Po zakończeniu pracy Ariel odebrała telefon od Coltona. Powtórzył on wiadomość Jaysona słowo w słowo.
Ariel natychmiast zrozumiała, co Jayson próbował zrobić.
Związek Nancy z nim był bez wątpienia romansem. Słusznie zasłużyła na miano niszczycielki małżeństw.
Powierzenie Ariel tego bałaganu było ruchem wyprzedzającym. Gdyby ktoś kiedykolwiek zaczął grzebać w przeszłości, zobaczyłby, że Ariel, prawowita żona Jaysona, "oczyściła" imię Nancy. W ten sposób Nancy nie zostałaby obwołana rozbijaczką rodzin i mogłaby uniknąć kontroli oraz krytyki.
Jayson naprawdę robił dla Nancy wszystko, co w jego mocy.
Jeśli chodzi o "rozważenie konsekwencji" przez Jaysona, było to nic innego jak ostrzeżenie.
Jeśli odmówi zajęcia się sprawą, odejście z Bluum Corp nie będzie oznaczało nowego początku. Żadna firma nie odważyłaby się jej przyjąć. Miał moc, by odciąć ją od środków do życia.
Przez trzy lata robiła wszystko, co powinna robić żona. Od dnia, w którym za niego wyszła, bez wahania zerwała więzi ze swoją przeszłością, tylko po to, by odwdzięczono się jej jedynie obojętnością.
Była wyczerpana.
Ariel wykrzywiła wargi w kpiącym uśmiechu i powiedziała ze spokojem: "Biorę zwolnienie lekarskie. Jeśli zmusicie mnie do pracy w czasie choroby, będzie to naruszenie prawa pracy. Spotkamy się w sądzie".
I tak się z nim rozwodziła i składała rezygnację. Dlaczego miałaby się przejmować tym, czy Jayson jest zadowolony, czy nie?
Po pracy Ariel wsiadła do samochodu i zobaczyła SMS-a od swojego ojca, Morgana Sandersona. "Lucas wyszedł. Organizujemy rodzinną kolację. Przyjdziesz?"
Choć ujęto to w formie pytania, Ariel doskonale wiedziała, że Morgan jej tam nie chciał. Dla niego była tylko nieposłuszną córką.
W tamtych czasach jej relacja z Lucasem była w oczach Morgana hańbą. Postrzegał to jako akt bezwstydności. Gdyby nie jej wartość jako karty przetargowej przy wżenieniu się w tak potężną rodzinę, jaką byli Larkinowie, zerwałby z nią wszelkie kontakty i wyrzucił ją z domu.
Jednak kolacja miała uświetnić powrót Lucasa. Kiedyś był on najważniejszą osobą w jej życiu.
Ariel zawahała się, po czym poprawiła makijaż. Musiała wyglądać reprezentacyjnie. Potem, bez dłuższego namysłu, pojechała prosto do posiadłości Sandersonów.
Gdyby nie Lucas, nie miałaby powodu, by utrzymywać kontakt z rodziną Sandersonów.
Kiedy dotarła na miejsce, służba domowa przyglądała się jej dziwnie. Ktoś nawet zmarszczył brwi. "Dlaczego pani tu jest, pani Walker?"
Ariel zignorowała ich. Od lat to nie był jej dom. Nawet służba patrzyła na nią z góry i dawała jasno do zrozumienia, że nie jest tu mile widziana.
"Ariel?"
Ze schodów zeszła Lori Sanderson. Jej wyraz twarzy był zimny, kiedy warknęła na Ariel. "Naprawdę nie masz wstydu. Lucas dopiero co wrócił, a ty już tu jesteś, żeby się do niego przylepić? Lubisz psuć wszystkim nastrój?"
Lori była nieślubną córką Morgana. Ona i Ariel miały ten sam rok, miesiąc i dzień urodzenia. A jednak oto ona, dumnie stojąca jako prawowita córka, rzucająca obelgami, jakby to miejsce należało do niej.
"Cóż, skoro masz w sobie krztynę wstydu, to dlaczego nie wyprowadzisz się z domu mojej mamy? Zobaczmy, jaka to z ciebie szlachetna osoba" – chłodno odparowała Ariel.
Ten dom został kupiony lata temu przez jej matkę, Elenę Walker, za pieniądze ze sprzedaży jej obrazów za wysoką cenę.
A jednak teraz mieszkał tu Morgan ze swoją obecną żoną, Teresą Fuller, i z Lori. Lori cieszyła się dokładnie tymi rzeczami, które pozostawiła po sobie Elena, i miała czelność zachowywać się tak z wyższością?
"Ty..."
Twarz Lori wykrzywiła się z gniewu, ale potem nagle coś chyba zaskoczyło. Jej usta wykrzywiły się w uśmieszku, gdy powiedziała kpiąco: "Zobaczymy, czy za minutę nadal będziesz taka zadowolona z siebie".
"Kto to jest?" Słodki, ciekawy głos przeciął napięcie.
Słysząc zamieszanie, z salonu wyłoniła się para, oparta blisko siebie.
Dziewczyna Lucasa, Wendy Johnstone, ujrzała twarz Ariel i instynktownie pociągnęła Lucasa za rękaw. "Jest przepiękna".
Lucas rzucił okiem na Ariel, ale jego wzrok ledwie na niej spoczął, po czym wrócił prosto na Wendy. Jego dłoń zsunęła się na jej talię. "To moja druga siostra. Co, jesteś o nią zazdrosna?"
Wendy zaczerwieniła się i żartobliwie klepnęła go w klatkę piersiową, po czym zwróciła się do Ariel z promiennym uśmiechem. "Nie wiedziałam, że Lucas ma dwie siostry. Jak masz na imię?"
Ariel wpatrywała się w tę scenę, przez chwilę nie wiedząc, co powiedzieć. Nie spodziewała się, że Lucas przyprowadzi do domu swoją dziewczynę.
Skoro przyprowadził Wendy, aby poznała rodzinę, było jasne, że traktuje ją poważnie.
Lucas, który kiedyś chciał się ożenić z Ariel i był gotów zrezygnować dla niej ze wszystkiego, odszedł bezpowrotnie.
Teraz postrzegał ją tak samo jak Lori.
Ścisnęło ją w gardle. "Ariel Walker" – odpowiedziała.
Wendy zawahała się w zaskoczeniu, jej wyraz twarzy stał się zamyślony. Następnie zadała pytanie, które wprawiło w zakłopotanie zarówno Ariel, jak i Sandersonów. "Dlaczego nie nazywasz się Sanderson?"
Ariel nic nie powiedziała.
Wendy nie wydawała się tym zrażona. Uśmiechnęła się pewnie i powiedziała: "Jestem Wendy Johnstone. Możesz mówić mi Wendy".
"Będzie twoją szwagierką" – dodał beztrosko Lucas.
Tym razem w końcu spojrzał na Ariel. "Znalazłem kogoś, z kim naprawdę chcę być. Traktuj ją jak rodzinę".






