languageJęzyk

1

Autor: Aeliana Moreau 13 cze 2026

W dniu moich osiemnastych urodzin bogini księżyca całkowicie mnie zadrwiła.

Dowiedziałam się, że moja matka została zgwałcona, a gwałcicielem był ten PRZEZNACZONY, na którego czekałam od lat.

— Po prostu powiedz mi, gdzie jest ta suka, żebym mógł mieć te przeprosiny z głowy.

Zamarłam w pół kroku, gdy jego oczy spotkały moje. Rozpoznałam go – to był syn Bety, Vance – ale co ważniejsze, poczułam, jak coś porusza się w moim wnętrzu. Moja zazwyczaj uśpiona wilczyca przebudziła się i wyła w mojej głowie w kółko to samo słowo.

„PRZEZNACZONY...”

Cofnęłam się gwałtownie. — Nie, nie, to nie może być prawda.

Jego twarz wykrzywiła się w pełnym odrazy warknięciu. — Nie będę miał omegi za partnerkę.

Poczułam furię na jego słowa. — A ja nie będę miała gwałciciela za swojego. Jak śmiałeś skrzywdzić moją matkę? Ja, odrzucam cię jako...

Poruszył się tak szybko, że ledwo zdążyłam zareagować. W jednej chwili był na drugim końcu pokoju, w następnej jego dłoń zacisnęła się na moim gardle. Drapałam go, tocząc krew, a gdy nie chciał mnie puścić, cofnęłam nogę i kopnęłam go prosto między nogi. Natychmiast mnie puścił, klnąc przy tym jak szewc.

— Ty suko — wycedził przez zęby. — Jak śmiesz mnie odrzucać.

— Nie chcę mieć z tobą nic wspólnego. Ale to tylko ja mogę odrzucić — jego oczy błysnęły gniewem. — Ja, przyszły Beta Vance, odrzucam ciebie, żałosną Omegę Elrę, jako moją partnerkę.

Ból przeszył każde włókno mojego ciała, sprawiając, że z trudem łapałam oddech, ale zacisnęłam zęby i spojrzałam mu prosto w twarz.

— Przyjmuję twoje odrzucenie i dopilnuję, żebyś zapłacił za to, co zrobiłeś mojej matce. Zapamiętaj moje słowa, Vance.

Na te słowa roześmiał się. — Jesteś omegą, gdybyś zapomniała. To twoje słowo przeciwko mojemu i wszyscy staną po mojej stronie. Spróbuj mnie dopaść, a pożałujesz.

Miał rację. Choć nienawidziłam się do tego przyznać.

Szukałam sprawiedliwości, zgłaszając incydent do sądu. Jednak jego ojciec, Beta, interweniował, oferując pokrętne „rozwiązanie” – zaaranżują moje przeniesienie do elitarnej szkoły dla Alf, skutecznie mnie uciszając i chroniąc go przed konsekwencjami jego czynów. Jeśli odmówię, życie mojej matki będzie zagrożone.

Mamę wypuszczono dzień przed moim wyjazdem do szkoły i nie mogłam jej powiedzieć, co dokładnie się stało. Alfa skłamał jej, że wygrałam specjalne stypendium. Była dość bystra, by wiedzieć, o co chodzi, ale żadna z nas nic nie mogła zrobić. Nie mogłam jej powiedzieć, że grożono jej śmiercią. Czułam się, jakby mnie przekupiono, bym milczała, a sama ta myśl sprawiała, że krew we mnie wrzała, ale stawką było jej życie.

Czytałam o tej szkole i dowiedziałam się, że co roku najlepsi uczniowie otrzymywali wysokie stanowiska w watasze. Brzmiało to nieprawdopodobnie, ale wiedziałam, że jeśli wytrzymam rok, jeśli dam z siebie wszystko, to może zostanę prymusem, zostanę Gammą i w końcu wywalczę sprawiedliwość dla mojej matki.

To była jedyna myśl, która pozwalała mi zachować zmysły podczas jazdy samochodem. To była jedyna rzecz, która pozwalała mi udawać normalność, gdy po raz pierwszy opuszczałam dom, udając się do szkoły, o której nic nie wiedziałam.

Szkoła, o której mowa, była ogromnym kompleksem z potężnym zamkiem. To był największy budynek, jaki widziałam w życiu, wraz z wieżami. Moje oczy rozszerzyły się jak spodki, a słysząc parsknięcia strażników na moją reakcję, nawet nie raczyłam zwrócić na nich uwagi.

Uczniowie kręcili się wokół, a ja czułam ich zaciekawione spojrzenia, gdy wysiadałam z auta.

„Tylko na nią popatrzcie – wyobrażacie sobie, obrzydliwa omega pośród nas?”

„Jak myślicie, jak się tu dostała? Pewnie przez łóżko na sam szczyt”.

Większość z nich miała na twarzach drwiące uśmiechy, a ich śmiech odprowadzał mnie wzrokiem. W naszej watasze nie było wielu omeg, więc wiedzieli, kim jestem. Czułam się jak intruz w swojej zapiętej pod szyję koszuli i spódnicy.

— Cześć, ty musisz być Elara — głos za moimi plecami sprawił, że podskoczyłam. Odwróciłam się i zobaczyłam młodego chłopaka w moim wieku.

Był blondynem o włosach sięgających ramion i intensywnie zielonych oczach. Był atrakcyjny, ale w taki uroczy, chłopięcy sposób. Jego oczy wydawały się łagodne; wyglądał na kogoś, kto mógłby być księciem w bajce.

Emanował bogactwem, od sposobu, w jaki miał ułożone włosy, po drogi zegarek na ręce. Mimo to na jego twarzy malował się uśmiech, gdy wyciągnął do mnie dłoń. Przyglądałam się jej przez chwilę, zastanawiając się, czy jest szczery, zanim ją uścisnęłam.

— Jestem Julian i będę twoim studenckim przewodnikiem — wyjaśnił. — Dzisiaj odbywa się bal orientacyjny.

Dopiero wtedy zauważyłam, że ma na sobie skrojony na miarę garnitur i krawat. Poprowadził mnie w stronę sali. Usłyszałam głośną muzykę, zanim jeszcze zobaczyłam wnętrze i po raz n-ty tego dnia moje usta otworzyły się z szoku. Sala była większa niż mój dom i udekorowana po sam sufit. Stały tam stoły i krzesła, przy których siedzieli uczniowie i rozmawiali. Nie widziałam ani jednego nauczyciela ani opiekuna; byli tylko pijący i śmiejący się młodzi ludzie.

— Myślałam, że mówiłeś, że to kolacja zapoznawcza — szepnęłam do Juliana, który tylko wzruszył ramionami.

— Właściwa część orientacyjna odbywa się między szóstą a siódmą. To jest afterparty, jedyna rzecz, która się liczy. — Odszedł, nie dając mi szansy na dodanie czegokolwiek.

Nie byłam pewna, co sądzić o tym, że nie powiedziano mi prawdy wcześniej. Wolałabym być obecna na właściwej orientacji. Zostałam sama i przez następne trzy godziny, które tam przesiedziałam, nikt do mnie nie podszedł.

Gdy sytuacja zaczęła wyglądać żałośnie, zmusiłam się do wstania. Kolejna rzecz wydarzyła się tak szybko, że ledwo zdążyłam ją zarejestrować. Próbowałam wyjść, gdy poczułam parę dłoni między łopatkami. Zostałam popchnięta naprzód, prosto w ramiona jakiegoś mężczyzny. Nie byłam pewna, czy to alkohol sprawił, że wcześniej go nie wyczułam, ale teraz, gdy byłam blisko, jego zapach był wszędzie.

— Ja... — słowa uwięzły mi w gardle, gdy zdałam sobie sprawę, kto mnie trzyma. W całej watasze nie było osoby, która nie znałaby Kaelena. Był notorycznym podrywaczem, ale co najważniejsze – synem Alfy. Zapłonął we mnie gniew, bo wyglądał dokładnie jak swój ojciec, ale wiedziałam, że jeśli chcę tu przetrwać, muszę trzymać się od niego z daleka. — Przepraszam, powinnam już iść.

— Czekaj — zacisnął uścisk na moim ramieniu. — Chyba sobie żartujesz.

Poczułam déjà vu, gdy mnie dotknął. To było uczucie, którego już wcześniej doświadczyłam i o mało nie krzyknęłam. Bogini miała okrutne poczucie humoru.

PRZEZNACZONY.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki