languageJęzyk

Rozdział 8 Eliksir usypiający

Autor: Aeliana Moreau 4 kwi 2026

Moana

Po całym tym zamieszaniu w moją pierwszą noc zatrudnienia, pierwszy tydzień minął gładko i bez najmniejszych przeszkód. Ella była słodką, małą dziewczynką i opieka nad nią nie sprawiała prawie żadnych trudności, o ile w ogóle. Prawdę mówiąc, pod koniec mojego pierwszego tygodnia zaczęłam czuć się trochę winna, pobierając tak wysoką pensję za tak łatwą pracę, więc zaczęłam pomagać Selinie i pokojówkom w penthousie, gdy nie byłam zajęta Ellą. Pomoc w sprzątaniu, gotowaniu, praniu i robieniu zakupów nie tylko sprawiła, że czułam się lepiej z przyjmowaniem pensji, ale też sprawiła, że mniej się nudziłam, gdy nie miałam nic innego do roboty. Nie uczyniło to Seliny ani pokojówek bardziej przyjaznymi w stosunku do mnie, ale z pewnością wydawało się odrobinę łagodzić ich nastawienie w miarę upływu dni.

Utrzymywałam również dystans, choć w uprzejmy sposób, w relacji z Edrickiem. Nie było go zbyt często, zazwyczaj wracał do domu późno w nocy, więc utrzymanie dystansu było proste.

Zaczęłam jednak zauważać pewne dziwne zjawisko. W kuchni znajdowała się szuflada, którą Selina co jakiś czas otwierała małym kluczykiem; nie zwracałam na to zbytniej uwagi, po prostu zakładając, że to coś prywatnego. Jednak pewnego popołudnia, gdy pomagałam obierać ziemniaki w kuchni, a Ella była zajęta lekcją gry na skrzypcach, zauważyłam, jak Selina wchodzi z papierową apteczną torbą. Przyglądałam się w milczeniu, jak dyskretnie otwiera torbę, odklucza szufladę i wysypuje do niej zawartość torby.

"Selino! Możesz mi pomóc?" zawołała nagle Amy z drugiego pokoju. Brzmiała, jakby siłowała się z czymś ciężkim.

"Już idę", odpowiedziała Selina. Zostawiła pustą, papierową torbę na blacie i pośpiesznie odeszła, nieumyślnie zostawiając otwartą szufladę.

Próbowałam skupić się na obieraniu ziemniaków, ale jeśli już jakaś byłam, to bardzo ciekawska – prawdopodobnie to cecha, której nabrałam dorastając w sierocińcu – i nie mogłam się powstrzymać przed cichym zakradnięciem się do tajemniczej szuflady.

Moje brwi ściągnęły się, gdy ją otworzyłam, odkrywając buteleczki tabletek ustawione jedna po drugiej.

"Ambien..." wyszeptałam do siebie, podnosząc jedną z buteleczek i czytając etykietę. Dlaczego w tej szufladzie było tyle tabletek nasennych?

"Ekhm."

Podskoczyłam, słysząc za plecami, jak Selina odchrząkuje, i przypadkiem upuściłam trzymaną w dłoni buteleczkę, z przerażeniem obserwując, jak toczy się po podłodze i ostatecznie zatrzymuje przed stopami Seliny.

"Bardzo przepraszam", wybełkotałam.

Selina westchnęła i pochyliła się, by podnieść buteleczkę. Ominęła mnie i wrzuciła ją z powrotem do szuflady, ponownie ją zamykając i przekręcając klucz.

"Nie chciałam węszyć", powiedziałam pośpiesznie. "Po prostu zauważyłam, że zostawiłaś niezamkniętą szufladę, i..."

"W porządku", odpowiedziała Selina, wrzucając mały kluczyk do kieszeni fartucha. "Zakładam, że to była tylko kwestia czasu, zanim zaczniesz być ciekawa."

Odwróciłam się i patrzyłam, jak Selina podchodzi do piekarnika. Wsunęła na dłoń pikowaną rękawicę kuchenną i wyciągnęła parujący bochenek chleba, po czym użyła rękawicy, by odegnać nieco pary.

"Mogę zapytać, dla kogo to?" zapytałam. "Te tabletki, to znaczy."

"Pan Morgan ma problemy ze snem już od lat", odpowiedziała, nie odwracając się do mnie, gdy odwróciła foremkę do góry dnem i pozwoliła, by świeży bochenek chleba upadł z plaśnięciem na deskę do krojenia. "Jego dawki ostatnio stają się coraz silniejsze. Nie jestem pewna, czy te tabletki w ogóle mu na tym etapie pomagają."

"To nie jest dobre dla jego organizmu", powiedziała pokojówka Lily, wchodząc do kuchni z koszem czystej pościeli. "Te tabletki są za silne. I uzależniające. Winię za to tę kobietę..."

"Lily!" warknęła Selina, obracając się gwałtownie, by spiorunować Lily wzrokiem.

"Przepraszam", mruknęła Lily, po czym kontynuowała swoją pracę.

Zmarszczyłam brwi, zakładając, że raczej nie dowiem się, kim jest "ta kobieta", i wróciłam do obierania ziemniaków, rozmyślając o Edricku. Za każdym razem, gdy z nim rozmawiałam, od kiedy go poznałam, nigdy nie wydawał się zbytnio zmęczony – i teraz, gdy o tym pomyślałam, obudził się niemal w tym samym czasie co ja, gdy spędziliśmy razem noc w hotelu.

...

Miałam okazję na własne oczy doświadczyć braku snu Edricka jeszcze tej samej nocy.

Właśnie położyłam Ellę do łóżka. Nalegała, abym przeczytała jej nie jedną, nie dwie, ale trzy bajki na dobranoc, zanim w końcu zasnęła w połowie trzeciej, więc nie spałam znacznie dłużej niż zwykle. Normalnie o tej porze siedziałabym już zaszyta w swoim pokoju, mając słuchawki na uszach i słuchając cichej muzyki, szkicując w notatniku na balkonie, co oznaczało, że rzadko wpadałam na Edricka o tej porze w nocy.

Gdy jednak wracałam do swojego pokoju, usłyszałam dźwięk tłuczonego szkła w salonie, a po nim stłumione "Cholera".

Pospieszyłam w stronę źródła dźwięku, martwiąc się, że Edrick zrobił sobie krzywdę; kiedy weszłam do salonu, zobaczyłam, jak stoi na środku pokoju, ze zmarszczonymi brwiami spoglądając na podłogę. Balansował z laptopem w jednej dłoni i gapił się na podłogę przed sobą, gdzie na drewnie rozbił się kieliszek do wina, a czerwone wino zebrało się wokół jego bosych stóp.

Gdy usłyszał, że wchodzę, gwałtownie uniósł głowę, by na mnie spojrzeć. Jego twarz wyglądała chorobliwie blado. W jego oczach kryło się też coś jeszcze.

Był pijany.

"Potrzebuje pan pomocy?" zapytałam.

Edrick pokręcił głową. "W porządku. Pokojówka sprzątnie to rano."

Zmarszczyłam brwi i wyminęłam go, żeby przynieść z kuchni ręcznik i miotłę. "Bzdura", powiedziałam, odsuwając go na bok, gdy wróciłam. Kucnęłam przed nim, by zetrzeć wino z podłogi, po czym zmiotłam potłuczone szkło na szufelkę i wyrzuciłam do kosza. "Widzi pan? Zajęło to pięć sekund."

Edrick chwiał się przez chwilę lekko w miejscu, po czym obrócił się na pięcie w stronę kuchni. "Potrzebuję kolejnego kieliszka", wymamrotał.

Moje brwi ściągnęły się jeszcze bardziej. Złapałam go za ramię, biorąc go z zaskoczenia, i poprowadziłam w stronę sofy. "Niech pan tu usiądzie", powiedziałam stanowczo, jakby był dzieckiem. "Ja panu przyniosę."

Nie oponował, gdy poszłam do kuchni przynieść mu kolejny kieliszek – ale kiedy wyjęłam kieliszek i podniosłam do połowy pustą butelkę, by nalać mu wina, rozmyśliłam się i zamiast tego napełniłam szklankę świeżą, zimną wodą. Kiedy wróciłam i podałam szklankę Edrickowi, zmarszczył brwi.

"To nie jest wino."

"Nie, nie jest", odpowiedziałam. "I tak jest pan już wystarczająco pijany. Chciałby pan, by pana córka tu przyszła i zobaczyła pana w takim stanie? Poza tym, alkohol nie pomoże panu zasnąć. Jeśli już, to utrzyma pana na jawie i zostawi rano z bólem głowy."

Edrick milczał przez kilka chwil, wpatrując się w szklankę z wodą w swojej dłoni.

"Wiesz o moich problemach ze snem?" zapytał, podnosząc na mnie wzrok z uniesionymi brwiami.

Skinęłam głową. "Widziałam tabletki", odpowiedziałam, robiąc pauzę. "Czy tak jest każdej nocy?"

Edrick zawahawszy się, skinął głową. "Każdej nocy. Z wyjątkiem tego jednego razu ostatnio..."

Jego głos załamał się i zanim zdążyłam poprosić go, by kontynuował, jego twarz powróciła do swojego zwykłego, chłodnego wyrazu. Odstawił szklankę z wodą na stolik kawowy i zaczął pisać na laptopie.

"Dziękuję za wodę", powiedział. "Możesz już iść."

...

Gdy spałam tamtej nocy, miałam dziwny sen. Stałam na klifie, patrząc w morze. Przemawiał do mnie jakiś bezcielesny głos.

"Jestem twoją wilczycą... Mam na imię Mina..." głos mówił powoli i cicho, niczym wiatr.

Ale kiedy poszukałam źródła tego głosu, nikogo tam nie było.

Rano obudziłam się gwałtownie, czując się nieswojo po tym dziwnym śnie. Czy spędziłam już tak dużo czasu mieszkając z wilkołakami, że ich zwyczaje zaczynały wkradać się do moich snów?

Drżąc, usiadłam i przetarłam oczy.

Gdy mój zaspany wzrok zaczął łapać ostrość, niemal krzyknęłam.

Ktoś był w moim łóżku... I był to Edrick.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 8: Rozdział 8 Eliksir usypiający - Pułapka Niani Alfy: Związać się z Szefem Mojego Byłego | StoriesNook