Moana
"Hej! Stój!" krzyknął mężczyzna z blizną na twarzy.
Biegłam tak szybko, jak tylko potrafiłam, błagając w myślach swoje nogi, by poruszały się prędzej, by odciągnęły mnie jak najdalej od tego nieuchronnego niebezpieczeństwa, które wyczuwałam. Słyszałam dźwięk ciężkich kroków uderzających o chodnik za moimi plecami; byłam tylko człowiekiem, a ci mężczyźni byli wilkołakami. Powinnam była wiedzieć, że nie mam najmniejszych szans, próbując im uciec.
Krzyczałam o pomoc, ale nikt się nie zjawił – nikt nigdy się nie zjawiał, gdy w tym mieście kobieta krzyczała o pomoc, i w tamtej chwili przeklinałam ich za to.
Dźwięk biegnących za mną mężczyzn stawał się coraz głośniejszy. Czułam się tak, jakby moje ciało do mnie nie należało, jakbym obserwowała własną walkę o życie z perspektywy trzeciej osoby.
Dwaj mężczyźni doganiali mnie. Byli już tak blisko, że wiedziałam, iż jeden fałszywy krok z mojej strony pozwoli im mnie złapać. Poczułam, jak czyjaś dłoń muska moje ramię, i pisnęłam, zmuszając się do jeszcze szybszego biegu, gdy zerknęłam przez ramię, by spojrzeć...
Trzask!
Wpadłam na coś twardego i szorstkiego: róg ceglanego budynku. Gdy zatoczyłam się do tyłu, a w głowie mi się zakręciło od uderzenia, czułam już tylko, jak chwytają mnie obce ręce. Mój wzrok zaczął się zamazywać, a ostatnią rzeczą, jaką zobaczyłam, był mężczyzna z blizną...
Ocknęłam się na tylnym siedzeniu samochodu. Głowa pulsowała mi tępym bólem i czułam, że zaraz zwymiotuję, co powstrzymywało mnie przed próbą krzyku czy walki. Dokąd ci obcy mężczyźni mnie zabierali?
"Obudziła się", rozległ się chrypliwy głos należący do mężczyzny z blizną.
Jęknęłam. Próbowałam coś powiedzieć, kazać im mnie wypuścić, ale z moich ust wydobył się jedynie niezrozumiały bełkot. Zatrzymali samochód i wysiedli, otwierając tylne drzwi i wyciągając moje bezwładne ciało z siedzenia.
Gdy na wpół nieśli mnie ku jakiemukolwiek losowi, który miał mnie czekać, moja głowa opadła bezwładnie na jedno z ich ramion. Nade mną górował ogromny apartamentowiec, w którym byłam jeszcze tego samego dnia.
Penthouse Edricka Morgana.
Poczułam, jak ogarnia mnie jeszcze większa słabość. Mężczyzna w skórzanej kurtce powiedział coś niezrozumiałego i wziął mnie na ręce, wnosząc do jasno oświetlonego holu. Usłyszałam, jak mężczyzna z blizną mówi coś do konsjerża, a po chwili rozległ się dźwięk otwierającej się windy.
Znów straciłam przytomność.
Kiedy obudziłam się ponownie, leżałam na czymś miękkim. Pokój był pogrążony w półmroku, rozświetlony jedynie blaskiem stojącej lampy.
Jęknęłam i spróbowałam usiąść; jakimś cudem mi się to udało, chociaż zawroty głowy tylko się nasiliły.
"Nieźle uderzyłaś się w głowę, co?" odezwał się znajomy męski głos. Skrzywiłam się, gdy poczułam, jak wilgotny materiał dotyka mojego obolałego czoła, podczas gdy druga dłoń podtrzymywała mnie za plecy, gdy próbowałam utrzymać się w pozycji siedzącej.
"Gdzie ja jestem...?"
"Jesteś z powrotem w penthousie."
Zamrugałam kilkakrotnie. W końcu moim oczom ukazała się diabelnie przystojna twarz Edricka Morgana. Kucał przede mną z pełnym troski wyrazem twarzy, przykładając wilgotny materiał do mojego czoła. Pomyślałam, wracając powoli do zmysłów, że potajemnie nakryłam go na okazywaniu mi odrobiny troski; w innych okolicznościach poczułabym, że jest między nami jakaś chemia.
"Dlaczego pan mnie tu przywiózł?" wyszeptałam, zbyt słaba, by mówić głośniej.
"Dlaczego uciekłaś?" zapytał zamiast odpowiedzi, a jego twarz znów stała się zimna, gdy tylko zobaczył, że na niego patrzę.
Nie odpowiedziałam. Wzdychając, Edrick odłożył myjkę i wsunął mi pod plecy kilka miękkich poduszek, aby pomóc mi utrzymać pozycję, po czym wstał i podszedł do okna, by wyjrzeć na ulicę.
"Podpisałaś już umowę", powiedział. "To niegrzeczne z twojej strony uciekać w ten sposób. Próbuję tylko pomóc."
"Próbuje pan pomóc, nasyłając na mnie w środku nocy na ulicy dwóch przerażających mężczyzn?"
Edrick odwrócił się z powrotem w moją stronę. Jego wyraz twarzy był, co nie było zaskoczeniem, zimny i pozbawiony emocji.
"Czego ode mnie oczekiwałaś? Nigdy nie zrobiliby ci krzywdy. Z tego co słyszałem, zaczęłaś uciekać z krzykiem, zanim w ogóle zdążyli się do ciebie odezwać."
Jęknęłam znowu i zamknęłam oczy, delikatnie dotykając palcami czoła, gdy zalała mnie kolejna fala zawrotów głowy. Przez zamknięte powieki zobaczyłam, jak wysoka sylwetka Edricka znów się do mnie zbliża i kuca przede mną. Ponownie wziął myjkę i przyłożył ją do mojego czoła. Gdy to zrobił, usłyszałam ciche kliknięcie otwieranych drzwi.
"Dziękuję, Selino", powiedział. Uchyliłam powieki i zobaczyłam, jak gospodyni podaje mu fiolkę tabletek. Otworzył ją, wysypał dwie na dłoń, po czym podał mi je wraz ze szklanką wody. "To tylko Advil", powiedział, zauważając moje wahanie przed wzięciem tabletek. "Na ból. Nie martw się, nie odurzyłbym cię."
Zmarszczyłam brwi, ale ostrożnie wzięłam tabletki, wrzuciłam je do ust i popiłam wodą ze szklanki. Usłyszałam oddalające się kroki Seliny, a następnie dźwięk zamykanych drzwi.
"Wiesz, próbowaliśmy do ciebie dzwonić", powiedział, siadając na oparciu fotela naprzeciwko mnie i krzyżując ramiona na piersi. "I to kilka razy. Okazało się, że przypadkiem zostawiłaś tu swój telefon". Wyciągnął mój telefon z kieszeni i rzucił mi go na kolana. Ekran podświetlił się, pokazując pięć nieodebranych połączeń.
"Dziękuję", powiedziałam, wsuwając telefon do własnej kieszeni. "Ale powinien pan wiedzieć, że nie mam zamiaru dalej dla pana pracować."
"Spodziewałem się, że to powiesz", odparł. "Przypuszczam, że równie dobrze mógłbym po prostu znaleźć kogoś innego na twoje miejsce, i szczerze mówiąc, sam wolałbym takie rozwiązanie w tym momencie, ale wygląda na to, że Ella bardzo cię polubiła."
Zmarszczyłam czoło. "Ella wydawała się zbyt zdenerwowana naszą... krótką wspólną historią... by chcieć mieć ze mną cokolwiek wspólnego."
Edrick jedynie wzruszył ramionami, po czym zawołał przez ramię w stronę drzwi. "Wejdź, Ello. Powiedz Moanie to, co powiedziałaś mnie."
Usiadłam prosto i spojrzałam przez ramię, widząc, jak Ella z zawstydzeniem wchodzi do pokoju. Patrzyła w podłogę i bawiła się kokardą przy swojej sukience, wyglądając na zmieszaną.
"Śmiało, Ello", powiedział łagodnie Edrick. "Wszystko jest w porządku."
"Przepraszam, że na ciebie nakrzyczałam", wyszeptała. Spojrzała na mnie i jej oczy rozszerzyły się, gdy mnie zobaczyła. "Co się stało?"
Uniosłam dłoń, by dotknąć czoła, po czym pokręciłam głową i wyciągnęłam do niej rękę. "Wszystko u mnie w porządku. Po prostu uderzyłam się w głowę, to wszystko."
Ella niepewnie podeszła do mnie, wkładając swoją małą dłoń w moją, gdy uważnie studiowała moją twarz. "Myślałam, że mnie okłamałaś", powiedziała. "Ale potem przypomniałam sobie, że pytałaś mnie o moich rodziców, a tatuś powiedział mi, że nie wiedziałaś, kim on jest, kiedy przyszłaś wczoraj się ze mną zobaczyć. Więc ci wybaczam."
"Chcesz, żeby Moana została?" zapytał Edrick.
Ella energicznie pokiwała głową. "Tak. Tak dobrze się dzisiaj bawiłyśmy. Chcę się z tobą bawić każdego dnia."
Słowa małej dziewczynki sprawiły, że się uśmiechnęłam i zapomniałam o wszystkim innym. Jak mogłam jej odmówić?
"W porządku", powiedziałam do Elli, spoglądając krótko na Edricka, który przypatrywał mi się lodowatym wzrokiem. "Zostanę. Ale tylko jeśli obiecujesz, że następnym razem, gdy się na mnie zdenerwujesz, po prostu ze mną porozmawiasz. Zgoda?"
Ella skinęła głową na znak zgody. "Obiecuję". Następnie przysunęła się bliżej i złożyła dłonie w łódeczkę przy moim uchu. "Jeśli mój tatuś ma z kimś być, to chyba nie mam nic przeciwko temu, żebyś to była ty". Odsunęła się z uśmiechem na twarzy, po czym poklepała mnie po ramieniu i wybiegła z pokoju, zanim zdążyłam odpowiedzieć.
To, co powiedziała, było tak bardzo dojrzałe... Dzieci potrafią być czasem takie dziwne!
"A więc, ustalone?" zapytał Edrick, gdy tylko zniknęła. "Zostaniesz?"
Jego głos był pozbawiony wyrazu, ale wyczułam w nim nutę błagania. Jakimś sposobem wiedziałam, że Ella nie była jedyną osobą, która chciała mojego pozostania.
"Tak", powiedziałam. "Zostanę."






