languageJęzyk

Rozdział 3

Autor: Avelon Thorne 4 kwi 2026

Amy

Po jakichś dziesięciu minutach wahania wreszcie wchodzę do posiadłości, w której od dawna mieszkają moja mama, ojczym i Noah. To luksusowe miejsce. Wejście do środka w butach wydaje się niewłaściwe, więc zostawiam je w przedpokoju, zanim wejdę do kuchni.

Moja mama siedzi przy stole, uśmiechając się na mój widok. „Amy! Wreszcie jesteś. Czekałam na ciebie!” Wstaje od stołu kuchennego z otwartymi ramionami. „Daj mi buziaka!”

Od razu do niej podchodzę, przytulam ją i wdycham jej zapach, szepcząc nieśmiało: „Cześć, mamo… minęło trochę czasu, co?”

„Oj tak, minęło” – odsuwa się, by przyjrzeć się mojej twarzy. Jej dłonie spoczywają na moich ramionach, a w oczach zbierają się matczyne łzy. „Wyrosłaś na taką piękną dziewczynę!”

Obawiam się, że muszę się z nią nie zgodzić. Wciąż wyglądam jak pulchniutka kujonka, ale to w końcu moja mama – ona zawsze będzie uważać, że jestem najpiękniejsza na świecie, więc po prostu nie przestaję się uśmiechać.

„Ty też dobrze wyglądasz” – mówię całkiem szczerze. Jonatan, jej mąż, a zarazem ojciec Noaha, musi ją rozpieszczać tymi wszystkimi luksusowymi dobrami, ponieważ pięknie pachnie i świetnie wygląda. Kosmetyki, których używa, z pewnością są bardzo drogie.

„Dziękuję” – odpowiada i wskazuje na stół. „Może usiądziemy? Miło będzie wreszcie pogadać”.

Siadam, a ona od razu zasypuje mnie pytaniami o to, co u mnie słychać i co porabiałam przez ten cały czas. Nalewa nam obu herbaty, a para tańczy nam przed oczami, gdy siedzimy naprzeciwko siebie.

W końcu wzdycham i mówię: „Chcę studiować sztukę i uczyć się od najlepszych w college'u tu w Cherry Hills, ale chyba oblatuje mnie strach”.

Ten strach wynika z obecności Noaha. No bo jak mogłabym kiedykolwiek cieszyć się życiem, wiedząc, że on mieszka pod tym samym dachem? Facetowi można ufać równie mocno co wężowi, a z mojego życia zrobiłby po prostu piekło.

„Strach?” – pyta moja mama.

„T-tak... to miasto jakoś już nie wydaje się domem” – kłamię.

„Czy mogłabyś chociaż dać mu szansę na tydzień?” – pyta z desperacją w głosie. Widzę to w jej oczach – to głębokie pragnienie, by nasza więź znów się odrodziła. „Wiem, że masz siedemnaście lat i jesteś praktycznie dorosła, ale tęsknię za moją córką. Tęsknię za tobą”.

Moje serce się ściska.

Prawda jest taka, że strasznie tęskniłam za mamą. Babcia jest miła i w ogóle, ale zanim mama wyszła za Jonatana, byłyśmy ze sobą niezwykle zżyte. Razem przemieniałyśmy się nad jeziorem i polowałyśmy na króliki. Robiłyśmy to w każdy piątek, ale wszystko się skończyło, gdy tata zginął w wypadku na budowie.

„Ja… sama nie wiem” – unikam jej wzroku, wiedząc, że nie zdołam powiedzieć „nie”, jeśli zobaczę w nim tę miłość. „Ja też za tobą tęskniłam, ale… rzeczy się zmieniły”.

„Co się zmieniło?”

Podnoszę głowę i spoglądam w jej zielone oczy. Czy powinnam jej powiedzieć o Noahu? Mama jest dobrym człowiekiem i wiem, że uwierzyłaby mi, gdybym wyznała jej, że mój przyrodni brat się nade mną znęcał, a myśl o zamieszkaniu z nim budzi we mnie przerażenie. Problem polega na tym, że Noah jest jednocześnie jej Alfą i nie chciałabym, żeby wdała się w kłótnię z jego powodu.

„Wszystko” – odpowiadam, wytrzymując jej spojrzenie. „Kiedyś byłyśmy tylko ty i ja, a teraz jesteś mężatką, żyjesz z Jonatanem i jego synem… a Noah… on jest…” urywam, podczas gdy moja mama sztywnieje na swoim krześle.

„Co z nim?” – pyta.

Strach skręca mi żołądek. Teraz albo nigdy. Jeśli teraz nie powiem jej prawdy, obawiam się, że nigdy tego nie zrobię.

„On… on jest dla mnie wredny, okej?”

Moja mama milknie, a ponieważ nie mam pojęcia, co teraz przelatuje jej przez myśl, gorączkowo próbuję sprawić, by sytuacja wydawała się mniej poważna. Nie potrafię inaczej; to taki mój nawyk.

„A-ale nie jest tak źle!” – pośpiesznie dodaję. „W-w przeszłości bywał gorszy, więc może po prostu uda mi się do tego przywyknąć”.

„Przywyknąć do tego?” – mama nagle wydaje się zdenerwowana. „Jeśli Noah jest dla ciebie wredny, to nie ma mowy o żadnym przywykaniu. Nie powinien okazywać braku szacunku swojej przyrodniej siostrze!”

„W-wiem, ale on jest Alfą—”

„A ty jesteś moją córką” – przerywa mi zdecydowanym tonem. „Jesteś ważną częścią tej rodziny i nie można tego traktować lekko, Amy. Nie ma znaczenia, że Noah jest Alfą. Nie ma prawa być dla ciebie wredny!”

„Zgadzam się!” – włącza się głos Jonatana. Musiał słyszeć całą naszą rozmowę. Siada przy stole, a jego niebieskie oczy skupiają się na mnie. „Nikt nie powinien być dla ciebie wredny, a już na pewno nie mój syn. Przepraszam cię, Amy. Powinienem był domyślić się, że coś jest nie tak, kiedy wyprowadziłaś się do babci. Ale byłem głupi i naiwny. Wybacz mi”.

„Ja…” Brakuje mi słów, gdy gapię się na Jonatana. Jego szczerość mnie zaskakuje. Nigdy nie spodziewałam się, że stanie po mojej stronie. „Ja… emm… dziękuję”.

Moja mama kładzie mi dłoń na ramieniu. „Zajmiemy się tym natychmiast, kochanie”.

„W j-jaki sposób?” – udaje mi się wykrztusić, zmuszając mamę i Jonatana do wymiany spojrzeń.

Ostatecznie to Jonatan zabiera głos. „Robiąc to, co powinienem był zrobić już dawno temu: wyrzucając go stąd. Noah może i jest moim synem i Alfą Watahy Jesieni, ale jest też nieodpowiedzialny i agresywny. To nie pierwsza wątpliwa rzecz, jakiej dopuścił się w ostatnim czasie. Noah musi nauczyć się kontrolować swój gniew. Może wrócić dopiero wtedy, gdy zrozumie, że był dupkiem i będzie błagał mnie o przebaczenie. Wtedy może zdecyduję się wpuścić go z powrotem”.

Zdumiona wciągam powietrze. „W-wow… czy to nie jest odrobinę zbyt drastyczne?”

„Zupełnie nie” – odpowiada Jonatan.

„Na pewno?” – pytam. „A gdzie on będzie mieszkał?”

„Jestem pewien, że znajdzie sobie jakiś kąt do spania” – twarz Jonatana jest zimna jak głaz, a ja drżę. Czyżby w ogóle nie dbał o swojego syna? Noah może i jest moim wrogiem, ale przecież to wciąż jego jedyny syn.

Czy nie mogą rozwiązać tego problemu, po prostu ze sobą rozmawiając? A może Jonatan i Noah i tak się nie dogadują, a mój brak szczęścia to tylko pretekst i kropla, która przelała czarę goryczy, dając mu doskonały powód do wyrzucenia go z domu?

Nagle słyszę, jak ktoś zbliża się do kuchni, a kiedy podnoszę wzrok, widzę Noaha, który wciąż przeciera zaspane oczy. Czyżby uciął sobie drzemkę zaraz po naszym spotkaniu przy bramie?

„Co jest na lunch?” – pyta zmęczonym głosem.

„Lunch?” – parska Jonatan. „Dziś nie zjesz z nami lunchu, synu”.

Głowa Noaha podrywa się do góry, a senna mgiełka w jego oczach ustępuje miejsca zranionemu, wręcz zwierzęcemu szokowi. Spogląda na Jonatana, potem na moją mamę i wreszcie na mnie, w jego spojrzeniu widać gorączkowe poszukiwanie odpowiedzi.

„Co to ma znaczyć?” – warczy.

„Słyszałeś mnie” – odwarkuje Jonatan, wstając z krzesła i prostując ramiona. „Nie chcę, żebyś dłużej tu mieszkał. Byłeś podły dla Amy. Powiedziała nam o tym”.

Wzrok Noaha przenosi się na mnie, a ja najchętniej zapadłabym się pod ziemię. Nawet jeśli w ogóle nie jesteśmy przyjaciółmi, czuję się winna, widząc to malujące się na jego twarzy poczucie zdrady. No i przecież powszechnie wiadomo, że kto donosi, ten ponosi konsekwencje.

„Słyszałeś mnie, chłopcze? Masz stąd wyjść” – warkot Jonatana pozbawiony jest jakichkolwiek ojcowskich uczuć.

„Wyjść? W sensie, opuścić posiadłość?” – pyta zdezorientowany Noah. „Ale to jest mój—”

„Już nie”. Lodowate spojrzenie Jonatana ani na moment nie słabnie, gdy mu przerywa, a nagle kuchnia i dom, który wszyscy dzielili, wydaje się o wiele chłodniejszy niż kiedykolwiek. „To nie jest twój dom, dopóki nie nauczysz się szanować każdego członka tej rodziny, włączając w to mnie samego”.

Zapadła cisza. Strach ściska mnie za gardło, kiedy widzę, jak oczy Noaha ciemnieją. Prawdziwy Alfa wychodzi na wierzch, ale równie szybko udaje mu się powściągnąć tkwiącego w nim Likana, a jego ramiona opadają w akcie poddania.

„Dobra…” – mruczy. „I tak nie mam ochoty mieszkać z bandą nieudaczników”.

Jonatan nie odpowiada, a niebieskie oczy Noaha znów zerkają na mnie, jednak teraz nie ma w nich złości. Jest tylko głęboki smutek, który dławi mnie od środka. Dlaczego on patrzy na mnie tak, jakbym przed chwilą go odrzuciła?

Przechylam głowę, ale Noah już odwraca się do nas tyłem, opuszcza kuchnię i wbiega na piętro po schodach. Kiedy znika, mama i Jonatan z ulgą wypuszczają powietrze.

„Wow, nie sądziłam, że tak łatwo się podda” – mruczy moja mama, co wprowadza mnie w konsternację. Brzmi to prawie tak, jakby od początku planowali go wyrzucić. Ale to byłoby niedorzeczne. Nie mogliby przecież czekać z tym i użyć mnie jako pretekstu, prawda?

Jonatan przeczesuje włosy dłonią. „Z mojego doświadczenia wynika, że kiedy Noah odpuszcza zbyt łatwo, to zazwyczaj coś planuje” – mówi z niepokojem widocznym w ciemnych oczach.

Przeszywa mnie ukłucie niepewności. Perspektywa knowań Noaha wcale mnie nie uspokaja, zwłaszcza w świetle tego, że właśnie lada moment ma stać się moim Alfą.

Zerkam na Jonatana. „Powinnam się martwić?”

„Nie” – uśmiecha się do mnie. „Po prostu nie dołączaj do żadnych polowań watahy, dopóki nie ochłonie. Noah raczej nie chowa długo urazy, ale w gniewie bywa lekkomyślny”.

Przytakuję, kodując to sobie w głowie. Jeśli w czymkolwiek jestem dobra, to właśnie w unikaniu Noaha za wszelką cenę. Teraz, gdy nie będziemy już mieszkać w jednym domu, będzie to o wiele łatwiejsze.

Przez resztę obiadu wymieniam się z mamą opowieściami o łowach. To dziwne uczucie znowu z nią rozmawiać. Opuszczając kuchnię w poszukiwaniu swojego nowego pokoju, uśmiecham się pod nosem.

…aż nie natrafiam na Noaha opierającego się o ścianę w korytarzu na piętrze.

Podnosi wzrok na mój widok i nawet w panującym tu półmroku dostrzegam cienie pod jego oczami. Mówią więcej o jego wewnętrznym rozdarciu niż słowa.

„Noah” – zaczynam z wahaniem, nie do końca wiedząc, co powiedzieć. Ale on mi przerywa.

„Śmiały ruch, wyrzucić swojego nowego Alfę z jego własnego domu”. Jego głos jest cichy, pełen zranienia.

„Nie chciałam—” – próbuję wyjaśnić, ale on podnosi dłoń.

„Oszczędź mi tego”. Jego ton robi się gorzki i cofam się odruchowo, gdy prostuje się i nade mną góruje. Facet jest niewyobrażalnie wielki. „Wygrałaś tę rundę, kurduplu. Ale zapamiętaj sobie, że to jeszcze nie koniec gry”.

Z tymi słowami mija mnie, nie przejmując się tym, że przez swoje gabaryty odpycha mnie na bok. Wręcz przeciwnie, wydaje się rozbawiony naszą różnicą rozmiarów, a po moim ciele przebiega dreszcz.

Jak to możliwe, że Noah przeraża mnie teraz jeszcze bardziej niż w przeszłości?

Obserwuję, jak odchodzi, a ciężar jego kroków roznosi się głośnym echem po korytarzu. Przełykam ślinę i opieram się o ścianę, a nogi drżą pode mną.

Czy w ogóle można mieszkać w tym miejscu, nie widując Noaha? Życie w Cherry Hills oznacza konieczność przyłączenia się do Watahy Jesieni, abym miała grupę, z którą mogę polować. A to nieuchronnie sprawi, że Noah zostanie moim Alfą.

To uświadomienie sobie posyła falę czystego przerażenia przez moje żyły i mimowolnie zaciskam pięści. Muszę znaleźć sposób, aby jakimś cudem go unikać…

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 3: Rozdział 3 - Ofiara mojego przyrodniego brata Alfa | StoriesNook