languageJęzyk

04~ Wydano

Autor: Ava Harrison11 maj 2026

— Więc jak będzie? Przyjmie pani jego ofertę? — Silas Mercer przekonywał wahającą się Vivian, która po wysłuchaniu szczegółów propozycji zachowywała sceptycyzm.

Życie było pełne niespodzianek, ale Vivian z pewnością nie spodziewała się takiej.

W zaledwie trzy dni straciła cały majątek, a teraz nagle znikąd pojawia się ktoś z pomocną dłonią, ale z absurdalnym żądaniem.

Pięć minut wcześniej...

— Co? Pani szef chce się ze mną ożenić w zamian za wycofanie zarzutów i spłatę moich długów? — dopytywała Vivian, wciąż będąc w szoku, że istnieje na świecie człowiek zdolny złożyć taką ofertę.

— Tak, pani Vance. Mój szef jest bardzo bogaty i wpływowy. Jest również jednym z inwestorów pani firmy i jest gotów pomóc pani spłacić wielomilionowe zadłużenie. Jedyne, co musi pani zrobić, to wyjść za niego za mąż — wycedził powoli Silas.

— To niedorzeczne! Nie mogę wyjść za człowieka, którego nie kocham, do licha, za kogoś, kogo nigdy w życiu nie widziałam. Mówimy tu o zobowiązaniu na całe życie — zauważyła Vivian, sfrustrowana swoją sytuacją.

„Czy naprawdę nie mam innego wyjścia?” — Vivian nigdy nie przypuszczała, że znajdzie się w sytuacji między młotem a kowadłem.

— Rozumiem, że woli pani spędzić resztę życia w więzieniu? — zapytał Silas.

„Szlag!” — przeklęła asystenta w myślach. Był naprawdę dobrym negocjatorem. Potrafił wykorzystać jej słabość, by zmusić ją do ustępstw.

— Jak wygląda pani szef? Proszę pokazać mi jego zdjęcie — zażądała Vivian; w końcu nie mogła w ciemno wchodzić w małżeństwo z kimś nieznajomym. „A co, jeśli to jakiś łysiejący facet z piwnym brzuchem?”

— Przykro mi, ale on nalega na zachowanie anonimowości, dopóki nie przyjmie pani propozycji i nie zgodzi się na ślub — odpowiedział Silas.

Vivian poczuła, jak serce jej zamiera, co tylko potwierdziło jej podejrzenia. „Gdyby był przystojny, to czy chciałby się ukrywać do momentu akceptacji oferty?”. To mogło oznaczać tylko jedno: stary chłop z wielkim brzuszyskiem.

Zasmuciła ją myśl o poślubieniu starego, łysiejącego mężczyzny. Przez całe życie wszystko szło gładko, a teraz nagle utonęła w długach i sprzedaje się jakiemuś starcowi, by je spłacić.

„Czy to znaczy, że będę teraz miała sugar daddy?” — Vivian zawsze gardziła dziewczynami, które sypiały ze starszymi panami dla luksusów. Ale teraz była w tej samej sytuacji. Sprzedawała się, bo została przyparta do muru.

— Pani Vance, naprawdę nie ma pani wyboru. Mój szef powiedział, że to pani jedyna szansa. Jeśli pani odmówi, on wycofa ofertę — przekonywał ją spokojnie Silas, choć plecy miał mokre od zimnego potu.

Jeśli ta kobieta odmówi, on może pożegnać się z pracą.

— Ale nie jest aż tak łysy, prawda? — zapytała Vivian, co sprawiło, że Silas wybuchnął śmiechem, wyobrażając sobie swojego gburowatego szefa jako łysielca.

Tłumiąc śmiech, odpowiedział: — Proszę się nie martwić, aparycja mojego szefa jest na najwyższym poziomie — Silas pokazał palcami znak OK.

Vivian westchnęła w duchu, wciąż pełna obaw. Skoro asystent tak bardzo starał się udowodnić, że szef jest przystojny, to na bank jest brzydki i stary.

— Niech pani posłucha, taka oferta więcej się nie powtórzy. Do popołudnia ludzie, którym jest pani winna pieniądze, zaczną składać pozwy. Spędzi pani resztę życia za kratkami. Przyjęcie oferty mojego szefa to teraz pani najlepsza karta — zalecił cierpliwie Silas.

— Dobrze — zgodziła się Vivian, choć niechętnie. Skoro i tak była w tej matni, nic gorszego nie mogło jej już spotkać.

„To tylko podpisanie papierka, tak? Zawsze mogę znaleźć wymówkę, żeby nie wypełniać obowiązków małżeńskich” — pomyślała, marszcząc nos na samą myśl o zbliżeniu ze starym, łysiejącym i ciężko dyszącym facetem. „Fuj!”.

— Świetnie! Proszę podpisać tutaj... i tutaj — powiedział wesoło Silas, wskazując miejsca w dokumencie.

Otarł niewidzialny pot z czoła. Negocjacje były trudniejsze, niż myślał. Dzięki Bogu dziewczyna się zgodziła i uratowała mu posadę.

Vivian przejrzała umowę, w której wymieniono ogromne kwoty mające zostać spłacone oraz zapis o tym, że po podpisaniu nie może się już wycofać.

W ostatecznym rozrachunku była warta tylko sto milionów dolarów. Serce ją zabolało, gdy przypomniała sobie słowa ojca, który mówił, że jest bezcenna.

Biorąc długopis, który Silas położył na stole, podpisała dokumenty z ciężkim sercem. Gula w gardle była zbyt bolesna, by mogła ją przełknąć.

— Bardzo pani dziękuję, pani Vance. Miło było z panią współpracować — powiedział Silas, wstając i kłaniając się teatralnie.

Drzwi do pokoju widzeń otworzyły się i wszedł do niego korpulentny mężczyzna.

— Panie Kravitz, właśnie kończyłem formalności z panią Vance. Podpisała ofertę. Czy wszystko gotowe? — zapytał Silas.

— Tak. Może zostać zwolniona — odpowiedział pan Kravitz.

Vivian była w szoku, widząc skuteczność tych ludzi. Minęła zaledwie godzina, a wszystko zostało załatwione i była wolnym człowiekiem... przynajmniej w świetle prawa. Teraz musiała wejść do innego więzienia zwanego małżeństwem, z mężczyzną, którego nie znała.

Verna, strażniczka, przyniosła garnitur, który Vivian miała na sobie w dniu aresztowania, a ta poszła przebrać się w łazience.

Spojrzała w lustro i poczuła smutek. Jej cera zmieniła się w ciągu zaledwie trzech dni. Straciła też na wadze.

Zaciskając mocno pięści, poprzysięgła zemstę i odzyskanie firmy po wsadzeniu oszusta Gavina do więzienia.

Związując włosy w niedbały kok, wyszła z łazienki. Chciała podejść do recepcji, by dopełnić formalności wyjściowych, ale powstrzymał ją Silas.

— Nie musi pani — powiedział. — Szef wyczyścił pani kartotekę. Może pani zacząć życie z czystą kartą — dodał, a serce Vivian zabiło mocniej. Mimo że ten tajemniczy mężczyzna mógł być stary i łysy, zdawał się być troskliwy i wyrozumiały.

Była szczerze wdzięczna, bo to nie byłoby sprawiedliwe, gdyby ciągnęła się za nią kryminalna przeszłość za coś, czego nie zrobiła.

Inspektor Garret wyszedł ich odprowadzić, ale teraz zachowywał się z wielkim szacunkiem. Całkowite przeciwieństwo jego wcześniejszej, pewnej siebie postawy. Vivian zastanawiała się, skąd ta nagła zmiana.

Pokręciła głową, czując obrzydzenie do ludzkiej hipokryzji. Depczą cię, gdy leżysz, ale szanują w sekundzie, gdy dowiedzą się, że karta się odwróciła i zajmujesz wysoką pozycję.

Wychodząc z posterunku, Vivian wzięła głęboki oddech. Brakowało jej tego... czystego, bezwonnego powietrza, którym można oddychać swobodnie. Cele policyjne były naprawdę brudne i wymagały remontu. Wzdrygnęła się na myśl o powrocie tam. Nigdy więcej.

Podjechał Maybach i zatrzymał się tuż przy nich. Silas otworzył tylne drzwi i gestem zaprosił Vivian do środka.

Patrząc na kierunek, w którym jechał samochód, wydawało się, że zmierzają prosto do urzędu stanu cywilnego.

Vivian skrzywiła się na tę myśl. „Czy ja mam wyjść za mąż w brudnych ubraniach i z nieświeżym ciałem?”. Martwiła się, że przyszły mąż poczuje do niej obrzydzenie i odeśle ją z powrotem do więzienia. Naturalnie chciała zrobić dobre pierwsze wrażenie.

— Silas, chciałabym wziąć prysznic i przebrać się, proszę — błagała.

— Przykro mi, proszę pani, szef kazał jechać bezpośrednio tam, ponieważ po południu ma ważne spotkanie — odpowiedział Silas.

Vivian wzięła głęboki wdech, patrząc na swój zaniedbany stan. Nie wiedziała, jak wybrnąć z tej upokarzającej sytuacji, która czekała ją w urzędzie.

Być może jej przyszły mąż nie dbał o wygląd. Ale ta myśl tylko pogłębiła smutek Vivian, a w jej oczach zakręciły się łzy. „Jakie ja będę prowadzić życie?” — pomyślała ze smutkiem.

Trzydzieści minut później stały przed wejściem. Czekały prawie godzinę i Vivian zaczynała tracić cierpliwość. Chciała narzekać, ale pamiętając o swoim położeniu, ugryzła się w język i czekała w milczeniu.

Wkrótce do wejścia zaczął zbliżać się niski, gruby mężczyzna, a serce Vivian zaczęło gwałtownie tłuc się w piersi, gdy mu się przyjrzała.

Był łysy, miał wielką, niechlujną brodę i największy piwny brzuch, jaki kiedykolwiek widziała. Czuła, jak w żołądku wiąże się jej supły i zbiera się jej na mdłości. „To mój mąż?”. Ta ewentualność przeraziła ją nie na żarty.

Zaczęła się zastanawiać, czy nie jest za późno na odrzucenie oferty i powrót do celi. „To byłoby lepsze”.

Im cięższe kroki stawiał grubas, zbliżając się do niej, tym mocniej serce Vivian waliło jej w piersi, aż miała wrażenie, że zaraz eksploduje.

Serce ją bolało na myśl o tym, w co obróciło się jej idealne życie.

Mężczyzna dotarł już do wejścia; Vivian właśnie zamierzała otworzyć usta, by go powitać, gdy ten minął ją i wszedł do urzędu, nawet na nią nie spoglądając.

Jej szaleńczo bijące serce natychmiast się uspokoiło. „Uff! Było blisko!”.

Vivian usłyszała stłumiony śmiech i spojrzała na Silasa, który próbował powstrzymać chichot.

— Pani Vance, jest pani zabawna. Myślała pani, że to pani przyszły mąż? — zapytał rozbawiony, wybuchając w końcu śmiechem, którego nie mógł już opanować.

Vivian posłała irytującemu asystentowi mordercze spojrzenie. W głębi duszy poczuła jednak ulgę i modliła się, by jej mąż nie przypominał człowieka, który przed chwilą przeszedł.

Wkrótce na podjazd zajechała kolumna Maybachów.

Każdy przechodzień zatrzymywał się, by zobaczyć, jaki to krezus urządził sobie tak uroczyste wejście.

Naturalnie Vivian też się zainteresowała. W końcu i tak się nudziła, stojąc przy wejściu i czekając na niedoszłego męża.

Mężczyzna, który wysiadł z samochodu, był ubrany elegancko w całkowicie czarny garnitur. Miał idealny wzrost, modne cięcie typu taper z przedziałkiem i krótko przystrzyżoną brodę na wyraźnie zarysowanej szczęce.

Gdy jego twarz stała się wyraźna, serce Vivian zamarło. „Cil?”

Cillian Sterling był trzydziestojednoletnim przedsiębiorcą. Był prezesem Sterling Systems Group, firmy, którą założył od zera i którą obecnie wyceniano tak wysoko, że on sam figurował jako drugi najbogatszy człowiek na świecie.

W czasach uniwersyteckich szalał za Vivian, ale ona bezlitośnie go odrzuciła na oczach wielu osób.

Vivian nie wiedziała, jak zareagować na spotkanie ze starym znajomym, którego w przeszłości tak bardzo upokorzyła.

Westchnęła cicho w modlitwie, mając nadzieję, że przejdzie obok niej, nie zauważając jej, by uniknąć niezręczności.

Jednak jej świat legł w gruzach, gdy prawnik, pan Kravitz, podszedł i stanął obok Cila.

Do Vivian dotarła prawda, a jej oczy rozszerzyły się z przerażenia.

„T-To on jest tym tajemniczym mężczyzną?”

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki