Chloe
– Minęły już prawie cztery dni – mruczy Ryder, chodząc tam i z powrotem przede mną.
– Przynajmniej przestałam wymiotować. – Próbuję się do niego uśmiechnąć, ale to nie sprawia, że jego zmartwione spojrzenie znika.
– Musisz pójść do Harper. Powinienem był cię zabrać wczoraj wieczorem, po powrocie ze wspólnego biegu stada.
– Nic mi nie jest! – Wcale tak nie było; zaczynałam być zirytowana






