Pracownicy banku niemal kłaniali się w pas, gdy Killian wszedł do środka. Kilku z nich przywitało go i zaoferowało usługi, których Killian nawet nie słuchał. Ich głosy były w jego uszach niczym ciche bzyczenie muchy, którą chciał odgonić. Podszedł do stanowiska na tyłach, do wyraźnie zaskoczonego kasjera.
— D-dzień dobry, panie Abernathy. Pańska obecność to dla nas zaszczyt. W c-czym mogę pomóc?






