Grit już szedł w naszą stronę, by otworzyć bagażnik i nas wyładować, albo pewnie po to, by znów nas spryskać, utrzymując w bezruchu i uległości wobec czegokolwiek, co zaplanował wraz ze swoim szefem.
Czułam, że moje kończyny odrobinę odpuszczają. W ustach miałam sucho, ale mogłam już poruszyć językiem.
— Czy... ktoś z was... myśli, że ona przyjdzie? — wykrztusiłam z trudem pytanie. Oczy Rykera jak






