Cassian Draven upadł bezwładnie do moich stóp. Nawet nie jestem zaskoczona — po tym, jak w pojedynkę zabił kilkudziesięciu mężczyzn. Jest tu tyle poćwiartowanych, nierozpoznawalnych ciał, że można by z nich sformować mały pluton. Patrzę na niego, czekając, aż otworzy oczy i powie, że to był żart. Nie robi tego. Szturcham jego ciało czubkiem buta. Żadnej reakcji.
Coś w mojej głowie podpowiada mi, c






