Zdjął powoli dłoń z moich ud i chwycił moją rękę. — Jestem tu dla ciebie.
Powoli cofnęłam dłoń. — I to jest źródło wszystkich moich problemów. — Wstając, odeszłam, ale zauważyłam ludzi, którzy pilnie nas obserwowali.
— Odwiozę cię do domu — powiedział, obejmując mnie ramieniem i stając u mojego boku. W milczeniu podeszłam do jego samochodu, uciekając z jego objęć, które mimo chłodu wciąż wydawały






