languageJęzyk

Rozdział 2

Autor: Aeliana Moreau15 cze 2026

Freya zamarła. *Nie. Na pewno mi się przesłyszało.* Wyjrzała zza rogu i ostatnia iskierka nadziei w jej życiu zgasła. Wes stał w drzwiach jej pokoju, obłapiając jej współlokatorkę, Genevieve Lourdes. Genevieve Lourdes patrzyła na niego, przeczesując palcami jego włosy. Ich ubrania były w nieładzie. Nie trzeba było wielkiej wyobraźni, by domyślić się, co robili.

– Albo ja, albo ona, Wes – gruchała Genevieve Lourdes, kreśląc kółka na piersi Wesa. – Ja albo Freya.

– Ty, Lourdes – odpowiedział Wes. – To z tobą chcę być.

Serce Frei pękło i spłynęło na korytarz wraz z deszczówką, którą była przesiąknięta. Zdusiła szloch, ale dźwięk i tak się wyrwał. Genevieve Lourdes gwałtownie odwróciła głowę w stronę hałasu. Miała na tyle przyzwoitości, by przez chwilę wyglądać na zszokowaną, ale zaraz potem zachichotała.

– Wygląda na to, że mamy publiczność. Kto tam jest? Może damy ci popis.

Kaskada emocji zbombardowała Freyę. Zdrada, gniew, smutek, zaprzeczenie. Bardziej niż czegokolwiek innego pragnęła uciec stąd jak najdalej. *To nie może się dziać. Musiałam źle usłyszeć*, pomyślała. *Właśnie tak. To jakieś nieporozumienie.* Wzięła głęboki oddech i wyszła zza rogu. Z twarzy Genevieve Lourdes zniknął triumfalny uśmiech, a Wes pobladł.

– Freya – wykrztusił Wes. – Ja…

– Ojej – powiedziała Genevieve Lourdes, otrząsając się z chwilowego szoku i wciąż trzymając się Wesa. – Wygląda na to, że zostaliśmy przyłapani. Chyba tak będzie najlepiej. Najwyższy czas to wszystko wyjaśnić. – Genevieve Lourdes uśmiechnęła się do Frei ze złośliwym błyskiem w oku. Freya wiedziała, jak wygląda: jak smutna, przemoczona i złamana kobieta. Wiedziała też, jaką radość musiało to sprawiać Genevieve Lourdes. Genevieve cieszyła się na kampusie określoną reputacją. Chłopcy ją uwielbiali, a dziewczyny nienawidziły. Znana była z odbijania chłopaków i rozbijania związków. Freya myślała, że bycie jej współlokatorką może ją ochronić. Ale to sprawiło jedynie, że stała się łatwym celem. Wes był przystojny, inteligentny, bogaty i zajęty. Wszystko, czego pragnęła Genevieve Lourdes. Freya była pewna, że Wes będzie odporny na jej gierki. Była przekonana, że jego miłość do niej uchroni go przed Genevieve. Najwyraźniej nie kochał jej wystarczająco mocno. *A może to ja nie jestem wystarczająca.*

– Wejdźmy do twojego pokoju, żebyśmy mogli porozmawiać – Wes próbował uspokoić Freyę. Uwolnił się z uścisków Genevieve Lourdes i skinął na Freyę, by podeszła bliżej. Freya zrobiła krok, ale Genevieve Lourdes weszła jej w słowo.

– Powinniśmy pójść do Mosiężnej Latarni – zasugerowała. – Możemy porozmawiać przy drinku. Czy to nie brzmi jak świetny pomysł?

Kolejne pchnięcie nożem. Mosiężna Latarnia była popularnym lokalnym barem. To tam Wes i Freya się poznali i tam mieli swoją pierwszą randkę. Genevieve Lourdes o tym wiedziała. Nie tylko uwielbiała odbijać chłopaków, ale kochała upokarzać swoje ofiary tak bardzo, jak to tylko możliwe. To był dla niej sport. Była tak samo zła jak Eleanor.

– Nie sądzę, żeby to był dobry… – zaczął Wes.

– W porządku – przerwała mu Freya. W jej głosie nie było życia. Była tylko skorupą. Ale nie zamierzała pozwolić Genevieve Lourdes zobaczyć, jak bardzo czuje się zdruzgotana. Ani dać Wesowi poznać, jak bardzo ją zranił. – Drink brzmi świetnie. – Próbowała ukryć drżenie głosu za uśmiechem. Freya nie chciała pokazać im żadnej słabości.

– Zatem ustalone. Pozwólcie, że tylko się odświeżę i zgarnę dla nas parę parasoli, dobrze? – Genevieve Lourdes pocałowała Wesa, po czym wpadła do ich pokoju. Freya poczuła kolejne ukłucie. Wes gapił się na nią. Jego wzrok błądził po wszystkim, tylko nie po jej twarzy. Ściany zaczęły się wokół niej zaciskać. Freya chciała tylko poddać się emocjom. Ale nie mogła sobie na to pozwolić. Nie teraz.

– Freya, słuchaj… – próbował Wes.

– Porozmawiamy w barze, dobrze? – odpowiedziała Freya przez zaciśnięte zęby. Jej dłonie były ściśnięte w pięści, a ciałem wstrząsały drobne dreszcze. Wes nie dodał nic więcej. Napięcie między nimi rosło. Było niemal namacalnym bytem czatującym na tym korytarzu. Po najdłuższych kilku minutach życia Frei, wyłoniła się Genevieve Lourdes z twarzą pełną makijażu, idealnie ułożonymi lokami i małym parasolem. Freya zauważyła, że nie wzięła dwóch.

– Idziemy? – Wes i Genevieve Lourdes przeszli obok Frei, a ona ruszyła za nimi. Nastała noc, a ulewa wciąż szalała. Grzmoty przetaczały się w powietrzu, a błyskawice rozdzierały niebo.

*Jakże stosownie*, pomyślała Freya.

Podeszli do samochodu Wesa. Był to lśniący srebrny sedan. Zawsze dbał o to, by parkować go pod dachem. Był to prezent na zakończenie liceum od rodziców i utrzymywał go w nieskazitelnym stanie. Freya pomyślała o podgrzewanych skórzanych siedzeniach wewnątrz i podeszła do drzwi pasażera z przodu, tak jak robiła to tyle razy wcześniej.

– Och, Freya, nie – zakpiła Genevieve Lourdes. – To moje miejsce.

– Możesz usiąść z tyłu – zaproponował Wes i podszedł, by otworzyć jej drzwi.

– Ale Wes – zaryczała Genevieve Lourdes. – Ona jest cała mokra. Zniszczy ci wnętrze samochodu. Nie możemy na to pozwolić.

To był kolejny cios wymierzony w jej godność. Genevieve Lourdes chciała, by Freya próbowała walczyć o swoje miejsce. To była część jej gry. Kręciło ją wywoływanie cierpienia i emocjonalnego zamętu. Freya odmówiła jej tej satysfakcji.

– Jedźcie sami. Spotkamy się na miejscu.

– Frey… – Wes wyciągnął do niej rękę. Freya cofnęła się. Nie mogła znieść jego dotyku.

– Spotkamy się na miejscu – powtórzyła i pobiegła w stronę baru. Jej serce tłukło się o żebra podczas biegu. Pragnęła uwolnić emocje, pozwolić sobie je poczuć.

Ale nie mogła. Wykorzystała chwilę oddalenia od nich i zrobiła wszystko, by odzyskać panowanie nad sobą. *Nie płacz. Nie płacz. Nie płacz.* To była jej mantra podczas biegu. Starała się nie zauważyć, jak samochód Wesa mija ją na drodze. Próbowała nie widzieć, jak Genevieve Lourdes odchyla głowę w śmiechu, patrząc, jak Freya biegnie w deszczu. Okłamywała samą siebie, mówiąc, że to nie boli. Pozostała odrętwiała na ból.

*Nie płacz. Nic nie czuj.*

Nogi i płuca paliły ją z wysiłku, gdy dotarła do Mosiężnej Latarni. Niecały miesiąc temu siedziała na kolanach Wesa, świętując ich rocznicę. Czułe ją całował i obiecywał, że zawsze będą razem. Rozpływał się nad planami na ich przyszłość. A teraz właściwie wymazał ją ze swojego życia. Wtedy zdecydowała, że odwdzięczy mu się tym samym.

Weszła do baru, a fala nostalgii była trudna do odparcia. Uwielbiała Mosiężną Latarnię. Miejsce było urządzone na wzór nielegalnej pijalni z lat 20. Często występowali tu lokalni artyści lub muzycy. Przytulna atmosfera sprzyjała także nauce. Spędziła tu tak wiele cudownych wieczorów.

*Kiedy to się skończy*, obiecała sobie, *nigdy więcej nie postawię tu nogi*.

Wes i Genevieve Lourdes siedzieli przy jej ulubionym stoliku. Freya wzięła głęboki oddech i podeszła do nich.

Siedzieli obok siebie, zostawiając wolne miejsce naprzeciwko. Czekał tam na nią drink.

– Zamówiłem dla ciebie sangrię. Wiem, że jest twoja ulubiona – powiedział Wes. Freya gapiła się na niego. Uznała, że będzie potrzebowała płynnej odwagi, więc wypiła drinka jednym haustem. Freya natychmiast poczuła szum w głowie. *Dobrze*, pomyślała. Wes i Genevieve Lourdes byli zaskoczeni, ale szybko odzyskali rezon.

– Słuchaj, Wes – powiedziała Freya, gdy skończyła. – Nie mam na to siły. Jeśli chcesz ze mną zerwać, żeby móc dalej pieprzyć się z Genevieve Lourdes, w porządku. Uznajmy, że ze sobą zerwaliśmy.

Genevieve Lourdes była wyraźnie zirytowana silną wolą Frei. Chciała, żeby Freya pękła. Chciała zobaczyć ból, który jej zadała.

– Nie chcieliśmy, żeby to się stało ani żeby cię zranić – skłamała Genevieve Lourdes. – Po prostu pracowałaś tyle godzin, a Wes czuł się samotny. Dotrzymałam mu towarzystwa pewnej nocy. Jedno doprowadziło do drugiego i my…

– Spałeś z nią? – wycedziła Freya.

– Kochamy się, Freya – dodał Wes. – To głęboka, namiętna i prawdziwa miłość. Przepraszam, jeśli to dla ciebie zbyt wiele.

– Powiedziałam, że mnie to nie obchodzi – spojrzała na Genevieve Lourdes. – Chcesz go? To go sobie bierz. – Genevieve Lourdes stawała się coraz bardziej poirytowana.

– To twoja wina, wiesz? – powiedziała w kolejnej próbie pogrążenia Frei. – Gdybyś nie była taką gównianą dziewczyną, to nigdy by się nie stało. Spójrz na siebie. Tylko pracujesz i się uczysz. Nigdy nie starasz się dla niego dobrze wyglądać. Jesteś taką sztywniarą. Nic dziwnego, że się tobą znudził. – W oczach Genevieve Lourdes błysnął złośliwy ognik. Została jeszcze jedna rzecz, której mogła spróbować, by złamać Freyę. – Może powinnaś była się czegoś nauczyć od tej twojej puszczalskiej koleżanki, Tamsin. Ona na pewno wie, jak się zakręcić na kampusie, jeśli wiesz, co mam na myśli. – Odchyliła głowę i zaśmiała się.

Freya wstała, chwyciła drinka Genevieve Lourdes i wylała jej go na twarz.

– Jak śmiesz? Miałam nadzieję, że zachowamy naszą przyjaźń, ale widzę, że to niemożliwe! – Genevieve Lourdes zerwała się na równe nogi.

– Po pierwsze, nigdy nie byłyśmy przyjaciółkami, ty wbita w plecy wywłoko! Po drugie, wycieraj sobie gęby imieniem Tamsin. Mów o mnie, co chcesz, ale nie pozwolę ci siedzieć tutaj i obgadywać moich przyjaciół.

– Jesteś po prostu zazdrosna, że sprzątnęłam ci faceta!

– Możesz. Go. Sobie. Brać – powtórzyła Freya. Do tego czasu cały bar ich obserwował. A Freya odkryła, że nic jej to nie obchodzi. Odwróciła się, by wyjść, ale Wes ją złapał. – Nie dotykaj mnie!

– Myślisz, że możesz tak po prostu wyjść? – wrzasnął na nią. – Próbowaliśmy przeprowadzić z tobą cywilizowaną rozmowę, a ty się tak zachowujesz?

– Zdradziłeś mnie! Więc teraz z tobą zrywam. Zadowolony? – odkrzyknęła. – Uwalniam cię, żebyś mógł być ze swoją drogocenną suką. Gratulacje. Mam nadzieję, że ty i ta diabelska zdzira będziecie mieli wspaniałe życie!

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 2: Rozdział 2 - Dziewica miliardera za 50 000 dolarów | StoriesNook