Spojrzenie Sierry było zbyt bezpośrednie, zbyt oczywiste.
Jonathan wydał z siebie krótki śmiech, w połowie rozbawiony, a w połowie poirytowany.
Zamiast zawracać sobie głowę czymkolwiek innym, po prostu pociągnął ją w swoje ramiona, razem z kocem.
„Moja wina? Hmm? Kto tu zakradł się do mojego pokoju w środku nocy? To ty rozpalasz ogień i odmawiasz jego ugaszenia.”
Mówiąc to, skubnął płatek jej ucha






