Winda dzwoniąc otworzyła się na parterze. Sophia była w połowie drogi do wyjścia, kiedy nagle się zatrzymała.
Stała tam jakaś dziewczyna, zahaczając kciukami o kieszenie czarnej, skórzanej kurtki. Jej mankiety były postrzępione, odsłaniając nabijane ćwiekami bransolety, które wyglądały na celowo zniszczone. Każdy ruch jej nadgarstka sprawiał, że metal stukał jak luźne naboje.
Sophia wpatrywała się






