej ustach i niemal się krztuszę, gdy mój wzrok opada na jej ciało, dostrzegając wielki brzuch.
„Zrobił się duży, co?” – pyta, a kiedy znów spoglądam jej w oczy, chichocze. „To pewnie kolejny mały Likan, biorąc pod uwagę rozmiar mojego brzucha. Filip i Xander nie będą jednak zachwyceni. Chcieli siostrzyczkę”.
Po raz pierwszy w życiu brakuje mi słów. To zdaje się jeszcze bardziej bawić Amy, która wyciąga rękę, by pobawić się lekkim zarostem na mojej brodzie.
„Ktoś tu potrzebuje golenia” – mruczy, a moje serce ściska się z pożądania i potrzeby.
Ciężarna Amy to najpiękniejsza kobieta, jaką w życiu widziałem.
Ale przecież wcale nie o to w tym chodzi!
„Amy… co to za miejsce? Gdzie jestem?”
„Jesteś w swoim domku letniskowym w Szwecji” – Amy mruga do mnie i znowu chichocze. „Wow, musisz być naprawdę przepracowany, skoro zapomniałeś, gdzie jesteśmy. Widzisz, właśnie dlatego tak bardzo suszyłam ci głowę, żebyśmy wyjechali z Cherry Hills. Bycie gwiazdą sportu i Alfą to za dużo jak na jednego człowieka. Potrzebujesz tych wakacji”.
Okej, czyli to jest sen o przyszłości? Czyżbym dostał się do NFL? Ta myśl napawa mnie niesamowitym szczęściem, ale szokujące jest to, że nagle przestaje to mieć tak wielkie znaczenie w obliczu Amy i dzieci, o których właśnie wspomniała.
Jestem tatą.
Moje serce roztapia się jak pianka nad otwartym ogniem, a mój głos zamienia się w cichy, żałosny szept: „My mamy... dzieci?”
Amy spogląda na mnie ze zdziwieniem, by po chwili wybuchnąć śmiechem. Dźwięk ten jest słodki i posyła przyjemne dreszcze wzdłuż mojego kręgosłupa. Jest przeurocza.
„Tak, głuptasie” – mówi, kładąc dłoń na swoim okrągłym brzuchu i uśmiechając się do mnie promiennie. „Mamy dwóch chłopców, Filipa i Xandera. A to małe?” Głaszcze swój brzuch. „To będzie szczeniak numer trzy. Nie mogę się doczekać”.
Czuję dziwne ciepło w kącikach oczu.
…czy ja właśnie płaczę?
Mrugam szybko, nie chcąc wyglądać na mięczaka, ale nie potrafię zatrzymać łez. „To... to jest lepsze niż cokolwiek, o czym mógłbym zamarzyć” – szepczę głosem dławiącym się od emocji.
Amy posyła mi łagodny uśmiech, a jej dłoń przestaje głaskać brzuch i dotyka mojej twarzy. „Zawsze tak mówisz, ty wielki wrażliwcu”.
Otieram łzę, mrucząc. „Nie jestem wielkim wrażliwcem”.
Amy śmieje się na te słowa. „Nawet nie próbuj tego ukrywać. Możesz być ogromny, seksowny i wyrzeźbiony, ale jesteś też miękki i słodki. Z ciebie taki stuprocentowy facet rodzinny, i właśnie za to cię kocham”.
Ona mnie kocha?
O mój Boże, ona mnie kocha!
Narastające we mnie szczęście rozsadza mnie od środka; pochylam się, gotów pocałować jej śliczne usta…
Nagle budzę się, a z moich ust wyrywa się głośne westchnienie, podczas gdy otoczenie dookoła mnie znów się zmienia. Nie jestem w pięknie urządzonym salonie; zamiast tego wróciłem do pokoju, którego nienawidzę, a moje serce wciąż łomoce po tym, jak mało brakowało, abym pocałował Amy.
Oddychaj, Noah. Oddychaj. Instruuję sam siebie, śledząc wzrok znajomy wzór na mojej pościeli, starając się przywrócić kontakt z rzeczywistością.
Amy. Moje serce ściska się z bólu. Wyglądała w moim śnie tak zniewalająco, tak pełna życia, ze swoim okrągłym brzuchem i lśniącymi oczami. W tym śnie była jeszcze bardziej urzekająca niż w rzeczywistości. Dlaczego? Ponieważ spodziewała się mojego dziecka.
Małego Noaha.
Nie.
Więcej niż jednego Noaha.
Mieliśmy dzieci.
Trójkę pięknych dzieci, a Amy była moją żoną.
Moją przeznaczoną.
…ale to był tylko sen.
Obejmuje mnie natychmiastowa samotność, gdy uświadamiam sobie, że wszystko, co miałem w tym śnie, zniknęło. Moja przeznaczona, moje dzieci, i te głupie wakacje w cholernej Szwecji, ze wszystkich miejsc na świecie.
Niech to szlag, co właściwie oznaczał ten sen? I dlaczego czuję tak ogromny smutek, że dobiegł końca?






