languageJęzyk

Rozdział 4

Autor: Avelon Thorne 4 kwi 2026

Noah

Nie doceniłem Amy Lovesong. Myślałem, że to słodka, niewinna przyrodnia siostrzyczka o oczach anioła, ale czas spędzony z babcią zmienił ją w małego złośliwego geniusza.

Ta diablica sprawiła, że mój własny ojciec wyrzucił mnie z mojej własnej, przyszłej posiadłości, a co gorsza – na pewno jest jeszcze z tego zadowolona. Prawdopodobnie już knuje, jak tu przejąć mój dawny pokój dla siebie. To byłoby dla niej swoiste trofeum zwycięstwa. I im więcej o tym myślę, tym bardziej dociera do mnie fakt, że mogłem w końcu trafić na godnego przeciwnika.

Amy Lovesong to siła, z którą trzeba się liczyć – jest niebezpieczniejsza niż małe dziecko uzbrojone w niezmywalny marker.

Gniew pulsuje mi w żyłach, gdy skręcam samochodem i parkuję przed mieszkaniem mojego najlepszego przyjaciela.

Jako że dopiero co zostałem Alfą Watahy Jesieni, nie mam zbyt wielu ludzi, którym mógłbym zaufać. Większość nadal pozostaje lojalna wobec Henrika Douglasa. On ma pozycję Alfy we krwi, a kiedy go pokonałem, zrobiłem go swoim Betą, bo chciałem, by patrzył na mój triumf i drogę na szczyt. Tak, jestem dupkiem i teraz cholernie żałuję, że trzymałem tego idiotę przy sobie, bo przecież nie ma mowy, abym mógł powiedzieć komukolwiek, że wylądowałem na bruku.

Henrik pewnie by miał niezłą pożywkę u ludzi, którzy wciąż są mu lojalni, gdyby dowiedział się, że jestem bezdomny. A więc tak, muszę utrzymać to w tajemnicy i zatrzymać się u jedynej osoby, której naprawdę ufam.

Duncana Anderssona.

Waliłem w jego drzwi jak opętany, aż usłyszałem jego mruczenie po drugiej stronie: „Dobra, dobra, już idę! Wyluzuj. Nie musisz wyważać mi, kurwa, drzwi!”

Tupię niecierpliwie stopą, a gdy tylko zamek puszcza, wpycham się do środka obok mojego zszokowanego kumpla, taszcząc ze sobą sportową torbę.

Odsunął się zaskoczony, robiąc wielkie oczy. „Co ty, u diabła, wyprawiasz?!”

„Potrzebuję gdzieś przenocować” – informuję go, mrużąc oczy na widok dwóch dziewczyn siedzących na jego kanapie. Ich twarze płoną rumieńcem na mój widok. Nie ma żadnych wątpliwości – te dziewczyny to definitywnie łowczynie sportowców.

„Okej? Cóż… jestem teraz zajęty—” zaczyna Duncan, ale przerywam mu, zwracając się wprost do dziewczyn.

„Wybaczcie, panie, ale ta impreza dobiegła końca. Będę potrzebował tamtej kanapy”.

Za moimi plecami Duncan cicho przeklina: „Co jest, kurwa, stary?”

„Sorki, Duncan” – mówię z tonem niemającym w sobie nic ze skruchy. „Naprawdę jej potrzebuję”.

On przewraca oczami ku niebu, wymamrotując pod nosem kolejne przekleństwa, podczas gdy obie dziewczyny gapią się na mnie jak na darmowe słodycze w sklepie. Taki mam wpływ na kobiety, odkąd stałem się nastolatkiem. I choć te dwie kobiety to zwykłe ludzkie samice, nie mające pojęcia o tym, że jestem Alfą, wciąż pozostaję dla nich znanym tight endem ze szkolnej drużyny.

Pragną mnie.

„Noah Bulgari” – cedzi jedna z nich, podnosząc się z kanapy z uśmiechem za milion dolarów. Widać jak na dłoni, że to prawdziwa pijawka. Z tych kobiet, co szukają bogatego faceta, żeby ustawić się do końca życia. „Miło mi cię poznać”.

„Chciałbym móc powiedzieć to samo” – przyklejam sobie na twarz uśmiech. „Ale mam teraz ważniejsze problemy na głowie niż próba odgadnięcia, kim w ogóle jesteście”. Ruszam w stronę kanapy, celowo ignorując pełne zawodu wydęcie warg na twarzy tej drugiej.

„I po manierach” – mruczy pod nosem pierwsza dziewczyna, zbierając swoje rzeczy i ruszając w stronę drzwi.

Druga posłusznie idzie w jej ślady. Z grymasem na twarzy rzuca mi ostatnie spojrzenie pełne niespełnionych obietnic. Odpowiadam jej wzruszeniem ramion, bez cienia przeprosin.

„Przejdzie im” – mamrocze Duncan, zamykając za nimi drzwi. „Ale masz u mnie spory dług, stary”.

Rzucam torbę na podłogę i opadam na jego kanapę, przeczesując włosy palcami. „Wiem” – mruczę, a w głowie wciąż przetwarza się zdrada Amy.

I tak wystarczająco trudno być Alfą i zarządzać całą watahą wilkołaków; dodatkowe dramaty rodzinne to definitywnie nie jest mi teraz potrzebne.

„Przyniosłeś ze sobą jakieś piwo?” – pyta Duncan z nadzieją, przechodząc przez salon do kuchni.

„Nie robiłem zakupów” – odpowiadam cierpko, zamykając oczy i odchylając się na zużyte poduszki. „A ponadto mam teraz większe problemy”.

„Serio?”

„Ojciec mnie wyrzucił”.

Oczy Duncana stają się wielkie jak spodki i jąka z niedowierzaniem: „Ale... ty jesteś Alfą? Nie możesz być bezdomny. Ta posiadłość należy do ciebie!”

Uciszam go lodowatym spojrzeniem. „Nie będzie należeć do mnie, dopóki nie znajdę sobie partnerki. W testamencie mojego dziadka stoi jak byk, że niczego nie odziedziczę, zanim nie ożenię się z miłą partnerką, która będzie trzymała mnie w ryzach”.

„To do bani, stary…” – Duncan wzdycha głęboko. „I co teraz? Jaki masz plan?”

„Eee, spać na twojej kanapie?” Ślepy jest czy jak? Czy nie widzi, że właśnie zamieniłem jego mieszkanie w swoje królestwo?

„Nie o to mi chodzi, pytam o twoje długoterminowe plany” – prostuje Duncan. „Oczywistym jest, że musisz poślubić kogoś z watahy – wilkołaczycę albo likankę”.

„Nie zamierzam się z nikim żenić!” – ryczę, sprawiając, że Duncan cofa się krok do tyłu ze strachem w oczach.

„Okej, uspokój się—”

„Jestem spokojny!”

Prycha z politowaniem. „Zdecydowanie nie jesteś. Będąc szczerym, odkąd zostałeś Alfą Watahy Jesieni, masz ogromne problemy z gniewem”.

„Słucham?” – Gapię się na niego z góry. „Uważasz, że mam problemy z agresją?!”

Duncan wydaje się niepewny co do odpowiedzi. Zauważam, że jego wzrok na ułamek sekundy ucieka w podłogę. „Słuchaj, nie jest mi łatwo ci to mówić, ale… musisz wybrać między graniem w futbol a byciem w watasze, stary. Nie dasz rady udźwignąć i jednego, i drugiego”.

„Jasne, że, kurwa, dam!”

„Nie dasz. Prawie w ogóle nie śpisz i...”

„I co?” Dlaczego on się na mnie patrzy tak, jakby się mnie bał?

Duncan wzdycha ciężko. „I ciągle jesteś wściekły... To przerażające...”

„Przerażające?” Mój najlepszy przyjaciel serio się mnie boi? Musi sobie stroić żarty… prawda?

„T-tak...” – Duncan przeciera dłonią kark. Czuć od niego smród potu. Denerwuje się. „Zawsze byłeś z ciebie wysoki na sto stóp gigant i likancki Alfa, a teraz doszedł do tego ten wybuchowy temperament”.

„Nie mam żadnego temperamentu!”

Cofa się pod ścianę, a strach staje się aż nadto widoczny na jego twarzy. „C-co tylko powiesz, Alfo…”

Alfa.

Serce mi się ściska. Mój własny kumpel tytułuje mnie w ten sposób, i jakoś w ogóle mi się to nie podoba. Nie chcę, by Duncan mnie się bał.

Chcę, by było tak jak przedtem. My we dwóch, durnie wiodący normalne życie, w ogóle nie obchodzący się wilkołaczą polityką czy jakimiś durnymi obowiązkami. Ale czasy się zmieniły i nie ma już od tego ucieczki.

„Przepraszam cię” – mruczę, przecierając oczy. „Nie chciałem—”

„Nie przepraszaj” – ucina, wciąż oparty plecami o ścianę. Wygląda na wyczerpanego. „Tylko... po prostu coś ogarnij, okej? Dla naszego dobra”.

Dla naszego dobra. Ma na myśli dobro watahy.

„Postaram się…”

„I naznacz przeznaczoną, okej? To może być rozwiązanie tego wszystkiego. Mężczyzna nie może rządzić watahą w pojedynkę, Noah. A na pewno nie, jeśli przy okazji zamierza być wielkim footbolistą. Wtedy u boku potrzebuje Luny – kogoś, kto to wszystko pociągnie pod jego nieobecność”.

Moje myśli automatycznie wędrują do tego dziwnego snu z Amy, w którym widziałem ją jako moją jedyną partnerkę. We wspomnieniu uśmiecha się promiennie. Pewnie zwariowałem, bo na samą myśl mógłbym przysiąc, że czuję mrowienie w boksierkach.

Potrzebuję, kurwa, lekarza!

„Nie ma takiej opcji” – protestuję i siadam. Pięści zaciskają się machinalnie wzdłuż moich boków. „Sam to ogarnę!”

Duncan unosi w geście poddania dłonie ku górze. „Okej. Ale potem mi nie mów, że cię nie ostrzegałem”.

Rzuca to na odchodne. Marszczę brwi. „Dokąd to?”

„Po piwo” – odpowiada z kuchni. „I chyba wściekły z ciebie współlokator przypomina kolczastego jeża”.

„Jeża? Doprawdy?” Ignoruję i opadam potylicą na poduszki kanapy. Moje myśli znowu wracają do Amy, podczas gdy ukryty we mnie wilk poskompuje z głębi serca, jak gdyby starał się do mnie dotrzeć z czymś bardzo ważnym.

…A przynajmniej dać mi jakieś przestrogi.

Wzdycham pod nosem. „Ona chyba po prostu nie mogłaby być moją przeznaczoną, no nie?”

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki