Z perspektywy Dominica
To było obłędne. Odchodziłem od zmysłów, zupełnie tracąc kontrolę. Dziewiętnastoletniej dziewczynie udało się dokonać tego, czego nie dokonała do tej pory żadna kobieta. Doprowadzała mnie do szaleństwa.
Kiedy wyjechałem od niej z domu i wsiadłem z powrotem do samochodu, odpiąłem spinki do mankietów i oprałem czoło o kierownicę.
„Urrrghhhhh, to kurwa jakieś szaleństwo” – warknąłem. „Ona doprowadza mnie do szału. Nienawidzę jej” – zacisnąłem dłonie na kierownicy i pozwoliłem, by łza frustracji spłynęła mi po policzku. To było najbardziej bolesne. Nie potrafiłem jej nienawidzić. Nie potrafiłem jej ignorować. A świadomość, że cierpiała przeze mnie, nie pozwalała mi się poddać.
Nie chciałem się poddawać.
Nagle na mojej twarzy pojawił się lekki uśmiech, gdy przypomniałem sobie, jaką sprawiało jej przyjemność ujeżdżanie mojej twarzy. Nie wiedziałem, że ma to w sobie. Sposób, w jaki mnie zdominowała sprawił, że wręcz pragnąłem być jej poddany. Zabiła moje podniecenie, stawiając własną przyjemność na pierwszym miejscu. Ale wcale mnie to nie zraziło, raczej zaszokowało. A jak mnie nazwała? Zabawką łóżkową?
Czyżbyśmy teraz grali w tę grę? Moje kochanie stawało się coraz odważniejsze.
Ale nieważne, jak bardzo była na mnie wściekła albo jak bardzo mnie nienawidziła; nie zamierzałem rezygnować z prób zadośćuczynienia. Potrzebowałem jej w moim życiu. Chciałem, by została moją żoną – nie na kolejne sześć miesięcy, ale na całe życie. Pragnąłem jej.
Nagle dzwonek mojego telefonu wyrwał mnie z tych myśli. Spojrzałem na identyfikator dzwoniącego, na którym widniało imię ‘Aliza’. Skoro dzwoniła o tak późnej porze, to musiało być coś pilnego.
Odebrałem połączenie i przełączyłem je na tryb głośnomówiący. „Słucham.”
„Panie Martinez. Mam dla pana wieści” – powiedziała, a w jej głosie usłyszałem pośpiech i odrobinę napięcia.
„O co chodzi?” – zapytałem, próbując całkowicie się skupić.
„Um, pani Sophie Carlton przebywa w mieście i była widziana w towarzystwie pana Kellena” – poinformowała mnie, a kiedy to usłyszałem, moje oczy szeroko otworzyły się w szoku.
„Sophie? Jesteś pewna?” – zapytałem, zerkając w stronę okna mojego kochania.
„Tak, proszę pana, jestem tego stuprocentowo pewna. Co więcej, myślę, że ma to związek z interesami we Włoszech, i że mogą pojawić się problemy dla pana oraz pani Martinez” – zakomunikowała, a ja zmarszczyłem brwi.
„Jakiego rodzaju problemy?” – zapytałem, a po krótkiej pauzie odezwała się przyciszonym, lekko wystraszonym głosem:
„Um, proszę pana, krążą plotki, że pan i... um, że pan i pani Roseline jesteście ze sobą związani kontraktem małżeńskim tylko na pół roku, i że to wszystko ze względu na Anderson Group of Companies” – kiedy skończyła mówić, przygryzłem wargi i skinąłem głową.
„Cóż, dopilnuj, żeby ta plotka nie trafiła na pierwsze strony gazet i dowiedz się, kto rozpuszcza takie fałszywe pogłoski” – rozkazałem i rozłączyłem się.
Co jest, kurwa?
Kto do cholery był tak zdesperowany, żeby zrujnować naszą dwójkę? Najpierw nasze kłótnie, a teraz to? Miałem zamiar wszystkich zabić.
Musiałem się tym zająć.
Natychmiast przekręciłem kluczyk w stacyjce i pojechałem z powrotem do domu. Po tym wszystkim, co wydarzyło się w domu Rosaline, nie zdołałem zmrużyć oka nawet na moment. Desperacko pragnąłem dokończyć naszą chwilę, ale bardziej niż to, pragnąłem zabrać moją żonę z powrotem do domu.
Następnego dnia przyszedłem wcześnie do biura, by móc doglądać bieżących spraw i śledzić najnowsze wiadomości. Na szczęście nie było w nich żadnych informacji na nasz temat. Gdyby do tego doszło, Rosaline byłaby na mnie jeszcze bardziej wściekła. A za nic w świecie nie mogłem pozwolić sobie na sprowadzenie na siebie złości mojego kochania.
„Dzień dobry, panie Martinez.”
Aliza weszła z kawą, a ja posłałem jej lekki uśmiech. Słabo go odwzajemniła. Na szczęście byłem dziś w dobrym humorze tylko z jednego powodu – spędziliśmy wczoraj ze sobą odrobinę czasu.
„Masz coś nowego?” – zapytałem. Zrobiła krok do przodu i położyła przede mną iPada. Moje brwi zmarszczyły się, kiedy pokazała mi zdjęcia Kellena i Sophie w okularach przeciwsłonecznych, dużych kurtkach i czapkach z daszkiem.
„Co to za miejsce?” – zapytałem.
„Um, jeden z włoskich hoteli” – powiedziała. Powiększyłem zdjęcie i zorientowałem się, że idą przez galerię.
„To nasz hotel” – rozpoznałem miejsce, a ona przytaknęła.
„Tak, proszę pana, na to wygląda” – potwierdziła, a ja na sekundę oderwałem wzrok od fotografii.
„Po co w ogóle poszliby do naszego hotelu? Przecież doskonale wiedzieliby, że kamery ich zarejestrują, i że obsługa niezwłocznie mi o wszystkim doniesie. Wrogość między mną a Kellenem stale bryluje w nagłówkach gazet, i jeszcze bardziej przybrała na sile po ślubie moim i Rosaline” – powiedziałam, a ona spojrzała na mnie lekko zdezorientowana, jakby pogrążona w głębokim zamyśleniu.
„Być może chcą zatuszować przed nami coś znacznie grubszego. Chodzi o to, że chcieli, byśmy właśnie to zobaczyli” – oznajmiła, a ja pokiwałem głową.
„O to, by nas wystraszyć, lub po to, by Kellen wzbudził moją zazdrość poprzez pieprzenie mojej byłej dziewczyny, chcąc mi to wyraźnie pokazać. Mam rację?” – zapytałem, a Aliza przytaknęła.
„Wygląda to na przemyślany plan” – dodała, a ja uważnie przestudiowałem zdjęcie.
„Hmm, nic nie szkodzi. Więc pociągnijmy tę grę dalej, dajmy im dokładnie to, czego chcą, i zobaczmy, co z tego wyjdzie” – powiedziałem, na co Aliza pokręciła głową.
„Ale proszę pana, nie sądzi pan, że powinniśmy coś z tym zrobić?” – zapytała. Pokręciłem głową.
„Jeszcze nie. Pozwólmy im się trochę zabawić” – powiedziałem i nagle zadzwonił mój telefon.
Błyskawicznie odwróciłem ekran i zobaczyłem imię: ‘Sophie’.
„I proszę, akcja się zaczyna” – powiedziałem, a ona skinęła głową i wyszła z gabinetu, by dać mi trochę prywatności.
„Halo” – odpowiedziałem, odbierając połączenie. Po drugiej stronie usłyszałem słabe ‘Halo’.
Zapadła kilkusekundowa, całkowita cisza. Nawet sam nie wiedziałem, dlaczego dotknęło to jakiejś wrażliwej struny w moim sercu; zupełnie tego nie chciałem.
„Um, wszystko u ciebie w porządku? Sophie, dlaczego dzwonisz?” – zapytałem, próbując szybko dojść do sedna. Byłem żonatym mężczyzną i utrzymywanie kontaktu z byłą dziewczyną nie było niczym właściwym, zwłaszcza, gdy z własną żoną nie było mi po drodze.
Nagle wybuchła płaczem, a ja opuściłem wzrok, zaciskając palce dłoni na krawędzi biurka. „Dominic!” – wykrztusiła przez łzy. „Dominic, potrzebuję cię. Ja po prostu... Ja właśnie poroniłam, a nikogo przy mnie nie ma.”
Ja pierdolę.
„Co?” – nie byłem w stanie opanować własnej reakcji.
„Gdzie teraz jesteś?” – od razu zapytałem. Jeśli w jej słowach znajdował się choć jeden procent prawdy, to martwiłem się o nią.
„Nigdzie. Po prostu siedzę w domu, całkiem sama, i cholernie się boję. Mój ojciec wstrzymał mi fundusze, a ja po prostu tak bardzo cię potrzebuję. Proszę, to znaczy... Wiem, że wziąłeś ślub i pewnie nawet nie masz ochoty patrzeć na moją twarz, ale proszę cię, tylko jedno spotkanie.” Prawie błagała, a ja podniosłem się z krzesła. Patrząc w stronę zegara ściennego, zastanawiałem się, co mam jej odpowiedzieć.
Nie potrafiłem odrzucić kobiety, która znalazła się w najgorszym momencie swojego życia. Zawsze wiedziałem o tym, jak mocno chciała zostać matką, a jej marzenie właśnie legło w gruzach. Z pewnością kogoś potrzebowała.
„Proszę, Dominic, tylko ten jeden jedyny raz, proszę, nie odmawiaj” – błagała dalej, a ja nie mogłem powstrzymać się od odpowiedzi.
„Och, w porządku, dobrze” – powiedziałem, próbując ją uspokoić.
„Jesteś pewien?” – zapytała, zanosząc się od jeszcze głośniejszego płaczu w słuchawce, a ja przytaknąłem.
„Mhm” – odparłem zamykając oczy.
„W porządku. Wyślę ci adres. Czy 18:30 ci odpowiada?” – zapytała, a ja odpowiedziałem: „Tak, może być” – na co się rozłączyła.
Nie wiedziałem, jak powinienem postąpić. Nie wiedziałem, czy wolno mi jej ufać. Gdy byliśmy parą, kochałem ją z całego serca, a jedna z jej cech uniemożliwiała jej kłamanie. Ale świadomość tego, że była widziana z Kellenem z tyłu mojej głowy sprawiała, że w żaden sposób nie potrafiłem jej zaufać.
Z drugiej strony, jedno spotkanie z pewnością nie wyrządziłoby nikomu krzywdy. Byłbym przy niej, tak po prostu – jak przyjaciel.
Wiadomość od niej z podanym adresem nadeszła godzinę później. Wróciłem po tym do pracy. Wyszedłem z biura o godzinie 18:00, planując dojechać do restauracji. Jednak kierowca powiadomił mnie, że to ona po mnie przyjechała.
Schodząc przed budynek, zauważyłem jej czarny samochód; czekała na mnie przed wejściem. Gdy na mnie spojrzała, na jej twarzy zarysował się blady, pełen bólu uśmiech. Zbliżyłem się do niej w milczeniu.
„Tak mi przykro z powodu sprawiania ci tego całego problemu. Jestem taką życiową porażką. Prze-przepraszam cię. Po prostu, w tamtym momencie, nie potrafiłam pomyśleć o żadnej innej osobie” – powiedziała. Postąpiła krok do przodu, by objąć mnie ramionami i zamknąć mnie w luźnym uścisku.
„Wszystko jest w porządku. Tak w ogóle, jak się trzymasz?” – zapytałem, kierując się na miejsce pasażera, po czym również wsiadła do samochodu.
„Staram się. Sama nie wiem, jak to wyrazić... Czułam, że prawie osiągnęłam wszystko, a potem przydarzyło mi się poronienie. Moje dziecko odeszło na zawsze, i wydaje mi się to największą możliwą stratą” – powiedziała, a ja ze zrozumieniem skinąłem głową.
„Przykro mi, że do tego doszło. Mam nadzieję, że wkrótce dasz sobie radę z tą stratą” – odpowiedziałem, nie mając pojęcia, o czym moglibyśmy jeszcze porozmawiać. Czułem się bardzo niezręcznie i niespokojnie. Pragnąłem w tamtej chwili po prostu być u boku Rose. Pragnąłem dla niej ugotować i patrzeć z radością na to, jak ona się w tym czasie uśmiecha.
Siedząc już w samochodzie, a w chwili, w której przekręciła kluczyk w stacyjce, zdałem sobie z czegoś sprawę: przebywałem z dala od Rosaline.
Zabrała mnie do świetnej, wykwintnej restauracji w obrębie Nowego Jorku, oddalonej o raptem 25 minut jazdy z tego miejsca.
Obiecałem jej to, a ona sama zarezerwowała dla nas wcześniej stolik, więc bez trudu we dwoje udaliśmy się na miejsce. To było wspaniałe miejsce; wystrój wnętrza, wyjście na balkon i słodka nuta zapachu unosząca się w powietrzu budowały wspaniały, niezwykły wręcz klimat.
Jednak miało to miejsce pewną drobną, ale niezaprzeczalną wadę – w ogóle nie sprawiało we mnie uczucia, o którym mógłbym wyrazić się w superlatywach.
„Masz ochotę się czegoś napić na początek?” – zapytała Sophie, powoli prowadząc mnie wzdłuż obrzeży baru. Skinąłem twierdząco.
„Nic mi się po tym nie stanie”. Usiadłem spokojnie na krześle, niemalże bezzwłocznie biorąc w dłonie telefon. Zrobiłem to automatycznie w celu napisania wiadomości do swojej Rose.
‘Jak się ma moje kochanie? Zjadłaś już coś? Tak bardzo za tobą tęsknię’
„Z kim piszesz?” – rzuciła krótkim pytaniem Sophie po usłyszeniu powiadomienia wysłania wiadomości. Odpowiedziałem krótko. „Z żoną.”
„Och, a co u niej słychać?” – wydało z siebie jej gardło. Skinąłem lekko głową dla barmana; postawił mi dokładnie to, czego oczekiwałem – solidną dawkę przestarzałej whiskey.
„Um... Z tego, co mi wiadomo, wciąż trzyma się bardzo dobrze. Przypuszczam też, że przygotowuje się na nadchodzące zajęcia” – powiedziałem do niej wprost, a jej twarz rozświetlił lekki uśmiech.
„Och, tak więc studiuje w college’u?” – zapytała. Delikatnie ruszyłem głową, potwierdzając usłyszane przeze mnie przypuszczenia.
„Zgadza się. Z ręką na sercu przyznam ci jednak, że wciąż potrafi prezentować się w olśniewająco piękny i oszałamiający sposób” – rzuciłem w eter absolutnie najczystszą miłość, wyzbywając się cienia zażenowania. Cichutko przełknęła zgromadzoną ślinę i zamyślona lekko opuściła wzrok w dół.
„Najwyraźniej... znalazłeś kogoś po mnie. Rozumiem” – wymamrotała te zaledwie cztery puste słowa; nie odezwałem się po nich i zażyłem skromny, acz wykwintny łyk.
„No dobra. Powiedz mi jeszcze – powiedz mi nieco więcej o was samych. Wygląda na to, że spotkało was tzw. małżeństwo z miłości, prawda?” – To z jej strony mogło w jakikolwiek sposób wpłynąć na mnie; nie wiedzieć czemu moje czoło marszczyło się i skurczyło samo przez się. Zastanawiałem się, po kiego licha w ogóle pociągnęła to za język i czemu byłoby to dla niej w najmniejszym stopniu istotne.
W ułamku sekundy, kierowany logiką i racjonalnym podejściem odpowiedziałem krótko:
„Dokładnie. Byliśmy na to zdani” – powiedziałem.
„Niesamowite. Niesamowicie słodkie i pociągające” – zrzuciła, a mój zmysł ostrożności momentalnie nakazał mi zlustrowanie najbliższej lokacji pod kątem potencjalnych problemów.
„Pamiętasz z autopsji, w jak gorący wręcz sposób zżywaliśmy się będąc ze sobą na tym samym froncie? Wybacz szczerość. Wszystkie randki za zamkniętymi i niezamkniętymi drzwiami... To, co wyrabialiśmy ze sobą w domu, albo chociażby nasze wręcz ociekające gorącem miłosne spotkania w naszej kuchni przy wszystkich domownikach w samym domu... Wszystko od wczesnego rana” – w tej części wyraziła szczery uśmiech i nutę entuzjazmu.
„W jakiś cudowny i wręcz nieuchwytny sposób za każdym razem, gdy mówiłeś mi, żebym bezstresowo oddała się pod twoje skrzydła ze świadomością, że wprost unikniemy kompromitacji. Nie obawiałeś się, a tuż za tym unosiłeś w górę rąbka mojej spódnicy i brałeś nas ze sobą do szalonej zabawy i pieszczot” – wrzuciła od siebie, budując we mnie z trudem trzymający się uśmiech bez entuzjazmu. Powoli... acz stopniowo chwyciłem jej gierki.






