languageJęzyk

Rozdział 3

Autor: Aeliana Thorne 30 mar 2026

Minęły trzy dni od kiedy Szef złożył mi swoją propozycję: albo się z nim prześpię, albo wylecę z pracy.

Potrzebowałam zapłaty za jeszcze jeden dzień, aby pokryć najnowszy rachunek Elvy. Gdy to zdobędę, mogłam złożyć wypowiedzenie i z nadzieją znaleźć coś innego.

Szef powiódł wzrokiem wzdłuż mojego ciała. Wpatrując się otwarcie w moje piersi, oblizał wargi. "Nawet nie myśl, że tego nie zrobię, Piper. Będę na ciebie czekał".

W restauracji wszystkie klientki z podekscytowaniem rozmawiały o selekcji. Aby wyjść im naprzeciw, Szef przełączył wszystkie telewizory na ścianach na transmisję z ceremonii wyboru królewskiej małżonki.

"Jak myślicie, który jest najprzystojniejszy?" zapytała jedna z klientek swoje koleżanki.

Zamówiły talerz nachosów z dodatkami do podziału. Ostrożnie postawiłam go na środku ich stolika.

Inna dziewczyna przemówiła pospiesznie. "Żartujesz? Inni też są uroczy, jasne, ale Nicholas jest bez wątpienia najgorętszy".

Pozostałe dziewczyny szybko przyznały jej rację.

Zaskoczona, zatrzymałam się przy ich stoliku. Miały oczywiście rację. Nicholas obiektywnie był najatrakcyjniejszy, ale słuchanie, jak ludzie rozmawiają o nim tak swobodnie, wciąż mnie zaskakiwało.

Od trzech dni próbowałam pogodzić w myślach to, że Nicholas, którego znałam, był zarazem najstarszym księciem w królestwie. Ale wciąż mi się to nie udawało.

Nicholas zawsze zachowywał się nienagannie. Ale książę?

"Piper, zgadza się?" zapytała mnie jedna z dziewczyn przy stoliku. Podskoczyłam, zdając sobie sprawę, że wciąż tam stałam. Lecz zanim zdążyłam przeprosić, zapytała mnie: "Który według ciebie jest najprzystojniejszy?"

"Nicholas", padła moja automatyczna odpowiedź. "Przepraszam".

Zawstydzona tym, że przyłapano mnie na zamyśleniu, zmusiłam się, by skupić na pracy. I odnosiłam w tym sukcesy – dopóki nie usłyszałam głosu Nicholasa dobiegającego z głośników.

"Jaką kobietę bym wolał?" powiedział Nicholas. "Kogoś lojalnego. Silnego. Opanowanego. I musi lubić dzieci".

"Odhaczone, odhaczone i odhaczone", odezwał się głos od stolika dziewczyn. "Opisuje mnie! Jesteśmy sobie pisani".

"Chyba śnisz. Wyraźnie opisuje mnie".

"Przecież ty nawet nie lubisz dzieci!"

"Tak, cóż, zobaczymy, która z nas przejdzie przez wstępną selekcję. Wtedy zobaczycie!"

Na ekranie pojawił się reporter. "Dzieci, hm? Czy to oznacza, że możemy się spodziewać, iż założysz wielką rodzinę, książę Nicholasie?"

Kamera wróciła na Nicholasa. Obdarzył dziennikarza delikatnym uśmiechem, ale jego oczy pozostały czujne. "Moim obowiązkiem jako księcia jest przedłużenie rodu. Ale tak, chciałbym mieć dużą rodzinę".

Dziewczyny pisnęły z zachwytu. "Byłby z niego taki wspaniały ojciec!"

Nicholas zerknął w obiektyw kamery i przez moment wydawało się, jakby patrzył prosto przeze mnie. Zamarłam w miejscu, jakby naprawdę mógł mnie dostrzec.

Serce zabolało mnie z tęsknoty.

Znów spojrzał w bok, kierując wzrok na prowadzącego wywiad, a ja natychmiast poczułam się głupio. Oczywiście, że nie mógł mnie widzieć.

Prawdopodobnie nie pomyślał o mnie ani razu od naszego rozstania.

Przycisnęłam dłoń do serca, mając nadzieję, że ukoję tliący się tam ból.

Co było ze mną nie tak? Nie widzieliśmy się od trzech lat. Nie mogłam wciąż coś do niego czuć. Owszem, od tamtego czasu z nikim się nie spotykałam, ale to nic nie znaczyło. Byłam zbyt zajęta, żeby umawiać się na randki.

Nie byłam samotna. Miałam Elvę i miałam Annę. Nie potrzebowałam romansów, aby być zadowoloną z życia.

W kuchni zadźwięczał dzwonek, sygnalizując, że zamówienie jest gotowe. Poszłam po nie. Kiedy wróciłam na salę, Nicholas wciąż był na ekranie, ale wypowiadał się na zupełnie inny temat.

"Podziemie to coś, co rodzina królewska bada z najwyższą powagą. Ten nielegalny handel wilkami i ich darami jest niebezpieczny dla każdej osoby w królestwie".

Upuściłam talerz z jedzeniem, który trzymałam w dłoni.

W restauracji natychmiast zapadła cisza, a wszystkie oczy skierowały się na mnie.

Nicholas kontynuował: "Osłabienie któregokolwiek z wilków, osłabia całe stado. Nie możemy pozwolić, by pozostało to bezkarne".

"Piper", syknęła na mnie jedna z pozostałych kelnerek, wybudzając mnie z osłupienia.

Stałam pośród ceramicznych odłamków i zrujnowanego jedzenia. "Przepraszam". Szybko zabrałam się za sprzątanie. Robiąc to, tak głośno przeklinałam samą siebie w myślach, że nie słyszałam już nic więcej z wywiadu Nicholasa.

Pod koniec mojej zmiany byłam wyczerpana i zużyta. Po moim wypadku narzucałam sobie tak wysokie tempo, jak tylko mogłam, skupiając się wyłącznie na pracy i zapominając o wszystkim innym.

Ani razu nie podniosłam wzroku na telewizor, nawet wtedy, gdy dziewczyny przy stoliku ubolewały nad swoim rozczarowaniem wynikami selekcji.

Nie zgłosiłam się. Nie będzie mnie na liście. Po co w ogóle patrzeć?

Pracowałam do zamknięcia, szorując naczynia w zlewie. Po zmyciu wyjątkowo opornej grudki jedzenia z talerza zauważyłam, jak cicho zrobiło się wokół mnie.

Zazwyczaj kucharz musiał wyczyścić kuchenkę lub przygotować składniki na następny dzień. Prawie zawsze był ostatnim, który wychodził w nocy. Ale nigdzie nie było go widać.

Podobnie jak pozostałych kelnerek, które mówiły, że posprzątają salę. Światła w jadalni zostały przyciemnione.

Byłam sama.

Podmuch gorącego powietrza owiał tył mojej odsłoniętej szyi. Zapach alkoholu wypełnił powietrze.

Zaciskając dłonie na talerzu, który właśnie myłam, natychmiast się odwróciłam, gotowa zdzielić nim Szefa po głowie. Zrobiłabym wszystko, byle tylko uciec.

Ale byłam o ułamek sekundy za wolna. Szef spodziewał się ataku.

Wytrącił mi talerz z dłoni, a ten roztrzaskał się o podłogę.

Obejmując mnie jedną ręką w talii, mocno wcisnął swoje biodra w moje, przygważdżając mnie do krawędzi zlewu.

Byłam w pułapce.

Wolna dłoń Szefa rozerwała guziki mojej koszuli, odsłaniając koronkowy, biały stanik. Przycisnął dłoń do mojej piersi.

"Puść mnie". Czując wzbierającą we mnie panikę, szarpałam się z nim. Trzymał mnie tylko mocniej i brutalniej, jego palce wpijały się w moje biodro i klatkę piersiową.

Pozbawiona mojego wilka, nie miałam siły, by się wyrwać.

"Nie bądź nieśmiała, bezwilcza". Szef przycisnął nos do mojego policzka. Poczułam, jak uśmiecha się przy mojej żuchwie. "Masz przecież dziecko. Wiem, że nie jesteś dziewicą".

Kiedy dotykał mnie Nicholas, nie przypominało to w niczym tego koszmaru.

Nicholas bywał podekscytowany i zapalczywy, ale i delikatny. Przyciskał usta do mojej skóry i –

Szef ugryzł mnie w bok szyi.

Krzyknęłam i znów zaczęłam się szarpać. Ale to było na nic. Bez mojego wilka był dla mnie po prostu za silny.

"Bądź grzeczna i bierz, co ci daję", powiedział Szef. "Skończ z tą grą w zarumienioną dziewicę".

"Nie chcę cię!" krzyknęłam.

Zaśmiał się. "Kogo obchodzi, czego ty chcesz?"

Wtedy nagle rozległ się głuchy łomot, a napierający ciężar ciała Szefa zniknął.

Otworzyłam oczy.

Szef leżał nieprzytomny na podłodze. Grupa żołnierzy w mundurach stała za miejscem, w którym przed chwilą się znajdował.

Jeden z nich, na przodzie, podniósł coś w pobliże mojej twarzy. Kiedy to opuścił, zobaczyłam, że to było moje zdjęcie.

"Piper?"

Panika wciąż dławiła mnie w gardle, odbierając mi głos. Mimo że mnie uratowali, wciąż nie czułam się bezpiecznie.

Kim byli ci żołnierze? Czego ode mnie chcieli?

"Czy jesteś Piper?" zapytał ponownie żołnierz.

Pokiwałam głową.

"Chodź z nami", polecił. Dał znak swojemu oddziałowi. Zaczęli gęsiego opuszczać kuchnię.

"...Dokąd?" zdołałam wykrztusić.

"Czy nie chciałaś wziąć udziału w ceremonii wyboru królewskiej małżonki?"

"N-nie".

"Zostałaś wybrana, Piper. Jesteśmy tu, by eskortować cię do pałacu".

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 3: Rozdział 3 - Zawłaszczona przez mojego byłego Alfę na Próbach Luny | StoriesNook