– Em... kochani? – odezwała się nieśmiało Sloane do pary bezwstydnie całującej się na korytarzu, gdy tylko otrząsnęła się z oszołomienia.
Trwało to już dobre pięć minut i sytuacja zaczynała wymykać się spod kontroli, bo Cillian ściskał pośladek Vivian, wywołując jej cichy jęk. Sloane musiała ich powstrzymać, zanim zaczną płodzić dzieci tuż przed jej drzwiami.
– Słuchajcie? Em... okej... pójdę do ś






