Chloe
*Nie wydawaj z siebie ani dźwięku. Nie wydawaj z siebie ani dźwięku.* Ta mantra odbijała się echem w mojej głowie, gdy przenikliwe spojrzenie Rydera wwiercało się w moją duszę.
Cisza w gabinecie była ogłuszająca. Dla świata byłam potworem – obrzydliwą zdrajczynią, która otruła tych samych ludzi, którzy dali jej życie. Ale stojąc przed Alfą watahy Dark Hollow, czułam się całkowicie obnażona.
Nagle Ryder znalazł się tuż przede mną. Sam jego rozmiar całkowicie przesłonił światło padające z okna. Nie poruszał się jak Hunter czy Dylan; poruszał się jak cień – cicho, szybko i ze śmiercionośną precyzją.
Zrogowaciały palec chwycił mój podbródek, zmuszając mnie do uniesienia twarzy. Próbowałam się wzdrygnąć i odsunąć, ale jego uścisk był nieustępliwy.
– Więc twierdzą, że otrułaś własnych rodziców? – Jego kciuk lekko nacisnął na miejsce, w którym pulsowała krew, wyczuwając gorączkowe, przypominające trzepot skrzydeł kolibra bicie mojego serca.
– Byłam tylko dzieckiem! – wykrztusiłam; był to żałosny, piskliwy okrzyk obrony. – To była tylko głupia szklanka lemoniady! Przysięgam na Boga, że nie wiedziałam!
Ryder opuścił dłoń i powoli odwrócił głowę w stronę mojego brata. – Dzieckiem? Dosłownie obwiniasz sześciolatkę?
– Powinna była wiedzieć, jak wygląda ta roślina! – warknął Hunter, a jego cierpliwość zaczynała się wyczerpywać.
Alfa Ryder wydał z siebie mroczny, kpiący śmiech. – Brzmi to tak, jakbyś po prostu potrzebował wygodnego kozła ofiarnego. – Wrócił do swojego fotela, podnosząc skórzaną kurtkę. – Standardowy tojad nie jest śmiertelny od wieków, Hunter. Ewoluowaliśmy, by go przetrwać.
Zamarłam. *Co on właśnie powiedział?* Tojad nie był śmiertelny? Wbijano mi to do głowy od szesnastu lat!
– Jedyne, co zabija w ten sposób, to Krew Tojadu. Więc powiedz mi, jak dokładnie sześcioletnia dziewczynka weszła w posiadanie rzadkiej trucizny wyhodowanej z krwi Alfy? – Głos Rydera opadł o oktawę, ociekając śmiertelnymi insynuacjami.
Huntera oblał brzydki odcień purpury. – Nie zaprosiłem cię tutaj, żeby rozmawiać o mojej pieprzonej niewolnicy! Kontrakt...
– Nie ma żadnego kontraktu. – Ryder przerzucił kurtkę przez szerokie ramię. – Skończyłem tutaj.
Bez słowa drapieżnik alfa wyszedł, zostawiając za sobą ślad absolutnej destrukcji.
Ciężkie drzwi zatrzasnęły się z cichym kliknięciem.
Nie zdążyłam nawet zaczerpnąć tchu, gdy pięść Dylana uderzyła w mój brzuch. Powietrze zostało gwałtownie wyrwane z moich płuc. Upadłam, wymiotując na sucho na dywan.
– Coś ty mu, kurwa, powiedziała, ty głupia suko?! – ryknął Hunter, kopiąc mnie mocno w żebra. – Jeśli zrujnowałaś ten sojusz, rozerwę cię na strzępy!
– Nic! Przysięgam, że nic nie mówiłam! – łkałam, zwijając się w ciasny kłębek, by chronić swoje narządy.
Hunter chwycił mnie za włosy, odrywając mnie od podłogi, aż moja skóra głowy zapiekła z bólu. Wlókł mnie z gabinetu, wzdłuż wspaniałego korytarza, prosto do ciężkich żelaznych drzwi piwnicy. Otchłani. Miejsca, gdzie głodzono mnie tygodniami, zostawiając w kompletnych ciemnościach tylko ze szczurami.
– Proszę... Hunter, proszę... – błagałam, a moje łzy zostawiały ciepłe ślady na brudzie pokrywającym moją twarz.
Hunter otworzył drzwi piwnicy z impetem, gotów zrzucić mnie w dół po betonowych schodach.
– Naprawdę kochająca rodzina.
Ten głos sprawił, że Hunter stanął jak wryty.
Oparty wygodnie o ścianę korytarza, ze skrzyżowanymi na piersiach ramionami, stał Alfa Ryder. Wcale nie odszedł. Czekał.
– Nie wtykaj nosa w sprawy mojej watahy! – warknął Dylan, wypinając pierś, gdy zrobił krok w stronę Rydera.
Ryder nawet nie mrugnął. Emanował aurą tak przytłaczająco zabójczą, że nawet Hunter podświadomie cofnął się o krok. – W sekundzie, w której podpiszę ten sojusz, wasze sprawy stają się moimi. – Jego karmazynowe oczy powoli powędrowały w moją stronę, omiatając moją posiniaczoną twarz, zapadnięte policzki i to, jak drżałam jak liść.
– Ona ich zabiła, Ryder! Na to właśnie zasługuje! – syczał z wściekłością Hunter, zaciskając dłoń na moich włosach.
– Puść ją. – Rozkaz nie był głośny, ale nie musiał być. Wibrował czystą dominacją Alfy, która wymuszała uległość. Dłoń Huntera odruchowo opuściła moje włosy.
– Dodaję nowy warunek do naszego sojuszu – oznajmił Ryder, a na jego ustach zagościł okrutny uśmieszek, gdy odepchnął się od ściany. – Zabieram ją.
Moje serce się zatrzymało. *Zabiera mnie?*
Hunter gapił się na niego z otwartymi ustami. – Chcesz tę niewolnicę? Po jakiego diabła?
– To nie twój interes. Przekaż mi ją na stałe, a otrzymasz swoją ochronę Dark Hollow. – Ryder podszedł bliżej, a jego cień padł na mnie. To nie był cień obrońcy; to był cień zaborczej bestii odbierającej swoją nagrodę.
Hunter wahał się zaledwie przez sekundę. – Zgoda.
– Przygotuję dokumenty. Ma być spakowana do jutra – rozkazał Ryder. Zatrzymał się przy głównych drzwiach, nie oglądając się za siebie. – I Hunter? Jeśli do jutra znajdę na niej choćby jeden nowy siniak, nie będzie żadnego sojuszu. Będzie tylko masakra.
Drzwi zatrzasnęły się z hukiem.
Hunter i Dylan patrzyli na mnie, jakby wyrosła mi druga głowa. Nie czekałam, aż to do nich dotrze. Odepchnęłam się na dłoniach i kolanach, pędząc po schodach do mojego maleńkiego pokoiku na poddaszu.
Moja klatka piersiowa unosiła się ciężko. Opuszczałam Silver Peak. Ale przerażająca prawda wwiercała się w tył mojej głowy. Alfa Ryder był znany jako drapieżnik alfa, mężczyzna, który podbijał bez litości.
Dlaczego najniebezpieczniejszy Wilk na świecie miałby chcieć złamanej, bezużytecznej niewolnicy?






