languageJęzyk

4

Autor: Aeliana Moreau 13 cze 2026

Usta Zaviana wykrzywiły się w wiedzącym uśmieszku. Po ostatnim, przeciągłym muśnięciu mojej skóry, rozluźnił uścisk i cofnął się. — Do następnego razu, mała wilczyco — wymruczał niskim, zmysłowym głosem.

I tak po prostu odszedł, zostawiając mnie w stanie całkowitego roztrzęsienia.

Wtedy na moją ławkę opadła wypielęgnowana dłoń. Dziewczyna stojąca przede mną była przepiękna. Miała długie, proste czarne włosy sięgające ramion i przeszywające zielone oczy.

— Za kogo ty się, kurwa, uważasz, suko? — wypluła. Nie znałam jej. Zaczęłam coś mówić, gdy nagle poczułam piekący ból na policzku. — Trzymaj się z dala od Kaelena.

— Nie znasz mnie, ale ja znam ciebie — wycelowała palec w moją twarz. — Nazywam się Sloane i jestem dziewczyną Kaelena. Nie wiem, w co pogrywałaś wczoraj, ale nie możesz być jego partnerką. Jesteś brudną omegą.

— A ty jesteś suką z przerośniętym ego — odcięłam się, a przez klasę przeszedł szmer niedowierzania. — Nie jestem twoją zabawką i nie jestem kimś, po kim możesz deptać. Jeśli jeszcze raz mnie uderzysz, dopilnuję, żebyś pożałowała.

Otworzyła usta, by odpowiedzieć, gdy nagle jej ramiona zaczęły drżeć. Wiedziałam, że udaje, bo nie było żadnego powodu do płaczu. Zrozumiałam to dopiero wtedy, gdy poczułam obok siebie czyjąś obecność. Nauczyciel, mężczyzna w średnim wieku, patrzył na mnie z góry z surową miną.

— To twój pierwszy dzień, Elaro, a już sprawiasz problemy. — Próbowałam się bronić, ale mi przerwał. — Sloane jest córką Gammy. Narażasz szkołę na wielkie kłopoty, denerwując ją.

— Ale ja nic nie zrobiłam! — wykrzyknęłam. — To ona do mnie podeszła, ona mnie uderzyła. Zapytajcie innych.

Zwróciłam się do reszty klasy, ale wszyscy albo mnie ignorowali, albo bezczelnie kłamali, że ona nic nie zrobiła. Moje policzki zapłonęły z oburzenia; doskonale wiedziałam, w co wpadłam. Ta szkoła miała swoją hierarchię, a ja byłam na samym dnie.

— Wygląda na to, że wszyscy inni mają inną wersję wydarzeń.

— Bo wszyscy kłamią. Ona każe im kłamać.

— To wymyka się spod kontroli. Idź do gabinetu dyrektora, Elaro — nakazał, a ja nawet nie próbowałam protestować. Po prostu złapałam torbę i wstałam.

Gdy mijałam Sloane, chwyciła mnie za ramię i zniżyła głos. — To moja szkoła, suko, i właśnie popełniłaś błąd, robiąc sobie ze mnie wroga.

— Wystarczy, Sloane. — Odwróciłam się i zobaczyłam Kaelena opartego o framugę drzwi. Sloane uśmiechnęła się i podbiegła do niego, ale on wyciągnął rękę, by ją zatrzymać. — Myślę, że już się nacieszyłaś. Usiądź, kurwa, Elara.

— Poprosiłem ją, żeby udała się do dyrektora — zaczął nauczyciel, ale Kaelen zmierzył go twardym spojrzeniem.

— A ja poprosiłem ją, żeby usiadła. To nie jest sprawa, którą należy zawracać głowę dyrektorowi.

Wywiązała się wyraźna walka o wpływy i ku mojemu zaskoczeniu Kaelen wygrał, bo nauczyciel tylko fuknął i odwrócił się do tablicy. Spojrzałam na Kaelena, zastanawiając się, dlaczego znowu stanął w mojej obronie.

Przez sekundę jego wzrok spoczywał na mnie, po czym nagle odwrócił się i zniknął, jakby nic się nie stało.

Nie byłam w stanie nic odpowiedzieć, wiedząc, że całkowicie się skompromitowałam. Wybiegłam z klasy, ignorując spojrzenia uczniów. To był dopiero mój pierwszy dzień, a zaczął się tragicznie. Nie tylko wdałam się w głupią kłótnię i zostałam spoliczkowana na oczach wszystkich, ale jeszcze pozwoliłam Zavianowi włożyć mi rękę pod spódnicę. Nigdy nie czułam do siebie takiego zawodu.

PERSPEKTYWA KAELENA

Lunch był najgorszą godziną mojego dnia. Wystarczająco złe było to, że codziennie musiałem użerać się z idiotami, ale jeszcze gorszy był fakt, że podczas przerwy obiadowej musiałem z nimi siedzieć i słuchać ich paplaniny. Sloane miała tę obsesję, że zawsze musiała przebywać z ludźmi, których uważała za popularnych. Był tam Vance – syn Bety, którego uważałem za zadufanego w sobie dupka – oraz kilka jej koleżanek, które postrzegałem jako bezmózgie pachołki wykonujące każde jej polecenie.

Chichotały z czegoś, a ten dźwięk działał mi na nerwy. Kosztowało mnie to mnóstwo siły, by nie kazać im się po prostu, kurwa, zamknąć. Wyłączyłem się dla własnego zdrowia psychicznego, dopóki nie usłyszałem imienia, które wzbudziło moją ciekawość. Rozmawiali o Elarze.

— To taka dziwka — usłyszałem parsknięcie Sloane. — Jeśli myśli, że ma jakiekolwiek szanse u Kaelena, to grubo się myli, to śmieć, omega.

— To dlaczego czujesz się przez nią tak zagrożona? — przeciągnął Vance. Trzymał nogi na stole i jadł frytkę. Wyciągnąłem rękę, by je zrzucić, a on tylko pokazał mi środkowy palec. — Znaczy, nie winię cię, jest gorąca.

— Mówi to facet, który wpakował jej matkę do szpitala — odcięła się Sloane, a ja zmarszczyłem brwi. O tym nie wiedziałem.

Wyprostowałem się. — Wpakowałeś jej matkę do szpitala? — zapytałem, a on wzruszył ramionami. — Co ty, do cholery, zrobiłeś?

— Nic nie zrobiłem, po prostu byłem w niewłaściwym miejscu o niewłaściwym czasie, a ona szukała kogoś, kogo mogłaby obwinić. Naprawdę myślisz, że zrobiłbym coś takiego?

Szczerze mówiąc, nie wiedziałem, w co wierzyć. Vance był draniem i był zdolny do wielu rzeczy. Jedynym sposobem, by się dowiedzieć, byłaby rozmowa z moim ojcem, ale nie spieszyło mi się do pogawędki z nim. Zapytałby, dlaczego węsze, a to pewnie doprowadziłoby go do odkrycia, że ona jest moją partnerką.

Zakpiłem w duchu na tę ostatnią myśl. Mogłem sobie tylko wyobrazić reakcję ojca na wieść, że omega jest mi przeznaczona. To byłaby zniewaga stulecia, a mimo to, zamiast ją odrzucić, tak jak powinienem, zatrzymywałem ją przy sobie. Nie było żadnego usprawiedliwienia, które mogłoby to wytłumaczyć ojcu.

— O wilku mowa — mruknęła Sloane i jak ćma do ognia, mój wzrok spoczął na Elarze, która właśnie weszła.

Była z Julianem i poczułem, jak krew we mnie buzuje. Była moją partnerką, nie jego, a on nie miał prawa tak jej trzymać i rozśmieszać. Odchyliła głowę do tyłu i zakryła usta dłońmi. Była piękna, musiałbym być ślepy, żeby tego nie widzieć. Wyglądała na niedożywioną i kruchą, ale to w żaden sposób nie odbierało jej nieziemskiej urody. Kryła się ona w delikatności jej rysów, w piegach zdobiących policzki i nos, w jej jasnych, zielonych oczach i rudawych włosach. To doprowadzało mnie do szału.

— Za bardzo się gapisz — usłyszałem głos Vance’a i zmusiłem się, by odwrócić wzrok. Sloane obserwowała mnie z mrużeniem oczu. Wiedziałem, że mnie przyłapała, ale nie obchodziło mnie to.

Tolerowałem Sloane lepiej niż większość ludzi, ale to nie znaczyło, że ją lubię. Mój ojciec zawsze oczekiwał, że to ona zostanie moją partnerką; w końcu była córką Gammy. Robiłem, co do mnie należało – zabiegałem o nią i poprosiłem, by została moją dziewczyną, co, szczerze mówiąc, nie wymagało wiele wysiłku, biorąc pod uwagę, że niemal sama mi się narzucała. Niezależnie od tego, nie byłem jej winien żadnych wyjaśnień, więc ich nie udzieliłem.

— Trzeba ją postawić do pionu — wymruczała, a ja wywróciłem oczami. — Nie może tu sobie wchodzić i zachowywać się, jakby była jedną z nas. Musimy jej przypomnieć, kim jest i gdzie jej miejsce, zanim...

— Zostaw ją — powiedziałem po prostu, a wszystkie oczy zwróciły się na mnie. Widziałem, że byli w szoku, bo nigdy nikogo nie broniłem. Zazwyczaj zostawiałem Sloane samopas. — Powtarzasz, że nie jest na twoim poziomie, a wydajesz się nią być wręcz obsesyjnie zainteresowana. Pozwól jej zjeść lunch w spokoju. Jest z Julianem, a wiesz tak samo dobrze jak ja, że Julian szybko ustawi cię do pionu.

Usłyszałem kilka parsknięć, ale nie dbałem o to. Wstałem i wyszedłem bez oglądania się za siebie. Na szczęście nie poszła za mną, inaczej chyba bym oszalał. Skierowałem się do mojego stałego miejsca pod trybunami. To tam chodziłem, by oczyścić umysł. Do końca dnia miałem tylko jedne zajęcia, na które nawet nie wiedziałem, czy pójdę. Potrzebowałem chwili samotności, a nikt nie wiedział o tym miejscu. Przynajmniej tak mi się wydawało, dopóki nie usłyszałem głosów.

Julian i Elara weszli, chichocząc. Mogłem wyjść i dać im znać, że tu jestem, ale czekałem i obserwowałem. Sadystyczna część mnie chciała usłyszeć ich rozmowę, chciała torturować się wiedzą o tym, co on jej mówi, że tak bardzo się śmieje.

— Proszę, powiedz, że mamy razem następną lekcję — mruknęła, a on posłał jej smutne spojrzenie, na co jęknęła z zawodu. Poczułem ten dźwięk aż w lędźwiach. — Nie sądzę, bym zniosła jeszcze jedną lekcję z którymś z nich. Sloane to taka suka, nie wiem, jak Kaelen z nią wytrzymuje.

— Nie sądzę, żeby ją za bardzo lubił. — Nie mylił się, ale nigdy bym tego głośno nie przyznał. — Poza tym, po prostu ją ignoruj. Nie może zrobić nic, co naraziłoby jej nienaganną opinię w szkole, bo ojciec by ją zabił. Zresztą myślę, że spokojnie dałabyś jej radę.

Elara parsknęła. — Gdybyś zapomniał, jestem omegą. Nie potrafię walczyć, nigdy mnie nie szkolono, a ona na pewno trenuje z profesjonalistami przez całe życie.

Julian nie powiedział ani słowa, a ona westchnęła. Już miała coś powiedzieć, gdy nagle jej przerwał. — Muszę już iść. Bycie przewodniczącym samorządu to zajęcie na pełen etat, muszę coś załatwić. Zaczekaj tu, zaraz wrócę.

— A co, jeśli ktoś tu przyjdzie?

— Nikt tu nigdy nie zagląda — rzucił, wybiegając, zanim zdążyła odpowiedzieć.

Przez następną minutę stałem tam, zastanawiając się, czy wyjść, czy zostać. Patrzyłem, jak krąży trochę po sali gimnastycznej. Wciąż mnie nie zauważyła, inaczej nie wyciągnęłaby koszuli ze spódnicy i nie rozpięła dwóch pierwszych guzików. Opadła na jedno z krzeseł i wydała z siebie jęk, który sprawił, że zakląłem pod nosem.

Na dźwięk mojego przekleństwa zamarła. Wiedziałem, że mnie usłyszała, więc nie było sensu się dalej ukrywać. Kiedy wyszedłem z cienia, zobaczyłam, jak sztywnieje. Spojrzała w miejsce, z którego wyszedłem i zaczęła zapinać guziki, ale wyciągnąłem rękę, by ją powstrzymać.

— Wyglądałaś na taką odprężoną, nie przestawaj przez moją obecność — przeciągnąłem. Centymetry kremowej skóry wyzierały spod jej rozpiętej koszuli.

Elara była drobna, ale miała krągłości we właściwych miejscach. Zachowałem kamienną twarz, co było całkowitym przeciwieństwem tego, co czułem w środku. Gdyby była kimkolwiek innym, pewnie już bym rzucił się, by uczynić ją swoją partnerką, ale była omegą, a ja nie mogłem być z omegą. Nie tylko zaszkodziłoby to mojemu wizerunkowi, ale i mojemu prawu do tytułu Alfy, a to liczyło się dla mnie bardziej niż głupia więź, którą bogini stworzyła przed moimi narodzinami.

— Dlaczego nie dałeś znać, że podsłuchujesz? — zapytała.

— Dlaczego nie sprawdziłaś, zanim zaczęłaś mówić? — odciąłem się. — To nie moja wina, że nie orientujesz się w otoczeniu.

To zdecydowanie ją wkurzyło, bo splotła ramiona na piersi. Nie wiedziała, że to tylko bardziej wyeksponowało jej piersi. Mój członek drgnął w spodniach, ale wciąż wymuszałem na sobie obojętny wyraz twarzy. Nie było mowy, bym dał jej poznać, że ma na mnie jakikolwiek wpływ.

— Gdzie twoja dziewczyna? Myślałam, że jest do ciebie przyklejona?

— Uważaj, bo jeszcze pomyślę, że jesteś zazdrosna — odparłem. Zrobiłem krok w jej stronę, a jej pewność siebie prysnęła. Zobaczyłem błysk niepokoju w jej oczach, gdy stanąłem tuż przed nią.

Jednym szybkim ruchem rozchyliłem jej nogi i stanąłem między nimi, kładąc dłonie po obu stronach jej twarzy. Jej oddech przyspieszył, a kącik moich ust uniósł się w uśmieszku. To było pierwsze prawdziwe uczucie, jakie jej okazałem.

Zbliżyłem usta do jej ucha i poczułem, jak dygocze. Cała moja samokontrola była wystawiona na próbę, by nie zdrzeć z niej tej spódnicy i nie przelecieć jej na tych trybunach. Sama ta myśl sprawiła, że jęknąłem cicho w duchu.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 4: 4 - Roztrzaskane więzi: Naznaczona przez trzech alfów | StoriesNook