Ariel napotkała spojrzenie Lucasa. Obserwował ją z lekkim uśmiechem, jakby czekał, aż zacznie się wić.
Zacisnęła pięści, puszczając ostatnią odrobinę nadziei, której się trzymała.
Patrząc mu prosto w oczy, powiedziała dokładnie to, co chciał usłyszeć. "Jasne, rodzina. Miło cię poznać, Wendy".
Uśmiech Wendy się pogłębił. Przylgnęła do talii Lucasa, wtulając się w niego.
Lucas zawahał się przez chwilę. Jego oczy powędrowały w stronę Ariel, zanim spuścił głowę i przyciągnął Wendy bliżej, prowadząc ją do salonu.
"Komu próbujesz zaimponować?" Lori podeszła z drwiącym uśmiechem. "Teraz Lucas nawet nie spojrzałby drugi raz na taką mężatkę jak ty.
"A ta pani Stanton, dla której pan Larkin urządził zeszłej nocy przyjęcie urodzinowe? To bardzo poszukiwana doktor inżynierii kosmicznej w świecie korporacji. Z czym ty możesz z tym konkurować?
"Jesteś po prostu gospodynią domową, której jedynymi umiejętnościami są gotowanie i ogrzewanie łóżka. Co się stało? Boisz się wyrzucenia na bruk, że nagle próbujesz się do nas przymilić?".
Wszyscy tylko czekali, aż jej żałosne małżeństwo się rozpadnie.
Klatka piersiowa Ariel zacisnęła się, ale ona po prostu odłożyła trzymaną w dłoni torbę z prezentem. "Nie martw się. Bez względu na to, jak potoczy się moje życie, nie będzie miało nic wspólnego z Sandersonami. W końcu moje nazwisko to Walker".
Nie oglądając się za siebie, odwróciła się i wyszła.
Zostanie byłoby tylko męczarnią dla wszystkich obecnych.
"Wyszła?"
Morgan wyszedł z bocznego korytarza w samą porę, by zobaczyć oddalającą się sylwetkę Ariel. Jego twarz spochmurniała.
Lori otrząsnęła się z oszołomienia i prychnęła: "Tato, widziałeś to nastawienie? Ona nie dba o tę rodzinę, a o ciebie to już na pewno. Jestem pewna, że pan Larkin prędzej czy później ją rzuci".
Po trzech latach Morgan mógł stwierdzić, że Ariel nigdy nie zdołała zdobyć serca Jaysona.
Jedyny raz, kiedy zyskał cokolwiek dzięki nazwisku Larkin poprzez Ariel, miał miejsce tuż po ślubie.
Później, bez względu na to, ile razy próbował wykorzystać to powiązanie do interesów, spotykał się z obojętnością. Jayson ani razu nie poświęcił mu najmniejszej uwagi jako swojemu teściowi.
A czyja to była wina?
Gdyby Ariel miała choć najmniejszą zdolność do utrzymania Jaysona w ryzach, sprawy nie przybrałyby takiego obrotu. Dla Morgana była tylko bezużytecznym pionkiem.
Twarz Morgana spochmurniała. Spojrzał na Lori. "Nie jesteś już dzieckiem. Ariel jest bezużyteczna. Mogę zorganizować ci spotkanie z panem Larkinem".
Lori natychmiast zrozumiała, co miał na myśli.
Jej twarz zesztywniała, a jej wzrok odruchowo powędrował w stronę Lucasa. Uśmiechał się filuternie, trzymając w zębach winogrono i karmiąc nim Wendy.
Przygryzła wargę, a w jej oczach błysnął promyk urazy.
…
Ariel wynajęła w pełni umeblowane, gotowe do wprowadzenia się dwupokojowe mieszkanie. Podpisała umowę najmu na rok. Lokalizacja była idealna. Znajdowało się ono zaledwie milę od szpitala, do którego regularnie uczęszczała.
Zanim wróciła z posiadłości Sandersonów, jej głowa pulsowała bólem. Nie zapomniała jednak zablokować Jaysona na WhatsAppie.
Zachowała jego numer na wypadek, gdyby musiał się z nią skontaktować w sprawie sfinalizowania rozwodu w sądzie.
Teraz musiała już tylko przetrwać 30-dniowy okres karencji.
Odłożyła telefon, wzięła prysznic, padła na łóżko i niemal natychmiast zasnęła.
…
Tymczasem Jayson wrócił do willi i odkrył, że w holu panuje ciemność.
Bez względu na to, jak było późno, Ariel zawsze zostawiała włączoną lampę. Witała go łagodnym uśmiechem, zabierała jego płaszcz i przygotowywała mu świeże ubrania na noc.
Rzadko bywał w domu, ale w niektóre noce w miesiącu wracał, by wypełnić swoje "obowiązki".
Z przyzwyczajenia wyciągnął rękę, by oddać płaszcz, ale natrafił na pustkę. Marszcząc brwi, rozejrzał się wokół.
Czy Ariel stroiła fochy?
Skierował się na piętro i pchnął drzwi do głównej sypialni. Spodziewał się, że będzie skulona w łóżku, cicho protestując i udając, że śpi. Ale łóżko było puste.
W całym domu było ciemno i cicho.
Ariel nie wróciła do domu.
Wcześniej Colton doniósł o stanowisku Ariel w sprawie Nancy. Posunęła się nawet do tego, by mu się przeciwstawić, gotowa pójść z tym do sądu.
A teraz...
Jayson poluzował krawat, a na jego ustach pojawił się ledwie zauważalny uśmieszek.
Nauczyła się uciekać z domu?
Ale nie uważał tego za wielką sprawę. Może odrobina samotności pomoże jej zacząć trzeźwo myśleć.






