ANGELA
Starszyzna pozwoliła mi odejść bez żadnej kary. Szczęściara ze mnie, prawda? Nie! To nie było żadne szczęście, to było sygnowane przez Dariusa Darkwooda. To nie był łut szczęścia, że wyszłam stamtąd żywa, ani że nie wrzucono mnie do celi. Wyszłam, bo dobiłam targu z pierdolonym diabłem, który wydawał się kochać ten układ bardziej niż własne życie. Kazał mi zaczekać, gdy mnie już zwolniono,






