Moje zmysły musiały być tak oszołomione, że nie zauważyłam tego wcześniej. Przewidywałam jego następne słowa. To było jak powtórka z Vance’em. Otworzył usta, by przemówić, gdy nagle usłyszałam przeciągły głos za plecami.
— Czy jest jakiś powód, dla którego trzymasz ręce na mojej partnerce, Kaelenie? — odezwał się ktoś. To był nieznajomy głos. Odwróciłam się, by znaleźć jego źródło i ogarnęło mnie niedowierzanie.
To było niemożliwe.
Miałam dwóch przeznaczonych jednocześnie.
Większość ludzi ma szczęście, jeśli spotka jednego partnera w całym życiu, a ja jakimś cudem miałam trzech, z czego jeden już mnie odrzucił. Drugi mężczyzna był równie przystojny jak Kaelen. Obaj mieli ciemne włosy, ale tam, gdzie Kaelen miał ciemne oczy jak jego ojciec, ten drugi miał lodowatobłękitne spojrzenie. Kaelen był wyraźnie wyższy, ale od tego drugiego biła aura niebezpieczeństwa.
— To zabawne, Zavianie, bo ona jest moją partnerką — odparł Kaelen, a w sali zapadła taka cisza, że można by usłyszeć upadek szpilki. Moje policzki zapłonęły różem ze wstydu, bo czułam na sobie wszystkie spojrzenia.
Poczułam czyjąś obecność za sobą i para ramion spoczęła na moich nagich barkach. Zamarłam, gdy mężczyzna stojący za mną przesunął nosem wzdłuż mojej szyi. Nigdy wcześniej nie byłam tak blisko żadnego mężczyzny, nie mówiąc już o byciu uwięzioną między dwoma.
— No proszę, jesteś kimś wyjątkowym, skarbie — zażartował Zavian, a ja już wiedziałam, że jest typem chłopaka, któremu kobiety jedzą z ręki. Odwrócił mnie tak, bym patrzyła na niego, a jego oczy mnie zahipnotyzowały. — Przynajmniej jesteś śliczna, byłoby niezręcznie, gdyby było inaczej. Powiedz mi, jak masz na imię, słonko.
— Zbierasz teraz przybłędy, Zavianie?
— Tylko jeśli są dość ładne, by je zatrzymać.
Wszyscy wybuchnęli śmiechem, a ja poczułam jego słowa niczym fizyczny cios. Obiecałam sobie, że nie będę płakać, więc wyprostowałam ramiona i wyrwałam się z jego uścisku.
— Mylisz się, myśląc, że chcę któregoś z was — wyplułam, zanim zdążyłam ugryźć się w język. — Chcę po prostu wyjść.
Odwróciłam się, by odejść, ale Zavian nagle wyrósł przede mną. Jego bliskość sprawiła, że moje ciało ożyło w sposób, o jaki go nie podejrzewałam. — Nie mówisz poważnie, nie chcesz się trochę zabawić?
— Nie chcę — mój głos brzmiał bardziej jak cicha prośba.
— No to szkoda — pochylił się i musnął wargami małżowinę mojego ucha. Jego głos był gorący i sprawił, że zacisnęłam uda. — Niestety, ja mam ochotę na zabawę.
Ledwo zdążyłam pojąć, co się dzieje, gdy pchnął mnie, a ja poleciałam prosto na stół z przekąskami.
Moje policzki płonęły ze wstydu. Widziałam błyski telefonów, gdy ludzie rzucili się, by filmować to zajście. Moi przeznaczeni stali nade mną, śmiejąc się wraz z całą resztą szkoły.
Zavian podszedł do mnie, wyciągając rękę. — Pozwól, że ci pomogę, kochanie.
Ujęłam jego dłoń, ale w ostatniej chwili mnie puścił, a ja znów upadłam. Śmiech stał się jeszcze głośniejszy, a pod powiekami piekły mnie łzy wściekłości. Jak mogłam marzyć o zostaniu Gammą, skoro takie rzeczy działy się już pierwszego dnia? Byłam zdeterminowana, by nie płakać, podnosząc się z ziemi. Splotłam ramiona na piersi, by chronić resztki godności i zwróciłam się do Zaviana.
— Mam nadzieję, że poczułeś się lepiej — mój głos był głośny i wyraźny. Wszyscy zamilkli, przypuszczalnie dlatego, że nikt nigdy tak do niego nie mówił. — Czy sprawia ci przyjemność znęcanie się nad ludźmi?
Gniew odmalował się na jego twarzy i zrobił powolny krok w moją stronę, ale Kaelen położył rękę na piersi Zaviana. — Przestań, Zavian. Myślę, że już wystarczy.
Spojrzałam na Kaelena osłupiała. Nigdy bym się nie spodziewała, że akurat on stanie w mojej obronie, ale on nawet na mnie nie patrzył. Oparł się o jeden ze stołów z rękami skrzyżowanymi na piersi i obojętnym wyrazem twarzy.
— Nagle zrobiło ci się jej żal, Kaelenie? — przeciągnął Zavian, a Kaelen w końcu odwrócił się w moją stronę.
— Po prostu chciałbym zostać wykluczony z tej narracji. Pozwól jej odejść, myślę, że widzieliśmy już dość.
Zauważyłam błysk czegoś w oczach Zaviana, ale zniknął, zanim zdołałam go rozszyfrować. Odsunął się, robiąc mi przejście. Ruszyłam przed siebie z wysoko uniesioną głową, bo nie było mowy, bym dała im poznać, że mnie zranili. Prawie go minęłam, gdy wyciągnął rękę i zacisnął palce na moim nadgarstku.
— To jeszcze nie koniec, moja mała partnerko — wycedził. Próbowałam wyrwać rękę, ale jego uścisk był mocny. — Będę czerpał wielką radość z zabawy z tobą.
Ugryzł mnie w płatek ucha, a ja znienawidziłam sposób, w jaki moje ciało na niego zareagowało. Nie zamierzałam pozwolić mu na ostatnie słowo, więc odwróciłam się do niego z dzikim spojrzeniem.
— To, kurwa, powodzenia — wyplułam, po czym ostatecznie wyrwałam rękę i wypadłam z sali.
Szepty uczniów i obiektywy ich aparatów odprowadzały mnie wzrokiem; wiedziałam, że jutro będę na językach całej szkoły.






