Freya znów była pod jego urokiem. Otoczył ją znajomy zapach jego wody kolońskiej. To był ciemny, piżmowy, niemal kwiatowy aromat. Jak łąka w blasku pełni księżyca. Twarde linie jego ciała napierały na nią, a ona czuła każdy cal jego postaci. Nikt inny wokół nich nie istniał. Gdyby chciał, mógłby kochać się z nią tam, w samym środku klubu. Nie powstrzymałaby go. Nienawidziła go i nienawidziła tego,






