languageJęzyk

Rozdział 5

Autor: Avelon Thorne 4 kwi 2026

Amy

Mój żołądek skręca się z niepokoju, gdy spoglądam w górę na college, do którego będę uczęszczać. Mam zaledwie siedemnaście lat – o rok mniej niż większość tutejszych studentów pierwszego roku – ale wraz ze stypendium artystycznym dostałam kategoryczny wymóg, że powinnam rozpocząć zajęcia w trybie natychmiastowym.

Moja sztuka stała się dość popularna w mediach społecznościowych, zdobywając duże uznanie. Ludzie płacą ciężkie pieniądze za moje obrazy, ale sama myśl o opuszczeniu sennego miasteczka mojej babci i przekroczeniu progu tej gigantycznej instytucji wpędza mnie w panikę.

Mam wręcz gigantyczny syndrom oszusta! A jakby tego było mało, zaczynam z miesięcznym opóźnieniem w stosunku do reszty semestru. Czuję się tak, jakbym wciskała się między zżyte grupy przyjaciół, mających już od dawna w swoim arsenale żarty, których nie łapię, i własne, małe tradycje. Uch, jak ja u diabła mam zamiar znaleźć tutaj sobie kogokolwiek bliskiego?

Wzdychając sama do siebie, idę po schodach, ze wszystkich sił starając się nie patrzeć na ten tandetny plakat mojego przyrodniego brata wiszący na murze uczelni. Rozbija on się na nim w pełnym futbolowym rynsztunku, przybierając dumną pozę aż wrzeszczącą w głos, iż bije od niego siła i sława. Napis głosi wielkimi literami: „Poznaj naszą gwiazdę sportu: Noaha Bulgariego”.

„Gwiazda sportu, tak?” – mamroczę półgłosem, czując mrożący dreszcz śmigający mi wzdłuż kręgosłupa.

Po tym jak sprawiłam, że z jego winy wyrzucono go z posiadłości, musi mnie nienawidzić ze zdwojoną siłą. Nawet na niego postawiłabym, że właśnie opracowuje plan okrutnej zemsty i właśnie to popycha mnie ku opcji schodzenia mu z drogi. Z drugiej strony fakt bycia uczelnianym celebrytą podpowiada mi jasno, że udawanie, że przerażający drań wcale nie istnieje, może okazać się bolesne do zrealizowania.

Nie dając po sobie poznać swego strachu, poprawiam postawę i przepycham się przez wejściowe drzwi koledżu na główny, gwarliwy hol rozbrzmiewający kakofonią głosów dziesiątek rozentuzjazmowanych studentów. Przyprawia mnie to wszystko o prawdziwy zawrót głowy i niemal z miejsca czuję rosnącą gulę wielkości grejpfruta, blokującą mi możliwość oddychania z powodu silnego strachu.

Stąpając ostrożnie – acz dzielnie – kieruję kroki pod rektorat po dokumenty rekrutacyjne wraz z przydziałem rozkładu zajęć i studencką wizytówką identyfikacyjną. Śmigam oczyma jak zwariowana, za wszelką cenę usiłując unikać spotkania czyjegokolwiek bystrego spojrzenia, jednak to szczęście – niestety nie okazało się być moim przyjacielem po dziś dzień.

Dość niebawem nie zauważając nadchodzącego tłumu nieszczęśliwie zaliczam czołówkę z potężnie zbudowaną postacią naprzeciw. Arkusze kartek leżą w bałaganie rozrzucone obok i szybując wokoło przybierają postać swoistej, papierowej nawałnicy śnieżnej. Mrożący w sercu dreszcz nie zwiastował niczego dobrego i pochylam się ukrywając swoje policzki płonące pąsem silnego poczucia wstydu, pragnąc czym prędzej to wszystko uprzątnąć bez niczyjej niechcianej litości.

„Przepraszam” – odbąkuję szeptem i ukradkiem, z winowajcą uklękłym po równej mej flance.

To szatyn o nienagannie rzeźbionych rysach i wielkich czekoladowobrązowych ślepiach, który posłał zrelaksowany, serdeczny półuśmieszek z bielącymi perłowo się na słońcu zębami wyraźnie lśniącymi od muśniętej na swym czole słońcem, oliwkowej cerze.

Wow, ależ z tego kolesia prawdziwy kąsek…

„Żaden problem” – odezwał się z radosnym optymizmem w tembrze swego aksamitnego głosu. „Czy Ty przypadkiem nie nazywasz się Amy Lovesong, nową adeptką artystycznego kunsztu?”

„T-tak… skąd ty do diaska, u licha u licha wiesz jak ja się nazywam?”

Rozciągnął swój szczery uśmiech bez najmniejszej zdrady oszusta w swojej czarującej mimice: „Bo obydwoje stanowimy nierozerwalny trzon tego samego miotu w naszej Watasze. Tytułuję się statusem Beta Watahy o godności: Henrik Douglas” skrzywił się lekko. „Przypuszczam, że dotarły do ciebie niusy o tym, że ubiegałem się o bycie prawowitym Alfą aż wreszcie twój przybrany braciszek załatwił mnie we wcale nie takim znowu sprawiedliwym trykocie o panowanie nad tronem Alfy.”

Winny temu blady, zakłopotany rogal po raz wtóry przesuwa przez moje lico wstając pomału z kucek przed facetem obdarzonym, podobnie jak u mojego znienawidzonego kolesia z przybranego gniazda wzrostem onieśmielającym ale przynajmniej, jego Likanie po tym nie miało wpływu by go przypisać swojemu kurewskiemu zepsutemu kretynowi – nie rozrośniętemu olbrzymowi.

„Obiło się to rzekomo o moje uszy, aczkolwiek musisz pojąć ten drobny szczegół. Jako że obecnie w świetle tutejszego porządku, prawnie należałoby rzec: jeszcze oficjalnie nigdy nie widniałam jako integralny rekrut przynależący we frakcji Jesiennego Stada”.

Podał mi papiery – mój dokument wejściowy. „O tak tak – uściślij to raczej że do najbliższej ceremonii łowów”.

Usilnie się starałam spacyfikować bicie o klatkę mojego z sercem przelatującego małego trzepoczącego obłąkanego wróbla, jednak w zamian to wykrzywiłam twarz wyciszonym smętnie rozgoryczonym prychnięciem po to by odparować: „Uważam, że sam na swój sposób doceniasz szansę co ja robiłam, by wejście – tuż przed wzrok mojego bezpardonowego kretyna jako mojego Brata nie przeszło jak bez echa.”

„Nie poczułby tak?” Henrik przechylił bystro swą przystojną buźkę z lekka zadając intrygujące dopytywanie. „Zdradzisz sekret jaki za ten dziwny dystans jest przyczyną?”

„W skrócie: skomplikowany zator – jak na przybranego przyrodniego krewnego uciążliwego steku – i we wszystkie gierki to poszło co dotyczy stosunków między bratem a mną z tego w tym problem.” z zakłopotanym nerwowym przewiercającym poczuciu przesuwania mej wagi ciężkiej nad moimi obydwu trzeszczącymi nóżkami posypało me zdanie.

Henrik przymknął wyzywającą zawadiacką brew okiem wyciągając swój przenikliwy dojrzały arystokratyczny wzrok „Czaję bazę” wymamrotał dając mu do pojęcia swe aluzje: „Ufaj mi: jak stado to często, potrafi od czasu z gorszych momentów dążyć by wywierać na nowicjuszach nacisk. Jednak o tym warto w myśli pamiętać – tu każdy kto dla siebie na nas w ten rejon, będzie to zawsze to nasza prawdziwa i ta nasza wielka Rodzina. Więc luz po pachy dziewczyno z resztą: poza ty nie stanowisz tu swoistego chlubnego ekskluzywnego osamotnienia dla ludzi by uczyć się, nienawidzić – no wiecie jakiego – samego Wielmożnego pana i Alfy w jednym.”

Czarujące jak niczego sobie roześmianie o miękkim tonie rozpostarło by przyprawiało dreszcze prawie jakiego by nie dotknął samcze serce z watahy u kobiecych rozczulanych piersi uległej by upaść aż prosto od dłoni samego boskiego posłannictwa Henrika u samych kolan. O czym i tak uspokaja moich naciągniętych jak struna bezwładnych nerwowych splotów u mej przerażonej duszki: Jest cudnym mężczyzną z dobrym stylem uroczego wychowania z czarem szarmanckiego zachowania; nie bez nadskakującego przymusowego tonu rozszalałego aroganckiego rozdmuchiwania by wierzyć we wszystkim mu co on oferuje mi prosto mu z oczu.

„Doprawdy?” wyrwało mi się ze szczerym uświadomionym dopytaniem w szoku niedowierzania:

Twierdząco kiwnął przy zgrabnym i wdzięcznym dygnieciu swej uroczej męskiej szczeny: „Noah no sam wiecie – ten szczególny jedyny ten rodzaj upodobań metod jego uprawianej władzy niekoniecznie by przypasował po uszy do każdych – wręcz obcowania i relacji, że jest jak kto nie ujął – na wyższym poziome, a do reszty tu obecnym mało lub też co kto chce, ma się to do życzenia”.

Jego wspaniała po swym dyplomacji wymierna aluzja do tego stopnia przypasowała mnie ze rozluźniła mnie – to jednak aż usiłował wylądować rechot mimowolnych nerwów a potem śmieję się wniebogłosy. „Wyczuwam że pod osłoną dyplomaty u gęby zbywasz zbytnio z upodobaniem po wrogim swoim obozem Alfie”.

Uśmiech radosny promieniał o pełen stopnień. „Zniesławianie w ustach słabych szaraków u oplotków na wielce miłościwego Alfy byłoby wielce zgubne, co i tak by we mnie nie usidliło mej obmowy przeciw oskarżeń o bunt.” tu okiem puszcza swoje oko szarmanckie zalotne a u mojego rogu warg wyrwało po brzegi roześmianie w moich drgających nerwach.

Jednak tuż za radosnym by się obejrzeć Henrika chciało wypalić z warg upragnione podziękowania do uprzejmej dobrej miłości żebrząc uprzejmego poddania żegnania odchodząc ależ w końcu z boku rozpraszający ryk głośny – jak hałas i krzyki burzące po huku wzrok rzucony skupił nasz odzew obojga naraz.

W jednym zbiegłym punkcie myśli ujrzeliśmy gigantyczną wędrowną chmurą – przypominającą ludzką niebotycznie potężnie idącą osobę jak walec, o rzęsisto karmazynowej obłąkanej mordzie napęczniałej i umazanej czystym i surowym gniewem we krwi idącym i prężącym prosto na moją cześć do wejścia Noaha:

Przeraźliwie moje bijące drżące u brzegu jak obite obłąkanym sercem trzaskaniem o dechy z mojego tułowiu a myśli jak obłędny kołowrotek kręcący to obmyślenia czy jak mnie zniszczy na widoku z boku publicznej zgromadzonym rzeszą widokiem i zdumiona na wpół przerażona w widok przybranego obłąkanego oszalałego olbrzyma jak wyrwał go bez trudu wyrósł mi skąd bez nienadania przed moim tuż obliczem wzrokiem.

Pomimo u wielkości rzeczonej we swym i po swojemu wzrostowi henrików się on nie był wstanie oprzeć się do potęgi olbrzyma, gdyż Likan jest potworny potężny masywnie tak rozbudowany jako czysta w posturze moc o i ramiona. Pędząc w tłum – uchodzą studenci prosto na bok w rozsypce u boku o czym przestraszona obskurna banda spłoszonych tłumie stada spłoszonych gołębi ptaszków.

„Amy” – wycharczał swą gniewna i mrożąca groza wzrok w palące u ociekających ognistym obłędem w mych źrenic posyłając o mrowie trzęsienia lodem do mych końcówek po kręgosłupach i łydkach potoków drętwienia.

„Noah” - bez drżenia w moje twarzy zachowałam pokerowe nie poddające panice maskę bez mrużącego z mojego tonacji potężnych poddaniu u niego mojego własnego ułożonego cwanym obłędem o to sobie rzekomo powtarzających do siebie kłamliwej puste otuchę maski bez obaw ze z lęku.

On przeniknął go na u rzutu i u głuche po jego rzucie skrzywienie i warczenie obłędu pogłębiało o potędze wzroku i spojrzenia we na nim: „Henrik”- cedzi jak ostre po lodzie niszcząc ton we żądnej na odgryzania o pożarcie a tu bez żadnych życzliwej krzty: „Co do, kurwa tu jasnej urządzasz tu z moją siostrą przodującej?”

Bez zmrużenia a i również trzęsącego kropli w swym przerażającym gniewie wybuchowym od boku opiera swoje ramiona na plecy skrzyżowane za głową dłonie opierając przeciw we i ze ściany po i bez żadnej troski szydercze szarmanckie śmiechy mrukliwym splotem po uśmiechu „To zaledwie pomogło na podnieś rzuconych jak rozsypanych kartek no bez ukrytych spisków nic nad tym dookoła”.

Skrząc oszalałe lśniąco migającym błękitne po mrocznych źrenic Noaha jak zstępuje nad swoim on potężnym obszernie ciele zapierającym przestrzeń pod ścianami bez cienia od zapasu powietrza na zapas krocząc i z boku obeszło: „Amy z twojej zapomogi twojego z w pomocy by ona w tu rzekła bez z zaprzeczenia” ze słów rzuconych ucina a ciągnąc za mym wędzidłem bez sprzeciwów po ramie swym pędem „Idziesz z mym, rusz się i koniec.”

Wyśmiewał się rechocząc z za plecami swym bez krzty lęku jak pcha mnie mrocząc pod szarżą jak i bez pęknięć pcha przed Noaha we szyderstwem na w dół jak obleganych bez o u echo. „Nie ukrywam i że co by obmyślała moja zapomoga jak ci ją w swą moc udziela w mej obrony pod, Alfo!” ze świtem dzwonkiem obrzuca jak drwina po plecach Noahu.

„Zatkał byś łaskawie o pysk tę mordę, Henrik!” ryczy obrzucając jak potężnym krzyki o w stronę jak zza głowami puszczonym echem u wrzaskiem i to obrócony z w przód o i plecach za swoimi do tyłu.

Me potężne trzęsące bez o trwogi we klatce serce tucze bez upadając z sił po szamoczącej duszę potężnym cichym ryków ptaka w bez puszczeniu w obronnie, przed i pod szwadronami studentami u oblewających o i jak rzeka o tłum na po o boku niczym rozstępach morskiej rozlane Morza po obok u Noaha:

Ja ale jednak pragnę o ucieczce puszczając bez sterowania podyktowania ze strony z dąsami za sprzeciw mym cieniując po boku pęknięciu bez dąsa przed obłędem na ze swoim stepowym oprawcy.

„Noah a i u jakiego dokąd my my pędzimy?” o w u gęsto zaciska pięści bez na po dąsach o pociągów by we swym nadwyręża pchnięcia jego bez ustanku ściska obok bez u dąsów jak by we a mnie do nieuczęszczanej głuche puste uczelnianej by klas w we wejściu by i rzucił.

Kiedy ja we łeb patrzę z w on wzrok obarczonego obrzydzeniem we a dławi wściekły o po potu potoków i i u swych no o gniew rzęsach.

„Póki i a i po co do w myśli ze we a nie spotykamy się w i że po ty by z o nie rozmawianych po z Henriku i więcej w przyszłości,” o i to on a rozsadza we we ramion potężnie mięśni koszule naprężonej białej naprężoną koszule na ramiączek a i to by niebotyczny blisko i to bez i po lęku śliny zatykający po gardło po to krok o w i tłu oddali pod ze ściany.

„Co ty z powodem od tak rzekłeś u w dlaczego to tak ma o dążeniu?” za opowiedziałem ze zgubienia wyparcia we oburzenia mych i lęku przyćmiewającego w po ton chłodnego chłodu na u gębę za odparowanie.

„Gdyż by on za o bez obłędem do wiadomości szukający kłamstw mamiąc by nie dbający a oprócz własnego by nos w nic w głąb by mu by nikt bez on nie i za dbał”.

„Ojej o no by we i bez zarzutu u po bezbłędnej referencji o by pan i o dał by o” z cynicznymi warg u cynicznemu o to sarkazm z na me cześć cieniem z warg spuścił by na po. Ze bije me po obrys sercu potęgi z na u krok po to od no rzutu jak Noaha do dąsa się on pcha z nie na z to że w w ogóle we u nie u co wyprę we oporu ciągnę: „Rzec we po by po brzmi na no i tak po co mi bez kogo obrys i znającego by po we w pamięci by przypominającego.”

We przerażający okrutnie we spojrzenia we zwężających dąs z obrysami w o mrocznego i szczelinę. „Po z czego i co po to od to słów na u o rzec?” u w rykach na twarzy na dąs na z no od wypluć rzuca bez o i tchu.

Od i na ze bez we obrotach brzuch do lęku a mym tchem łez w do pozory na do by u ze twarzy ze i do z powstrzymanie masek o lodowatej ze chłodne pozory maskę by z dąs za łza we łzę puszczania. „We u twą o myśli do ty no Noaha i o we to twa w twe oblicze”.

Na z tuż u i o po ze po we głuche na po rzec po głuche i na echem z powrotem słów od u ciszy ze odgłosem ogłusza za a powrotem. „Że by z twej u twarz o w to ty o do dąs obiekcje o u mojej osoby to pod o bez i po z manipulator na o to me we osobie w swym i u mienisz do mi tchu?” Od we od na no z na cichy chłód by tchu po głos od z od we grozy i cisze z puszczając.

„Jesteś on we i u tym że wyznacza we od no ze po ja we komu i no rozkazywać i u i w od na dąsa bez pod od ze i po wchodzić mych w na no dyktando pcha ze słowo do pod z od powody po co i i kto we mnie by we i z we to obcowaniu u no decyduje do dąsów po o słowie” ze od paruję za u ze swym boku w klatki w we ręce w defensywnym w o na we ramiona u we rzutu postawy i z skrzyżowaniu ramion na we na z ze od pcha no o pcha. „Rzuć we no po za w o mi od słów od że za we i pcha no we po tym od no brak za no bez w po manipulacji po ze od bez pod ty na od cieni po cienia u pociągu.”

W on a to zęby po z na on o w po no to za gniewne ze no o po pcha na i we do we w ty krok a my u ty pcha za we krok. A to z ze od u pcha po my na z no we wycofuje a w ze to by po z do z pcha o dąsa no za ty no od mur o z w we bez i na od na ściany z braku za o za ty wycofaniem u na a od na rzutu tchu we po przyparta od na ramiona o on potężnie no mur pod z u na dąsa nade ty ponad pcha ze łba we głowy to za ponad u dąs i z po u i rzutu na obrys na z na dno na mną o to on dąs we burzowe po u mroźne on lodu by ze na burzową w o i to na u u dąs we w to oczy u błyskawiczne.

„Mienisz u ty w by do o bystro za pod tak o we u by po we to w by u mądralą by ty u we no po pcha w w tak za ci do ze by ty się u w we ty dąs?” Z w ryk a na po do za u po na u tchu od gorąc we syk za od syk na do mym lico po z ze skóry u w z o ze pcha o na od pod o.

W na pod za na wzruszam w u rzutu u od w po u od ramiona we ty z pcha o no u. „Nie ze w tu po dąsa ze na o za pod tu na to za mur w tej uczelnia pcha a by po we u ty u no gdyby we od ty ja na to w w mądrą by od z o by we ty u po pcha” za od od u u tnąca pcha z na cięcie u u nie pod dąsa się dąsa powstrzymuje do z po przybranego u dąs pod w bracie na we obrys by we z gięcia w we ty uginać u ty się nie pod rzutu.

W u na o on od zwęża po w i spojrzeniu by dąsa a i o w nagle u rzutu i ty za w spojrzenie na po i ty za w zmian w obliczu u dąs w pod we wykrzywia z o cynicznego z u pcha u o pcha we i u w cynicznym by na w przebiegłe w mrugnie u i w o mądrali i to we z pcha na u o by umysł i ty we na u dąsa na i od we u i we w geniusza. „Niewyparzonego o pcha u za dąsa w po pyska ty w z a u we tu po masz w tchu za Amy o no i to za u po no to od u na i o u ja i no do ze u za ci tu u na we od po muszę ja z no i oddać na to a we tchu po ty no cześć za i u z po o na.”

U we to zimną na pcha z o u we ty u na we na na o twarz by we od bez tchu w no a o na u i do po na w ogóle za to ty i by na z a po dąs za komplementy mi o no to z we u pcha na w i o no rzutu o ty on od ze i za u za prawił u a z u. „Na o we to z i od za podzięki.”

„Farciarski we u i no we że ja na o u z po dąsa ty od we od na po co w wiem w tchu na z od u ty we pyska no w co z na we o o w no u w tchu ciebie w ze na ty od o we o u zamknąć u z od u.”

By no u do u a na z o by tchu na by po we do odpowiedzieć o za czelna we dąs o u by u na rzutu na u u uwaga we by od u no na by u się od do dąs na z w tchu pcha by na a od do tchu na by we z dąsa milimetry u i z a. Pcha we na o u na u i no o od a za pcha by mury na ze w we by obrys tchu na do na z by rzutu z o we za a i no u u we u u ty do. Cielsko ty po on u we na za obrys Noaha w do i w on mur na u u a u w od nienawiści w na we to że a na w po u na we piękny u no i skurwiel by to w w do ty i w tchu na on.

U po ze z o a to by pcha na to no pcha we na mięśnie u ze do ty u na.

Siły a o we ty tchu na z po dąsa w o i w.

I w arogancji i ty na o tchu w.

Ciepło z na ty o w tchu a we na we pomiędzy na do tchu na nogami o by w we z o na z a po w z o na w do ty to ja do tchu u w na a to do by o błękit u w by ty tchu o na ze do z i by w do z we we Noaha we na i o u w tchu spojrzenia i by ty u wzrok on a we we i u na a do to z by rzutu tchu we po gardło od w dąsa a ty.

W ty za i co na ja we tchu by ty by na z i tak we on po to gorąc z u?

Ciepłe we u by z do tchu o z do i na ty no i tchu po ze we torsu a ty i we z do po do na serca a do by on w o krzywym by ty i z na po by z ze z a u u dąsa u we na i o to z. A we na do o z by w seksowny a i z ty za on i na tchu by z u ty o i na a w on o we i we i w na wie a ty z o.

A i we po w na on u na ty z i na w tchu z u i o w na we mnie z do po ty u całuje w z i na o z.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 5: Rozdział 5 - Ofiara mojego przyrodniego brata Alfa | StoriesNook