Nicholas trzymał Elvę bezpiecznie w ramionach, po czym wyprostował się do swojej pełnej wysokości. Elva ukryła twarz w zagłębieniu jego szyi i ramienia. Delikatnie poklepał ją po plecach.
Spojrzał na Elvę, a jego wzrok był tak czuły, że moje serce się zacisnęło.
"Już, już", szepnął. "Jesteś bezpieczna".
"O mój Boże", powiedziała jedna z pozostałych dziewcząt w pokoju, wachlując się. "Oczywiście, że ma świetne podejście do dzieci".
"Niech mnie ktoś uszczypnie", odezwała się kolejna. "Chyba śnię".
Łagodny wyraz twarzy Nicholasa stwardniał, gdy rozejrzał się piorunującym wzrokiem po reszcie pomieszczenia. "Czyje to dziecko? Dlaczego tu jest?"
Ruszyłam naprzód, ale dziewczyna w różowej sukni odezwała się, zanim zdążyłam do niego dotrzeć.
"Wkradł się ktoś z zewnątrz, chyba że to pokojówka".
Niektóre dziewczyny zachichotały moim kosztem.
"Ona nie może być uczestniczką", inna dziewczyna udała szept, wystarczająco głośny, by usłyszała go połowa sali. "Myślałam, że musimy być dziewicami, a ona ma dziecko".
Chciałam zapaść się pod ziemię i zniknąć w rogu. Dziewica czy nie, byłam nikim w porównaniu do reszty tych dziewcząt.
Moje ubrania nie były tak ładne jak ich, a moja sylwetka nie przypominała już tej z Akademii. Straciłam sporą część swojej tkanki mięśniowej. Byłam chuda od zbyt wielu wieczorów z pominiętą kolacją.
Dobro Elvy zawsze stawiałam przed swoim.
Jej bezpieczeństwo było jedynym powodem, dla którego ruszyłam dalej, zamiast schować się ze wstydu. Zatrzymałam się dopiero, gdy dotarłam do Nicholasa.
Spojrzał na mnie, a ja spojrzałam na niego.
Zapomniałam już, jak wspaniałe miał oczy, złoto-brązowe z zielonymi plamkami. Gdy się spotykaliśmy, spędzałam godziny wpatrując się w nie, próbując zapamiętać ten kolor, ale wydawał się inny za każdym razem.
Wcześniej, gdy patrzyłam wystarczająco długo, potrafiłam zyskać jego nieśmiały uśmiech. Teraz jego twarz była całkowicie pozbawiona emocji. Patrzył na mnie jak na nieznajomą.
Czy on... mnie nie poznał?
Zmieniłam się, owszem, ale nie na tyle, by stać się nierozpoznawalna. Chyba że naprawdę zamknął mnie w przeszłości i ruszył naprzód, nigdy nie oglądając się za siebie.
A może po prostu udawał, by zachować twarz. Mogłam być dla niego wielkim powodem do wstydu, pojawiając się tu lata po tym, jak go zostawiłam, i to z dzieckiem.
Może mnie nienawidził.
"To ta intruzka z zewnątrz". Dziewczyna w różu wskazała na mnie gestem.
"Zbadam to", powiedział Nicholas, a nawet jego głos był monotonny. Jeszcze chwila wpatrywania się we mnie obojętnym wzrokiem, a potem odwrócił się i odszedł.
Wciąż trzymał Elvę, więc poszłam za nim. Zaprowadził mnie do sąsiedniego pokoju, oddzielonego drzwiami.
Urzędowo wyglądający mężczyzna w garniturze podbiegł do niego pospiesznym krokiem. "Wasza Wysokość, przypominam, że zgodnie z zasadami selekcji, nie możesz przebywać jeszcze sam na sam z uczestniczkami".
Nicholas zatrzymał się, by spojrzeć na mężczyznę, który nerwowo cofnął się o krok.
"To jest wyjątek", rzucił Nicholas.
"Tak jest, panie. Oczywiście, panie". Mężczyzna ukłonił się dwa razy podczas wycofywania się.
Nicholas zaniósł Elvę do środka. Weszłam za nimi. Służący podszedł i zamknął za nami drzwi, zostawiając Nicholasa, Elvę i mnie samych w niewielkim saloniku.
W żołądku zaczęło mi się burzyć. Myślałam, że zwymiotuję. Nigdy nie przypuszczałam, że jeszcze spotkam Nicholasa, a już na pewno nie w takich okolicznościach.
Nie miałam pojęcia, co w ogóle powiedzieć. Co sobie o mnie pomyśli, widząc mnie taką? Widząc mnie tutaj, jako część selekcji? I to z Elvą?
Elvą, która zdawała się odprężona na jego klatce piersiowej. Musiała zapłakać się do snu, miała zamknięte oczy i śliniła się lekko. Wydawała się spokojna.
Zrobiłam krok w stronę Nicholasa, i w tej samej chwili jego perfekcyjna maska opadła. Zmarszczył brwi. Jego złote oczy wypełniły się wściekłością.
Choć jego dłonie spoczywały delikatnie na Elvie, ramię oplotło ją bardziej opiekuńczo.
"Jak śmiałaś ukrywać przede mną moje dziecko?" zażądał odpowiedzi.
Wszystkie moje myśli zatrzymały się z piskiem opon. Zamrugałam raz, drugi, ale, nie, nie mogłam pojąć sensu jego słów.
Bardzo elokwentnie wypaliłam: "Co?"
Spojrzałam na Elvę, która cicho spała w jego ramionach. Miała trzy lata. To pokrywało się z naszym rozstaniem trzy lata temu. Ale...
Próbowałam przywołać w głowie wspomnienia. Byliśmy wtedy tacy młodzi, zbyt chętni, podekscytowani i niedoświadczeni.
Oboje skończyliśmy w niezdarnym pośpiechu. Nie mogłam sobie przypomnieć, gdzie skończył, gdy szczytował. Ale czy nie miał wtedy na sobie prezerwatywy?
Jego twarz wciąż wyrażała złość, ale pewność, która ją podsycała, zdawała się przechodzić w zdumienie. Jego spojrzenie zaczęło wędrować, jakby też próbował sobie to przypomnieć.
"Mylisz się", powiedziałam, chcąc przynieść mu choć odrobinę spokoju.
Nie było tajemnicą, że Nicholas chciał mieć dzieci. Mówił o tym nawet w telewizji. Ukrywanie przed nim dziecka byłoby okrucieństwem. Prawdopodobnie do końca życia zmagałby się z poczuciem winy za utracone lata.
"Elva. Tak ma na imię. Ale nie jest twoja".
Jego oczy rozszerzyły się na moment, a potem złość powróciła ze zdwojoną siłą. "Ty..."
Cokolwiek zamierzał powiedzieć, wydawało się, że ma z tym problem. Przełknął to z trudem.
Spojrzał na zmianę na mnie i na Elvę. "Wygląda tak jak ty".
Zgadza się. Jej biologiczną matką była moja siostra, identyczna bliźniaczka. Ale nie miałam zamiaru mówić tego Nicholasowi. Elva była moja pod każdym względem, który miał znaczenie. Nie pozwolę, by postrzegano ją jako kogoś mniejszej wagi.
Moje milczenie najwyraźniej odpowiedziało na jakieś jego niewypowiedziane pytanie, bo zaczął warczeć.
Wyprostowałam się z zaskoczeniem. Co mogło wywołać taką reakcję?
Elva poruszyła się w jego ramionach, a on od razu stłumił ten głęboki, dudniący dźwięk.
Powoli, delikatnie, opuścił Elvę na jedną z pluszowych kanap w pokoju.
"Nie gniewaj się na mamusię", dobiegł cichy głos Elvy.
Moje serce pękło.
Nicholas cicho ją uciszył, wsuwając poduszkę pod jej śpiącą głowę. "Odpocznij teraz. Twoja mama i ja po prostu sobie porozmawiamy".
"Żadnego głośnego gadania", powiedziała Elva, z opadającymi ciężko powiekami.
"Dobrze", odparł Nicholas, tak łagodnie.
"Obiecujesz?"
"Obiecuję".
Oboje czekaliśmy, aż oddech Elvy się wyrówna. Kiedy mocno zasnęła, Nicholas wyprostował się. Wskazał mi drugie drzwi, te prowadzące do łazienki.
Uniosłam na niego brew.
Wskazał na Elvę, która spała.
Oczywiście, że nie chciał jej obudzić tym, co miał zamiar powiedzieć. Ja też nie chciałam jej obudzić.
Wzdychając, weszłam do łazienki. Na szczęście była niemal tak duża jak pokój, w którym przed chwilą przebywaliśmy, z wysoką toaletką zajmującą jedną całą ścianę i wielką wanną rozciągającą się na całą szerokość drugiej.
Podeszłam do toaletki, po czym odwróciłam się przodem do niego, gdy zamknął za sobą drzwi do trzech czwartych. Na tyle, żebyśmy mogli usłyszeć Elvę, gdyby nas zawołała.
Kiedy Elva zniknęła nam z oczu i zasięgu słuchu, i gdy Nicholas stanął w jasnym świetle łazienki, mogłam dostrzec, jak całe jego ciało się napina, co jeszcze bardziej powiększało jego posturę.
Złoto w jego oczach pociemniało, stając się niemal całkowicie czarne, zostawiając po sobie jedynie zielone plamki, iskrzące się niczym las w blasku księżyca.
Zgodnie z obietnicą daną Elvie, nie podniósł głosu. Zamiast tego był napięty i niski, niebezpieczny.
"Piper".
To był pierwszy raz od trzech lat, kiedy usłyszałam, jak wypowiada moje imię. Mimo woli zadrżałam.
Gdyby był kimkolwiek innym niż mężczyzną, którego kochałam te wszystkie lata temu, uciekłabym gdzie pieprz rośnie.
Ale to był ten mężczyzna.
I był wściekły. Jego ciało niemal trzęsło się z gniewu.
Czekałam na oskarżenie, którego nadejścia się domyślałam. A jednak, nawet kiedy je usłyszałam, zabolało jak fizyczny cios.
"Jak długo czekałaś po naszym rozstaniu, zanim pozwoliłaś, by jakiś inny facet zrobił ci dziecko?"






