languageJęzyk

Rozdział 3

Autor: Alice Richardson20 kwi 2026

Rozglądam się we wszystkich kierunkach, szukając źródła głosu, ale odpowiadają mi tylko drzewa i opustoszała ścieżka.

Słowa te spadają na mnie z ogromnym ciężarem, a moje ramiona trzęsą się, gdy wybucham płaczem.

Byłam taka samolubna, taką okropną córką i siostrą…

Prawie skazałam moje rodzeństwo na mój własny los, a moją rodzinę na hańbę.

Zasłaniam oczy dłońmi, próbując powstrzymać łzy, ale płyną ze zdwojoną siłą, nie chcąc przestać.

Nie mam pojęcia, jak długo tam siedzę, zanim pojawia się Silas.

– Elaro! – Kroki mojego brata stają się coraz głośniejsze. – Elaro! Co się stało?

Ciepło jego ramion otula mnie, a moje dłonie instynktownie próbują się go chwycić w poszukiwaniu pocieszenia.

Wtulam twarz w jego klatkę piersiową, mocząc jego koszulę moimi włosami i mokrym ubraniem.

Mruczy coś, czego nie potrafię zrozumieć, delikatnie nas kołysząc.

– Ciii, ciii, Elaro… Już wszystko w porządku.

Czuję, jak jego palce wplątują się w moje włosy, gdy je gładzi.

Jego uścisk jest dokładnie tym, czego potrzebowałam – i nie wiedziałam o tym, aż do tej chwili.

Z każdym moim nierównym oddechem w powietrzu tworzą się małe obłoczki pary.

Jego dłonie masują moje stopy i kostki, próbując przywrócić mi prawidłowe krążenie i przepędzić z nich chorobliwy odcień.

– Chcesz mi powiedzieć, co się stało?

Kręcę głową, a on nie nalega.

To właśnie w nim lubię, więź, która nas łączy, tę obopólną ugodę, by nie naciskać na siebie nawzajem, gdy pytania są zbyt bolesne, by na nie odpowiedzieć.

Spędzamy sporo czasu nad brzegiem jeziora – ja uczepiona jego ramion, próbując wchłonąć trochę ciepła, a on upewniając się, że krążenie w moich kończynach wraca do normy.

– Mam nadzieję, że wiesz, iż wywołasz niemałe zamieszanie, kiedy wrócimy do domu.

Jednym ramieniem obejmuje mnie za plecy, wsuwa drugie pod moje kolana i podnosi z ziemi.

– Mama i tata postradają zmysły, kiedy cię taką zobaczą.

Kiwam głową. Moi rodzice z pewnością podniosą raban, widząc mnie w tym stanie.

Oczywiste jest to, że mam już kłopoty za to, że nie wróciłam do domu przed zmrokiem, a pokazanie się w takim stanie na pewno nie polepszy sprawy.

Silas nie odzywa się już ani słowem; niesie mnie w milczeniu ścieżką, aż docieramy do opustoszałych uliczek wioski.

Zimno wciąż przenika mnie do szpiku kości i nie wiem, co jeszcze powinnam zrobić, by się rozgrzać.

Wzdycham z ulgą, gdy dostrzegam w oddali nasz dom, z którego okien bije pomarańczowe światło.

Kiedy docieramy do drzwi, Silas otwiera je kopnięciem, i w tym momencie spada na nas lawina troski ze strony mojej rodziny.

– Co się stało? – pyta mój ojciec, podnosząc się z fotela przy kominku.

– Elaro! – Krzyk matki przecina powietrze. – Córeczko! Co się stało? Jesteś przemoknięta do suchej nitki!

– Przynieście tyle koców, ile dacie radę – zarządza Silas, zanosząc mnie w stronę ognia.

Nie zdążam nawet poczuć ulgi płynącej z bliskości kominka.

Tracę przytomność po drodze do niego, a ostatnią rzeczą, jakiej jestem świadoma, jest to, że moja głowa z gwałtownym szarpnięciem odchyla się do tyłu.

Zgodnie z przewidywaniami, swoje urodziny i kilka kolejnych dni spędziłam w łóżku z zapaleniem płuc, przez które powietrze wydobywające się z mojej klatki piersiowej przypominało rżenie konia. Cztery dni później mój wygląd nie uległ większej poprawie i mam nadzieję, że posłuży to jako pretekst, by nikt mnie dziś nie kupił.

Moje gęste czarne włosy zostały starannie upięte na karku za pomocą wsuwek z drobnymi kwiatkami. Moja skóra ma martwy odcień, a pod moimi oczami widnieją dwa sine zagłębienia.

– Moja mała dziewczynka… – mówi mama przez łzy, szczypiąc mnie w policzki, by nadać im trochę koloru. – Nie jestem gotowa na ten moment. Żadne z nas nie jest.

Z każdym słowem coś ściska mnie w piersi, mrugam kilka razy, by odpędzić chęć do płaczu. Moje łzy tylko pogorszą sytuację.

– Nie martw się, mamo. Może będę miała szczęście i dzisiejszego wieczoru nikt nie uzna mnie za wystarczająco apetyczną.

Oczy mojej matki wpatrują się we mnie bez cienia wesołości, zaczerwienione i zalane łzami.

– Niezależnie od tego, czy cię kupią, czy nie, to ostatnia noc, jaką spędzisz pod naszym dachem. – Jej dłonie spoczywają na moich ramionach, a ona przyciąga mnie w swoje objęcia. Delikatnie gładzi mnie po plecach. – Dbaj o zdrowie – nie dla nich, lecz dla samej siebie, Elaro. Pisz do nas, daj nam jakoś znać, że wciąż żyjesz.

– Postaram się – odpowiadam bez przekonania.

Większość z nas doskonale zdaje sobie sprawę z losu, jaki nas czeka po kupieniu.

Przypuszcza się, że każdy wampir posiada określoną liczbę „żywicieli”, zależną od jego rangi. Ani więcej, ani mniej, dopóki pozostają oni w zdrowiu i są zdolni wypełniać swój obowiązek.

Nie wolno im robić nam krzywdy, posuwać się za daleko ani przyspieszać naszej śmierci. Ale to tylko słowa, prawa spisane przez ich przodków i naszych w celu zagwarantowania pokoju.

W praktyce wielu z nich wypija zbyt dużo, wysysa nas do sucha, porzuca i szybko znajduje zastępstwo, przy współpracy, rzecz jasna, skorumpowanych Czerwonych Aukcji.

Mama zostawia mnie na chwilę samą, a ja wykorzystuję ten moment, by spróbować wypalić sobie w pamięci każdy szczegół miejsca, które przez osiemnaście lat było moją sypialnią – miejscem mojego odpoczynku i spowiedzi.

Mam na sobie najładniejszą i najnowszą suknię, jaką mam w szafie.

Taką, która tak ciasno opina moją klatkę piersiową, że aż ciężko mi oddychać.

Uszyta jest z zielonego aksamitu, z haftami ze złotej nici, kwadratowy dekolt odsłania krągłości moich piersi. Wstaję z małego taboretu przed toaletką i chwytam szal.

Spoglądam w lustro po raz ostatni i mimowolnie przeciągam palcami wzdłuż krzywizny mojej szyi, jakbym już wiedziała, że nigdy więcej nie zobaczę jej w nienaruszonym stanie. Zarzucam szal na ramiona, zaciskam go mocno i wychodzę z pokoju.

Schodzę po schodach, nasłuchując każdego skrzypnięcia drewna, i widzę wszystkie twarze moich bliskich czekających na dole.

– Wyglądasz pięknie – odzywa się Silas z błyskiem w oczach.

– Elara zawsze wygląda pięknie.

Tata bierze mnie za rękę, gdy schodzę z ostatniego stopnia, i przyciąga mnie do swojej klatki piersiowej, przytulając mnie z taką siłą, że moje kości aż protestują.

Mimo to nic nie mówię.

Zastygam tak przez kilka oddechów, świadoma, że to ostatni raz, kiedy będę w ramionach ojca.

Niesamowicie trudno jest się z nich wyrwać.

– Elaro? – woła dziecięcy głos.

Moja młodsza siostrzyczka zadziera głowę, by na mnie spojrzeć. Jej wielkie miodowe oczy patrzą na mnie z przerażeniem, a ja uśmiecham się, by dodać jej otuchy. Biorę ją w ramiona, przytulając jej twarz do mojej klatki piersiowej i gładząc jej miedziane loki.

Będzie mi tak bardzo tego brakować…

Nie będzie mnie tam, by opatrzyć jej zdarte kolana, gdy następnym razem upadnie podczas zabawy, nie będzie już opowieści przy świecach, nie będzie mnie w pobliżu, gdy zacznie się uśmiechać z powodu jakiegoś chłopca.

Nasi rodzice przyglądają się tej scenie z prawdziwym cierpieniem na twarzach, a Silas dołącza do uścisku, obejmując nas obie ramionami i osłaniając przed światem szerokością swoich pleców.

Wdycham zapach domu, powstrzymując łzy.

Dźwięk dzwonu przerywa ciszę.

Czerwona Aukcja jest gotowa, by nas przyjąć.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 3: Rozdział 3 - Służka krwi Króla Wampirów | StoriesNook