— Pani Vance, proszę czekać! Gdzie pani biegnie? — krzyknął Silas, ruszając w pogoń za Vivian, która rzuciła się do ucieczki, gdy tylko zdała sobie sprawę, kim jest jej przyszły mąż.
— Z powrotem do więzienia! — odkrzyknęła, starając się biec jak najszybciej w swoich szpilkach.
— Ale dlaczego? Proszę pamiętać, że po podpisaniu umowy nie można już zmienić zdania, a pani ją podpisała! — przypomniał Silas, dysząc ciężko.
— Mam gdzieś tę umowę!
Silas pomyślał, że pani Vance chyba poluzowała się jakaś śrubka w głowie. Martwiła się, że jej mąż będzie stary i brzuchaty, a teraz uciekała, ile sił w nogach na widok przystojnego pana Sterlinga. „Czy z jej myśleniem wszystko było w porządku?”
Cillian, który podszedł do wejścia, zmrużył oczy, wpatrując się w uciekającą Vivian i patetycznie goniącego ją Silasa. W jego sercu wezbrała fala frustracji.
Nawet w takiej sytuacji wciąż nie chciała z nim być. „Czy naprawdę był w jej oczach aż tak fatalny?”
Zaciskając dłonie w pięści, zachował spokój mimo wichury emocji uderzającej w jego serce. „Vivian, wpadłaś już w moją pułapkę i nie uciekniesz. Nie pozwolę ci na to” — pomyślał.
Cillian wrócił do Miasta po latach pobytu za granicą. W końcu nie mógł już dłużej wytrzymać z dala od tego miejsca i postanowił wrócić tam, gdzie kiedyś go złamano.
Wiedział, że stąpa po cienkim ludzie, ale w chwili, gdy zobaczył Vivian tamtej nocy w Zenith Horizon Lounge, natychmiast podjął decyzję.
Skoro nie potrafił o niej zapomnieć, uwięzi ją przy swoim boku i niech cierpią razem. Nie mógł być jedynym, który czuje ból.
Skandal dał mu idealną okazję, by dostać to, czego chciał. Wiedząc doskonale, że Vivian nie ma drogi ucieczki, wyciągnął telefon i zadzwonił do asystenta.
— Wracaj — rozkazał krótko i rozłączył się. Vivian sama wróci do niego z prośbą.
Silas, któremu nagle kazano wracać, był skonsternowany. „Czy szef zrezygnował z ożenku z panią Vance? Dlaczego, po tym wszystkim, co sobie zadał?”
Przestał gonić Vivian, odwrócił się i wrócił do urzędu.
Vivian, która biegła drobnymi kroczkami przez szpilki, nagle poczuła, że coś jest nie tak. Odwróciwszy się, ze zdumieniem stwierdziła, że asystenta nie ma już w zasięgu wzroku.
Serce jej zabiło szybciej, gdy dotarła do niej prawda. „Czy wycofali się z układu?”. Nie miała pojęcia. Cokolwiek się działo, na pewno coś było na rzeczy, skoro Silas tak nagle przestał ją gonić.
Bez nikogo, kto by ją namawiał do małżeństwa, piłeczka była teraz po jej stronie.
Zatrzymała się i chłodno oceniła swoją sytuację. Wyjście za Cila właściwie nie było takie złe. Choć znienawidził ją po tym, jak odrzuciła go lata temu... kiedyś przecież byli przyjaciółmi, więc może w przyszłości jakoś się dogadają.
Przekonawszy samą siebie, zaczęła iść z powrotem w stronę urzędu i oczy jej się rozszerzyły, gdy zobaczyła, że Cillian już wychodzi.
— Czekaj... Cil! — zawołała, a Cillian zesztywniał, słysząc, jak Vivian zwraca się do niego tak poufale.
Gniew i inne, niewytłumaczalne uczucie wezbrało w nim; odwrócił się, mierząc ją przenikliwym spojrzeniem. Vivian zadrżała, a dreszcz przebiegł jej po plecach, gdy Cil tak na nią popatrzył.
„Stał się taki przerażający” — pomyślała.
— O co chodzi, pani Vance? Nie mamy całego dnia — rzucił Cil, gdy podeszła i stanęła naprzeciw niego.
Jej serce zakołatało, gdy spojrzała na niego z bliska. Jego uroda dorównywała greckim bogom. Vivian zastanawiała się, czy on zawsze był tak przystojny. „A może po prostu wcześniej tego nie zauważyła?”
— Gdzie pan idzie? Poszłam tylko na chwilę do łazienki — skłamała bez mrugnięcia okiem, ale nie miała wyjścia, inaczej Cil mógłby wycofać ofertę.
Naturalnie Cillian przejrzał ją na wylot, ale nie wytknął jej kłamstwa. Postanowił nawet pociągnąć tę grę.
— Ach tak, łazienka musi być bardzo daleko, skoro nie mogła pani skorzystać z tych w urzędzie — zauważył, patrząc na jej rumieniącą się twarz, po czym zmarszczył brwi.
Chwycił ją za podbródek i uniósł jej głowę.
W chwili, gdy jego palce dotknęły jej skóry, Vivian poczuła, jak przez jej ciało przebiega dreszcz. To było dziwne, obce uczucie.
— Co się stało?! — zapytał Cil, a w jego głosie pobrzmiewał wyraźny gniew.
Vivian nie wiedziała, o czym mówi, więc tylko uniosła pytająco brew.
— Tutaj... co się stało? Kto to zrobił? — odparł Cil, przesuwając chłodnymi palcami po jej rozciętej wardze, a ona zadrżała.
— Uh... ja... to inspektor — odpowiedziała, speszona intensywnymi wyładowaniami, które czuła pod wpływem jego dotyku. Zupełnie nie rozumiała, co to jest. „Może to ładunki elektrostatyczne?”
— Każcie komuś odciąć mu rękę — syknął Cil, zwracając zimne spojrzenie w stronę Silasa. Powiedzieć, że był wściekły, to jakby nic nie powiedzieć; był furią. „Jak ten inspektor śmiał dotknąć mojej kobiety? Ona jest moja!”
Vivian gapiła się na Cila po tym, jak wydał tak absurdalny rozkaz. Czy on mówił poważnie?
Podświadomie chwyciła go za ramię, by go powstrzymać. — Nie trzeba, on tylko wykonywał swoją pracę. Na początku nie chciałam współpracować.
Cil poczuł mieszankę emocji, gdy dłonie Vivian zacisnęły się na jego ramieniu; jego serce nagle zaczęło pędzić. Zmrużył oczy, patrząc na gładkie dłonie owinięte wokół jego przedramienia.
Vivian zauważyła jego spojrzenie i nagle puściła go, jakby oparzyła się o gorący ziemniak. „Boże! Dlaczego to zrobiłam?” — pomyślała w udręce, nie zauważając grymasu, który pojawił się na twarzy Cila, gdy odtrąciła jego dłoń niczym zarazę.
— Idziemy — rzucił chłodno i ruszył w stronę wejścia do urzędu.
Vivian, wciąż karcąca się w duchu za to, że tak go złapała, otrząsnęła się.
„To wszystko? Nie zamierzał robić scen po tym, jak próbowała uciec? A może kupił tę bajeczkę o łazience?”
Vivian zachichotała pod nosem, myśląc, że Cil musi być naprawdę naiwny, skoro uwierzył w tak marną wymówkę.
Ruszyła za nim, ciesząc się przynajmniej z tego, że wychodzi za mąż za kogoś w swoim wieku. Reszta jakoś się ułoży. Będzie ciężko pracować, spłaci długi i weźmie z nim rozwód.
Cillian z kolei pocierał palce, wciąż czując dotyk skóry Vivian. Kiedy wcześniej dotknął jej warg, chęć pocałowania jej była tak silna, że musiał włożyć całą siłę woli w to, by się opanować.
Była dla niego jak narkotyk, od którego był uzależniony. Przez te wszystkie lata nie potrafił pójść naprzód ani o niej zapomnieć.
....
Dwoje ludzi, między którymi nie było miłości, stało teraz naprzeciw siebie przed urzędniczką w prywatnej sali urzędu stanu cywilnego.
— Czy ty, Cillianie Sterlingu, bierzesz Vivian Vance za swoją prawowitą małżonkę? Czy przyrzekasz ją kochać i szanować, dopóki śmierć was nie rozłączy? — zapytała urzędniczka, kobieta średniego wzrostu w czarnym kostiumie.
— Tak — odpowiedział niskim, zachrypniętym głosem, a serce Vivian zabiło gwałtownie.
— Czy ty, Vivian Vance, bierzesz Cilliana Sterlinga za swojego prawowitego małżonka? Czy przyrzekasz go kochać i szanować, dopóki śmierć was nie rozłączy? — zapytała urzędniczka, patrząc na Vivian.
Serce Vivian wciąż waliło jak oszalałe; miała wrażenie, że w każdej chwili może pęknąć. „Czy naprawdę zamierzam to zrobić?”. Wahała się; w końcu to były ślubowania, które powinni składać sobie kochankowie, a między nią a Cilem nie było nic.
Gdy Cil zobaczył jej wahanie, mocno zacisnął dłonie. W piersi poczuł znajome, bolesne szarpnięcie. Czuł się tak, jakby tysiąc strzał przebijało mu serce, ale zachował kamienną twarz, mrużąc oczy na Vivian, która nerwowo unikała jego wzroku.
— Pani Vance? — przypomniała urzędniczka, a Vivian oprzytomniała. I tak nie miała wyboru, więc postanowiła iść na całość.
— Tak — odpowiedziała stanowczo.
— Wspaniale. Na mocy władzy mi powierzonej ogłaszam was mężem i żoną — obwieściła urzędniczka, pieczętując związek Vivian i Cila.
Zauważyła wcześniej, że ta para zdaje się być ze sobą w konflikcie, więc zawahała się, czy kazać panu młodemu pocałować pannę młodą.
— Uh... Możecie się teraz pocało—
— Pomińmy to! — powiedzieli Vivian i Cil jednocześnie, a urzędniczka zmarszczyła brwi na tę dziwną parę.
„Czy to małżeństwo aranżowane?”. To i tak nie była jej sprawa. Przystąpiła do podpisywania aktu ślubu i po przybiciu pieczątki oddała go chłodnej parze, by móc się ich jak najszybciej pozbyć.
Wychodząc z urzędu, Vivian czuła się naprawdę wyciśnięta z sił i zmęczona. Potrzebowała długiej kąpieli i masażu.
Gdy Cil, idący obok niej, zauważył jej przybity wygląd, wezbrała w nim złość. „Czy wyjście za niego było dla niej aż tak wielkim ciężarem?” — pomyślał sfrustrowany. „Skoro tak chce pogrywać, to niech mnie później nie obwinia”.
Podjechała kolumna samochodów Cila, a on wsiadł na tylne siedzenie.
Vivian nie wiedziała, czy ma jechać z nim, czy nie, więc stała na zewnątrz.
— Czekasz na oficjalne zaproszenie? — zapytał lodowato Cil.
— Uh... nie. — Vivian szybko wsiadła, a jej serce pędziło niczym galopujący koń. Był naprawdę przerażający i zdawał się być osobą o zmiennych nastrojach. Modliła się w duchu, by byli w stanie ze sobą wytrzymać.
— Silas, umowa — zażądał Cil, a Silas siedzący na miejscu pasażera wyciągnął dokument i odwrócił się, by podać go zdezorientowanej Vivian.
— Po co to? Przecież już podpisałam umowę.
— Tak, ale nie przeczytała pani wszystkiego uważnie — powiedział z szacunkiem Silas. Vivian wzięła umowę, położyła ją na kolanach i zaczęła kartkować.
Ku swojemu przerażeniu odkryła klauzule, których wcześniej nie widziała. Serce jej zamarło, gdy przeczytała to, co widniało na dole strony...






