Amy
„Dasz radę” – szepczę do siebie, wpatrując się w luksusową bramę posiadłości, w której mieszka moja mama.
Nie widziałam mamy od dwóch lat. Pod moją nieobecność mieszkałam z babcią w innym mieście i należałam do Watahy Lata zamiast do Watahy Jesieni, ale teraz wróciłam do Cherry Hills, a bycie tutaj może okazać się błędem.
Po śmierci mojego taty mama wyszła ponownie za mąż i została żoną Jonatana Bulgariego, bogatego Likana i Bety z Watahy Jesieni. Wszyscy członkowie watahy, włączając w to mnie, byli w szoku, kiedy zostali parą.
Moja mama i ja jesteśmy wilkołakami. Likani i wilkołaki rzadko wiążą się w romantyczne relacje, ponieważ Likani są od nas więksi i przemieniają się w potężne bestie chodzące na dwóch, a nie na czterech łapach. Ale właściwie nie mam nic przeciwko temu, że mąż mojej mamy jest Likanem. Jonatan jest całkiem miły, jednak szczerze nienawidzę jego diabolicznego syna.
Noah Bulgari.
Na samo brzmienie jego imienia przechodzą mnie ciarki. Kiedy jeszcze mieszkałam tutaj, w Cherry Hills, Noah był moim dręczycielem – popularnym sportowcem, który pojawił się na tej ziemi chyba tylko po to, by mnie zniszczyć.
Na początku gimnazjum byłam w nim zadurzona. Był przystojny i grał w futbol. Uwielbiałam obserwować go z daleka. Zdumiewało mnie, jak potrafił wyłączyć swoją likancką siłę, grać jak człowiek i wciąż być tak świetnym w tym sporcie. Jako jego fanka numer jeden pojawiałam się na każdym jego meczu, ale o ile ja byłam fanką Noaha, on zdecydowanie nie był fanem moim.
Byłam nieco pulchniejsza niż większość wilkołaków, a jako że Noah był sportowcem, zakładałam, że traktował mnie jak żart. Nawet koledzy z drużyny dokuczali mu, że ma grubą fankę. Mimo to nie przestałam wpatrywać się w Noaha, a jego reakcją było podejście prosto do mnie.
Naiwna mała ja myślała, że powie mi coś miłego za to, że zawsze mu kibicowałam, ale on tylko spojrzał na mnie z góry z drwiącym uśmieszkiem i rzucił: „Słuchaj, Gruba Amy, doceniam, że jesteś moją fanką, ale jeśli myślisz, że masz u mnie jakieś szanse, to masz urojenia. Nie umawiam się z grubymi laskami. Proszę, przestań się na mnie gapić na boisku. To żenujące, widzieć, jak mi kibicujesz”.
Wszyscy jego przyjaciele wybuchnęli śmiechem, a cała szkoła zaczęła nazywać mnie „Grubą Amy” lub „Brzydką Amy”. Noah zresztą też używał tych przezwisk.
Złamało mi to serce, a te złośliwe pseudonimy niestety towarzyszyły mi przez całą pierwszą klasę liceum. Liceum w Cherry Hills było piekłem na ziemi. Noah z kolei wypiękniał. Urósł o kilkanaście centymetrów, jego pryszcze zniknęły, a w ich miejscu pojawiła się twarz tak piękna, że można by ją pomylić z dziełem anioła.
To sprawiło, że dziewczyny z watahy łasiły się do niego, jakby był ich idolem, chichocząc za każdym razem, gdy tylko na nie spojrzał. Oglądały, jak grał w futbol, a podczas każdego polowania gromadziły się wokół niego, niczym wyznawczynie traktujące go jak bóstwo.
Tymczasem ja pozostałam nerdem bez przyjaciół, a Noah nie pozwalał mi zapomnieć, gdzie jest moje miejsce. „Przypadkiem” wylewał mleko na moje ubrania w stołówce albo kradł mój pamiętnik, żeby czytać go na głos – a zwłaszcza imiona chłopców, którzy mi się podobali.
Co najbardziej żenujące, w liceum imię Noaha wciąż znajdowało się w moim pamiętniku, a wspomnienie tego, jak śmiał się ze mnie, że wciąż się w nim podkochuję, przypomina ostry sztylet obracający się w moich wnętrznościach.
Szlag, co ja w ogóle tutaj robię?
Przyjazd tutaj był głupotą. Wciąż mogę zawrócić i znaleźć college w innym mieście. Jasne, nie mam już w ogóle pieniędzy, a posiadłość mojej mamy i Jonatana byłaby idealnym miejscem do życia w trakcie studiów. Mieszkanie w akademikach jako zmiennokształtna jest ryzykowne, bo łatwo mogłabym zdradzić swój sekret, wymykając się nocą. To dom ostateczny, ale wcale nie mam ochoty mieszkać z moim przyrodnim bratem!
„Amy? To ty?”
Każdy włosek na karku staje mi dęba, a znajoma, choć niepożądana fala strachu wnika w moje kości.
Powoli się odwracam. I oto stoi on, sam diabeł we własnej osobie, źródło moich koszmarów – Noah Bulgari.
Z tymi sypialnianymi, błękitnymi oczami i przystojną twarzą wygląda jak gwiazda filmowa... pod warunkiem, że zignoruje się jego onieśmielające rozmiary.
Jest teraz znacznie potężniejszy, co zawdzięcza likanckim genom. Nie dziwi mnie to. Likani są z natury znacznie więksi i silniejszy od wilkołaków, ale to nie moje wilkołacze geny były powodem, dla którego Noah mnie dręczył. Widziałam, jak zachowywał się w stosunku do innych wilkołaków w Watasze Jesieni. On nienawidzi tylko mnie.
„Cóż, witaj, Amy” – głęboki głos Noaha sprawia, że zaczynam przestępować niepewnie z nogi na nogę. „Tak myślałem, że poznaję twoją maleńką osóbkę. Po prostu nie sądziłem, że odważysz się postawić stopę gdziekolwiek w pobliżu tej posiadłości”.
Jakimś cudem znajduję w sobie odwagę, by spojrzeć w jego błękitne oczy. „Ja… potrzebuję miejsca do mieszkania na czas studiów”.
„To oczywiste” – zerka na wysokie bramy otaczające posiadłość, jakby już był mną znudzony. „Po prostu nie sądziłem, że wystarczy ci odwagi, by wrócić do Cherry Hills, po tym jak zostałem Alfą Watahy Jesieni. Jesteś bardzo odważna… albo głupia. Sama nie wiem”.
Prawie się krztuszę. „T-ty jesteś Alfą?” – wypalam. „A-ale jak to? Twój tata był Betą!”
Noah wzrusza ramionami. „Pokonałem Henrika Douglasa w pojedynku. To on miał zostać Alfą, ale widząc, jak łatwo przegrywa, starszyzna uznała, że to ja bardziej nadaję się na przywódcę. Proste. Henrik jest teraz moim Betą”.
Choć ton Noaha jest nonszalancki, wyczuwam w nim pęczniejącą dumę. Lubi mieć nade mną władzę. Prawdopodobnie napawa się tym faktem, a moje serce zamiera. Życie tutaj będzie trudniejsze, niż myślałam.
„Rozumiem” – udaje mi się powiedzieć, walcząc ze strachem, który grozi przejęciem nade mną kontroli.
Jakby wyczuwając mój dyskomfort, Noah uśmiecha się kpiąco. To ten sam arogancki uśmieszek, który widywałam codziennie na torturujących korytarzach liceum w Cherry Hills. Wspomnienia uderzają we mnie niczym strzały, których ostre groty przebijają moją i tak już kruchą pewność siebie.
„Ale nie martw się, Amy” – kontynuuje, a na jego przystojnej twarzy wciąż gości zarozumiały wyraz. „Nie pozwolę, by moje osobiste sprawy wpływały na zarządzanie moją watahą”.
W głowie mi się kręci od jego zuchwałości. Osobiste sprawy? Czy on mówi poważnie? Nic mu nie zrobiłam, a on zachowuje się, jakbym to ja była problemem?! Co za kutas!
Mam ochotę go spoliczkować, ale zanim zdążę cokolwiek powiedzieć, Noah mówi dalej: „Jesteś niezłym tematem plotek w watasze, wiesz? Genialny wilkołak, który zaczyna studia rok wcześniej. Masz dopiero siedemnaście lat, prawda?”
„Owszem” – odpowiadam, a w moim głosie pobrzmiewa nuta irytacji. Za kogo on się uważa, żeby oceniać moje osiągnięcia? I dlaczego brzmi na tak zszokowanego tym, że jestem mądra?
W jego piersi rozbrzmiewa głęboki pomruk śmiechu. „Imponujące, Amy. Bardzo imponujące”. Kpiący ton jego głosu sprawia, że ze wściekłości zaciskam zęby. „Szkoda, że mózg nie jest w stanie nadrobić całej reszty”.
„Całej reszty?” – pytam. Normalnie nie odważyłabym się podnieść na niego głosu, ale teraz widzę przed oczami czerwień.
Noah o tym wie, a jego uśmieszek się poszerza. „Wciąż jesteś… pulchniutka i dość pospolita. Ale nie martw się, jestem pewien, że twój przyszły przeznaczony będzie kimś z samych nizin watahy. Tacy zawsze lądują razem” – przeciąga słowa.
Zalewa mnie fala odrętwienia, co sprawia, że Noah wygląda na bardzo zadowolonego z siebie. Uderza dłonią w klawiaturę przy bramie i kiedy ta otwiera się ze skrzypieniem, odchodzi bez słowa, zostawiając mnie tam zupełnie samą.
Łzy kłują mnie w kącikach oczu, ale nie pozwalam im spaść. Nie poddam się i nie pokażę słabości przed tym draniem, moim przyrodnim bratem.
Czy tak będzie teraz wyglądało moje życie? Powtórka z przeszłości?
Frustracja krąży w moich żyłach, a wilczyca we mnie skomle. Mam dość bycia dręczoną przez Noaha, i zanim zdążę się powstrzymać, wykrzykuję: „A ja założę się, że ty jeszcze nie znalazłeś swojej przeznaczonej, bo Bogini Księżyca nie potrafi zdecydować, którą biedną likankę obarczyć ciężarem związania z takim aroganckim, egocentrycznym Alfą jak ty!”
Noah zastyga w połowie kroku, jego plecy sztywnieją. Z trudem odczytuję nagłą zmianę w jego postawie. Czy on jest... zaskoczony? Zły? A może jedno i drugie?
Wpatruję się w niego, widząc, jak jego szerokie ramiona napinają się, jakby niewidzialna siła zamieniła go w posąg. Zdaję sobie sprawę, że jest w szoku. Ja też. Nie wierzę, że wypowiedziałam te myśli na głos!
Czy właśnie podpisałam na siebie wyrok śmierci?
Powoli Noah odwraca się, by spojrzeć mi w twarz. Kąciki jego ust unoszą się w wykrzywionym uśmiechu. „Czyżby Amy Lovesong właśnie podniosła głos i powiedziała, co myśli?”
Zasycha mi w gardle, kiedy do mnie podchodzi, bo tak NAPRAWDĘ nie wzięłam pod uwagę jego wzrostu i rozmiaru.
Ale teraz to widzę.
Noah musi mierzyć z pewnością ponad dwa metry. Jest nierealistycznie wysoki i góruje nad moimi zaledwie stu pięćdziesięcioma siedmioma centymetrami swoimi nieludzkimi, likanckimi gabarytami. Jego ciało jest jeszcze bardziej umięśnione niż dawniej, a stalowe oczy tylko dodają temu obrazowi grozy.
Mógłby mnie zniszczyć bez najmniejszego trudu.
„Jesteś pełna niespodzianek, Amy” – śmieje się Noah, stając tuż przede mną, co tylko potęguje mój strach i zmieszanie. „W końcu odnalazłaś w sobie kręgosłup, co?” – drwi lekko i wyciąga rękę, by podnieść jeden z moich rudych loków.
Ale zamiast strachu budzi się we mnie złość. „Lepiej późno niż wcale” – odcinam się, a mój głos jest ostrzejszy, niż planowałam. Nie wierzę, że postawiłam się Noahowi – facetowi, który znęcał się nade mną przez lata.
Noah unosi brew na moje nieposłuszeństwo. Gęsia skórka pokrywa moje ciało, gdy wypuszcza moje włosy i zamiast tego sięga do twarzy. Długie palce chwytają mój podbródek, zmuszając mnie do spojrzenia w jego intensywnie niebieskie oczy.
„Dlaczego zakrywasz piegi podkładem?” – pyta.
Dlaczego go to w ogóle obchodzi?
„Bo tak” – warczę i ku mojemu całkowitemu zaskoczeniu, na twarzy Noaha wykwita uśmiech.
„Wielka szkoda” – mruczy niczym kot. „Lubię twoje piegi. Są śliczne, tak jak twoje rude włosy”.
Mrugam, zbita z tropu jego niespodziewanym komplementem. W jego głosie pobrzmiewa powaga, swego rodzaju czułość, jakiej nigdy wcześniej nie słyszałam. Czy on gra w jakąś chorą grę?
Kiedy nie mówię nic w odpowiedzi i po prostu gapię się na niego z otwartymi ustami jak ryba wyjęta z wody, chichocze i wypuszcza mnie ze swojego uścisku.
„Schodź mi z drogi, Amy Lovesong, i nie podnoś więcej na mnie głosu. Jeśli się do tego zastosujesz, może jakoś się dogadamy”.
Z tymi słowami odchodzi niespiesznie, z wyprostowanymi plecami i wysoko uniesioną głową. Odprowadzam wzrokiem jego oddalającą się sylwetkę, aż znika za otwartą bramą. Jego słowa wciąż dźwięczą mi w uszach, zostawiając mnie w osłupieniu.
Czy Noah właśnie... prawił mi komplementy?
Nie, mówimy tu przecież o Noah. On jest kretynem, a moja wilczyca błyskawicznie warczy, przypominając mi o chorych gierkach, jakie z nami pogrywał w przeszłości. Nie ma mowy, by mógł zapanować między nami pokój. Te komplementy miały mnie tylko przestraszyć, a moim najlepszym wyjściem będzie znalezienie innej uczelni, jak najdalej od niego.






