languageJęzyk

Rozdział 4

Autor: Aeliana Moreau15 cze 2026

Nieznajomy spojrzał na nią i uniósł brew. Freya domyśliła się, że wziął ją za prostytutkę. I to wpisywało się w jej plan. Może ten bogacz mógłby dać jej pieniądze, których potrzebowała.

*Przynajmniej jest ciacho*, pomyślała. Skoro i tak miała zostać sprzedana, równie dobrze mogło to być na jej własnych warunkach.

– Dobra. Widzę, do czego to zmierza. Niech będzie. – Potem już się nie odzywał.

Freya rozkoszowała się ciepłem wewnątrz auta, ale jednocześnie wzdrygała się na myśl o bałaganie, jaki w nim robiła. Brudna deszczówka mogła poplamić lśniące skórzane siedzenia. On jednak zdawał się tego nie zauważać.

Zatrzymali się przed luksusowym, pięciogwiazdkowym hotelem. Lobby było olśniewające. Jej mokre buty chlupały na wypolerowanych marmurowych podłogach. Lustrzane sufity uderzały ją jej własnym odbiciem. Freya zrozumiała, że jej podejrzenia były słuszne. On uważał ją za pracownicę seksualną, a z tym wiązały się określone oczekiwania.

Poszła za nim do recepcji. Elegancka pracownica przywitała go ze znajomym entuzjazmem.

– Dobry wieczór, panie Abernathy. Obsługa była w pana pokoju. Wszystkie pościele zostały wymienione na świeże – szczebiotała. Freya zauważyła na plakietce pracownicy imię Clara. Cóż, Clara zdawała się bardzo dbać o satysfakcję swojego gościa. Freya w duchu przewróciła oczami na widok tego, jak Clara mu nadskakiwała. Ale z drugiej strony, sama nie była w pozycji, by kogoś oceniać.

– Dzięki, Claro – odpowiedział. – I mów mi Killian – puścił do niej oko. Co za playboy.

– Tak, proszę pana. To znaczy, Killianie – gruchnęła Clara. Freya trzymała głowę nisko, gdy Killian prowadził ją w stronę wind.

Serce podeszło jej do gardła. Co ja wyprawiam?

Wszystkie jej problemy zostałyby rozwiązane, gdyby ten plan się powiódł. Ale mógł on przynieść cały zestaw nowych kłopotów. Ile była gotowa zaryzykować? Decyzja zapadła. Teraz musiała ją tylko zrealizować.

Zaprowadził ją do pięknego apartamentu. Nigdy nie widziała bardziej wystawnej przestrzeni. Wszędzie było mnóstwo bieli i kremów akcentowanych złotem. Przycisnęła torbę do piersi, próbując ukryć, w jak opłakanym jest stanie. Zauważył to i zaśmiał się.

– Nikt nie ukradnie ci twoich gratów. – Przeszedł głębiej do pokoju i usiadł na jednej z luksusowych kanap. Freya gapiła się na niego. Rzeczywiście był bardzo przystojny i stanowił o wiele lepszą opcję niż jakiś stary zboczeniec, który dobija targów, by kupować ludzi. Stała w drzwiach i patrzyła, jak poluźnia krawat i zdejmuje marynarkę.

To niczym nie różniło się od sytuacji, w której mężczyzna zabiera prostytutkę na noc. Miała zamiar zaproponować temu człowiekowi, by zapłacił jej za seks. To była czysta desperacja. Ale nie miała wyboru. Pieniądze rozwiązałyby jej problemy. Wiedziała o tym.

– Wejdź. Nie stój tak.

Freya weszła niepewnie, wzdrygając się, gdy kapała wodą na wystawny dywan. Jęknął i rzucił w nią suchym ręcznikiem.

– Idź pod prysznic i wysusz się. – Kill wskazał w stronę łazienki.

Freya chwyciła ręcznik i napawała się tym, jak miękki, ciepły i suchy był. Weszła do łazienki i oniemiała. Jeszcze więcej marmuru i złota. Ogromna wanna dominowała w pomieszczeniu. Było tam tyle pokręteł i przycisków. Dziesiątki zapachowych świec, buteleczki luksusowych produktów, puszyste ręczniki i szlafroki były rozrzucone w celowym, artystycznym nieładzie.

Być może przez tę jedną noc mogłaby być dziewczyną, która tak żyje. Ale gdy gapiła się na to onieśmielające pomieszczenie, czuła się coraz mniejsza.

– Nie słyszę, żeby woda tam leciała – zawołał spoza drzwi łazienki. Otworzył je i zdziwił się, widząc, że ona po prostu tam stoi. – Co robisz?

– Ja… nie wiem, jak odkręcić wodę w wannie – pisnęła Freya. Kill przewrócił oczami i podszedł prosto do niej. Stanął tak blisko, że musiała patrzeć pionowo w górę, by spojrzeć mu w oczy.

– Więc żaden z twoich innych klientów nie zapewnił ci tak luksusowych warunków? – Ruszył na nią. Była zmuszona cofać się, aż dotarli do wanny. Pochylił się nad nią i odkręcił wodę. W jego oczach pojawił się niebezpieczny błysk, a w uśmiechu czaiły się kłopoty. – Miłej kąpieli.

Zostawił ją tam i czekał. Pokręcił głową. Niektórzy faceci mogą lubić tę grę w niewiniątko, ale nie on. Chciał, żeby z tym skończyła. Przecież i tak miał za to zapłacić.

Freya rozkoszowała się kąpielą. Zmywała z siebie wydarzenia dnia. Rozczesując włosy, próbowała rozsupłać swoje myśli. Nie było już odwrotu. Musiała pogodzić się z tym, że nie jest lepsza od Eleanor czy Sloane. Albo nawet od Genevieve Lourdes. Zamierzała wykorzystać tego człowieka dla pieniędzy. Poczuła do siebie obrzydzenie, które musiała z siebie otrząsnąć. To było to. Jej mokre ubrania leżały porzucone na podłodze, a ona założyła puszysty szlafrok.

Lustro ukazywało inną osobę niż ta, która tu weszła. Wcześniej patrzyła na nią dziewczyna, której dusza utonęła w dzisiejszej burzy. Teraz była tam kobieta, która przejęła kontrolę nad własnym losem.

– Przestań się oszukiwać – powiedziała do lustra. – Zamierzasz przespać się z nieznajomym dla pieniędzy. Muszę go jakoś przekonać, żeby dał mi pięćdziesiąt tysięcy dolarów. W co ty się wpakowałaś? – zapytała samą siebie.

Wiedziała, za kogo ją uważa. Wiedziała, czego od niej chce. I wiedziała, czego ona chce od niego. Miała nadzieję, że oboje zakończą tę noc usatysfakcjonowani.

Gdy Freya wyszła z łazienki, mężczyzna siedział na brzegu łóżka. Nie miał koszuli i Freya mogła mu się dobrze przyjrzeć. Wow… Jest naprawdę przystojny.

– Podejdź bliżej – powiedział do niej. Podreptała do niego, a jej ciało drżało pod wpływem rzeczywistości, w której się znalazła. Krew napłynęła jej do twarzy i czuła gorąco bijące od skóry.

Skrzywił się na jej widok, złapał ją za rękę i przyciągnął do siebie. Przewrócił ich tak, że leżała na plecach na łóżku. Nie było czasu na przeanalizowanie tego, co się stało, bo on już wisiał nad nią.

Oddech Frei stał się rwany, gdy przygotowywała się psychicznie. To się dzieje. Jej oczy wędrowały po jego ciele. Seksowny nieznajomy zaśmiał się.

– Naprawdę zamierzasz dalej grać tę niewinną? Niektórzy faceci to lubią, ale to nie w moim stylu. Widać, że podoba ci się to, co widzisz – szepnął, zbliżając twarz do jej twarzy. Freya czuła, że zaraz zemdleje.

– Ja… – próbowała powiedzieć.

– Nie pocałuję cię – kontynuował. – To w końcu tylko transakcja biznesowa. – Ugryzł ją w ucho, a Freya pomyślała, że zaraz tu eksploduje. Może to przez fakt, że miała najgorszy dzień w życiu, albo przez to, że wpakowała się w tak szaloną sytuację. Ale nie mogła przestać myśleć o tym, jak niesamowicie seksowne to wszystko było.

– Racja – zadrżała Freya. – Tylko transakcja biznesowa.

*Nie zależy mi na nim. Jemu nie zależy na mnie*, powtarzała sobie w duchu. Freya odgarnęła włosy do tyłu, co było jej nerwowym nawykiem.

Spojrzała na swojego towarzysza i zobaczyła, jak niebezpieczeństwo w jego oczach znika, a nagle pojawił się tam ktoś inny. Wyglądał na szczerze zszokowanego, jakby zobaczył ducha.

– Isadora – szepnął.

Freya poczuła ukłucie strachu. Jeszcze przed chwilą był zimny i bezduszny. Teraz stał się słodki i czuły. Czy wszystko z nim w porządku? Jego usta spoczęły na jej ustach, łącząc się w ognistym, namiętnym pocałunku.

Każda część jej ciała odpowiedziała na ten pocałunek, ale zanim pozwoliła sobie całkowicie się zatracić, przypomniała sobie jego słowa. *Nie pocałuję cię*, powiedział. Odsunęła się od niego. Patrzył na nią z tęsknotą.

Kimkolwiek była Isadora, zajęła miejsce Frei w jego umyśle.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 4: Rozdział 4 - Dziewica miliardera za 50 000 dolarów | StoriesNook