Genevieve Lourdes zerwała się i spoliczkowała Freyę.
– Diabelska zdzira? Jesteś po prostu zazdrosna, że Wes woli kogoś takiego jak ja!
– A ty jesteś po prostu okropną suką, która nie potrafi zdobyć własnego faceta. Który to już, czwarty chłopak, którego ukradłaś? Zajmij się kurwa własnym życiem!
Genevieve Lourdes wyglądała na niemal zranioną. Zamachnęła się i szarpnęła Freyę za włosy. Freya miała dość. Gniew, który tłumiła przez cały dzień, nie dawał się już powstrzymać. Ośmielona alkoholem, oddała Genevieve Lourdes i wywiązała się regularna babska bijatyka. Drapały się, okładały i szarpały. Freya czuła się, jakby była poza własnym ciałem. Chciała, żeby Genevieve poczuła taki ból, jaki ona czuła. Zamierzała wymierzyć kolejny cios, ale Wes wskoczył między nie.
– Przestańcie! – zawołał. – Po prostu przestańcie!
Dziewczyny odsunęły się od siebie. Furia wciąż wrzała w żyłach Frei. Miała ochotę wyrwać tej jędzy włosy pasmo po paśmie. Ale jej gniew na Wesa był na zupełnie innym poziomie. Koniec końców, to była jego sprawka. Genevieve Lourdes mogła go uwieść, ale nic by się między nimi nie stało, gdyby on tego nie chciał.
– Odsuń się ode mnie! – Freya odtrąciła go.
– Musisz przeprosić Genevieve Lourdes – powiedział do niej Wes.
– Słucham?
– To, co powiedziałaś, było okrutne i niepotrzebne. Rozumiem, że cię zdradziliśmy, ale musisz zachowywać się dojrzale. Nie pozwolę ci tak traktować Genevieve Lourdes. Przeproś.
Freya gapiła się na niego z osłupieniem. Czuła, jakby widziała go po raz pierwszy. Czułe wspomnienia ich wspólnego czasu zostały teraz skażone nowymi obrazami. Nie był bohaterem w jej opowieści. Nie był przystojnym księciem, który porwie ją z jej strasznego życia. Nikt tego nie zamierzał zrobić. Nikt nie przychodził jej uratować. Musiała uratować się sama.
W tej chwili poczuła do nich obrzydzenie i litość. Ale choć była wściekła, czuła się zdruzgotana. Jej serce było tak bardzo złamane. Łzy zapiekły ją w oczach, a w gardle poczuła gulę.
– Chcesz przeprosin dla Genevieve Lourdes? Dobrze. Oto one – powiedziała i spojrzała na Genevieve Lourdes. – Przykro mi, że masz tak niską samoocenę, że potrafisz uderzać tylko do zajętych mężczyzn. Przykro mi, że nigdy nie będziesz miała prawdziwych przyjaciół, bo – przykro mi to mówić – nikt nigdy nie będzie chciał być twoim przyjacielem. – Freya powiedziała to ze szczerą skruchą.
– Co w ciebie wstąpiło? – zapytał Wes. – To nie są przeprosiny! Zrób to porządnie! – rozkazał. Patrzył na nią zimnymi oczami i to ją bolało. Ale nie mogła mu już pokazać cierpienia. Musiała to skończyć i stąd wyjść.
– Nie jestem twoją posłuszną dziewczynką. Rzuciłam cię. Jakieś dziesięć minut temu, pamiętasz?
– To nie tak to wyglądało! – wrzasnęła Genevieve Lourdes.
– Życzę wam obojgu wszystkiego najlepszego. – Freya zignorowała wybuch Genevieve. – Idźcie się jebać!
Wes i Genevieve Lourdes patrzyli na nią w oniemiałym milczeniu. Freya zawsze była taką potulną, cichą dziewczyną. Nie tą zawziętą i ognistą kobietą stojącą przed nimi. Genevieve Lourdes była przede wszystkim wściekła. To nie tak miało się potoczyć. Freya powinna błagać ich, żeby jej tego nie robili. Powinna płakać, żeby Wes jej nie zostawiał. Genevieve Lourdes potrzebowała zobaczyć chaos, jaki wywołała w życiu Frei. Tym się żywiła, a teraz nie dostała swojej dawki. Ale przynajmniej miała satysfakcję z widoku smutnej, przemoczonej Frei robiącej scenę w swoim ulubionym miejscu. Nigdy nie będzie mogła tu wrócić. I Freya o tym wiedziała.
Freya wybiegła z Mosiężnej Latarni. Biegła przez ulewny deszcz, aż poczuła, że jest zbyt daleko, by się załamać. Adrenalina i alkohol wymieszały się w jej organizmie. Kręciło jej się w głowie od emocji, a wydarzenia dnia nią wstrząsnęły. Światła, deszcz i łzy zamazały jej obraz, a każde uczucie, które w sobie dusiła, zostało uwolnione.
Freya została sprzedana przez macochę, oszukana przez współlokatorkę i zdradzona przez chłopaka. Nie miała dokąd pójść. Jej rodzinny dom był jaskinią zaniedbania i przemocy. Ale nie mogła pozwolić Eleanor go sprzedać. Zanim matka zmarła, Freya obiecała pielęgnować ich dom i piękne wspomnienia, które kiedyś w sobie krył. Obiecała dbać o ojca. Obiecała chronić rodzinę i to była jej miłość do matki.
Nie mogła wrócić do akademika. Nie miała wątpliwości, że Genevieve Lourdes ją zamknęła. Tamsin była na weekend u rodziców, więc nie mogła pójść do niej. Utknęła w samym środku burzy. Jej problemy mogło rozwiązać jedno słowo. Pieniądze. Pieniądze na uratowanie domu. Pieniądze na uratowanie siebie.
W gniewie powiedziała Eleanor, że sama zdobędzie te pieniądze.
– O czym ja myślałam? – zawołała płacząc. – Skąd ja wezmę te pieniądze? – Freya błąkała się po ulicy, oszołomiona alkoholem i nawałnicą emocji.
Czy był tam ktoś, kto by jej pomógł? Jak miała zdobyć pięćdziesiąt tysięcy dolarów?
Tam tamy, którą postawiła swojemu żalowi, pękła i pozwoliła udręce wypłynąć. Nie tylko tej z dzisiejszego dnia, ale z lat nadużyć, które znosiła. Freya nigdy nie pozwalała sobie na załamanie. Nigdy nie chciała być dla nikogo ciężarem. Pragnienie utraty kontroli ją przytłoczyło, ale musiała iść dalej. Błąkała się po ulicach przez godziny, które zdawały się wiecznością.
– Rozchoruję się – pociągnęła nosem. – Może powinnam złapać okazję. – Ale dokąd miałaby pojechać, nie miała pojęcia.
Freya stanęła na poboczu i próbowała zatrzymać jakiś samochód. Nikt się nie zatrzymał. Niektóre auta opryskiwały ją wodą, gdy mijały ją pędem. Nie mogła być już bardziej mokra. Każdy centymetr jej ciała był przesiąknięty deszczem. Freya drżała, gdy woda wychładzała jej kości. Problemy piętrzyły się nad nią. Zdawało się, że nie ma końca udręce w jej życiu. Ale w tej chwili pragnęła tylko gorącego prysznica i odrobiny dobroci. Wciąż próbowała kogoś zatrzymać, ale nikt tego nie robił. W chwili desperacji wbiegła na jezdnię, wprost pod nadjeżdżające samochody.
Nadjechało auto, reflektory stawały się coraz jaśniejsze w miarę zbliżania się. Freya nie ustąpiła. Jeśli tak ma się to skończyć, niech będzie. Nie dbała o to. Może tak będzie lepiej. Zamknęła oczy, wyrzuciła ręce przed siebie i powitała nicość.
Samochód zatrzymał się z piskem opon. Freya otworzyła oczy i zobaczyła lśniący, czarny sportowy wóz. Deszcz zdawał się go nie tykać. To był najbardziej luksusowy samochód, jaki kiedykolwiek widziała. Zanim Freya zdążyła się poruszyć, kierowca opuścił szybę i krzyknął na nią ze środka.
– Co ty do diabła wyprawiasz?! – To był męski głos. Freya podeszła do drzwi. Z tego, co mogła dojrzeć, wyglądał na przystojnego i biła od niego aura bogactwa.
– Przepraszam. Czy mogłabym prosić o podwiezienie?
Mężczyzna zmierzył ją wzrokiem od stóp do głów i prychnął.
– Nie szukam towarzystwa. – Podniósł szybę i odjechał z piskiem opon.
Freya została na ulicy, a deszcz lał się na nią ze wszystkich stron. Wszystko, co tego dnia w sobie dusiła, wybuchło w niej. Osunęła się na ziemię i szlochała na środku drogi. Macocha ją sprzedała. Chłopak ją zdradził. Współlokatorka oszukała. Straci dom. Jej ojciec coraz głębiej wpadał w nałóg. A ona musiała skądś wytrzasnąć pięćdziesiąt tysięcy dolarów.
Każde włókno jej duszy było postrzępione.
Kiedy wyjeżdżał tej nocy na przejażdżkę, nie spodziewał się, że prawie kogoś zabije. Ale tam była. Stała na środku ulicy, przemoczona do suchej nitki. Był przekonany, że to jakaś prostytutka, której nie dopisało szczęście. Odjechał od niej, ale zatrzymał się, gdy zobaczył, jak pada na kolana na środku drogi.
Coś w tej sytuacji poruszyło w nim jakąś strunę.
– Albo jestem największym idiotą na ziemi – powiedział do siebie. – Albo ona jest najlepszą aktorką na świecie. Ech. Będę tego żałował. – Cofnął w jej stronę. Wyglądała na szczerze zaskoczoną jego powrotem. Wysiadł z auta i trzymał nad nią parasol.
– Wsiadaj.
Freya spojrzała na niego i zamrugała. C… co?
Czy to wszechświat dawał jej znak? Wyglądał na kogoś bardzo zamożnego. W jej głowie zaczął kiełkować plan. Wbiegła do samochodu, a mężczyzna spojrzał na nią z obrzydzeniem.
– Gdzie cię zawieźć?
– Hmm… – Freya nie planowała tak daleko. Nie miała dokąd pójść, nie teraz. – Nie wiem. Nie ma miejsca, do którego chciałabym teraz trafić.
Mężczyzna gapił się na nią. Freya odwzajemniła spojrzenie i ponownie pomyślała o tym, jak drogo wygląda. Miał pieniądze i nie bał się tego pokazywać. Może mogłaby to wykorzystać. Ta myśl odrzuciła ją, gdy tylko się pojawiła. Ale jej zdruzgotany umysł nie był w stanie myśleć o niczym poza teraźniejszością. A w tej chwili potrzebowała tylko jednej rzeczy. Jednej rzeczy, która rozwiązałaby jej problemy.
Pieniędzy. Freya wiedziała, że będzie siebie za to nienawidzić, ale…
– Hmm… Czy jesteś bogaty?






